Co ją pasjonuje, tak? Hmm i tu był problem: są dwie dziedziny.
- Psychologia, jakże by inaczej. Praca z ludźmi, odkrywanie, szukanie sedna, to cudowne!. Tylko że aby to robić, trzeba skończyć studia (psycho, socjo, reso, coś takiego), czyli 5 lat + 3 - 4 lata szkoły psychoterapeutycznej, która jest droga. Nie miała takich warunków i wątpiła, żeby pracując w trakcie studiów tyle odłożyła. No już pomijając fakt, że szkoła techniki która ją zainteresowała nie przyjmuje osób po interwencjach psychiatrycznych.I że konkurencja jest przytłaczająca.
- Nie wiedziała jak to nazwać- robótki ręczne? Nie jakieś dzierganie, bardziej praca rękami. Jakieś tam majsterkowanie, naprawianie, itd. Ogólnie to, przy czym dzierży się w ręku obcęgi tudzież śróbokręt, co wymaga precyzji i/lub zmysłu artystycznego. Tylko czy można z tym wiązać przyszłość?
Może dałoby się to jakoś połączyć, byłoby idealnie.
Pamiętała, jak była świeżo po maturze. Wtedy nikt się nie przejmował tym, czy po danych studiach znajdzie pracę, czy nie. Brało się to, co się chciało. I było prościej. A teraz? Dylemat: coś co ma perspektywy, czy coś co się kocha - ale bez gwarancji, że będzie z czego żyć.
Stłumione naturalne, spontaniczne odruchy na rzecz odpowiedzialności. Na ile jest to przydatne?
Została wychowana w domu, gdzie ktoś bez studiów wyższych, albo humanista niewiele znaczy. Rodzina nauczycielska: ojciec fizyk, matka matematyczka. W grę wchodziły prawie bez wyjątku kierunki techniczne. "Psychologia? No tak, fajnie, skoro to lubisz... Ale wiesz ilu jest psychologów? Jak wygląda kształcenie? W dzisiejszych czasach tylko tytuł inżyniera zapewni Ci chleb i dach nad głową."
I w tej głowie mętlik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz