sobota, 3 lipca 2010

Społeczna użyteczność

Na terapii dostała zadanie, by znajdować sukces w każdym dniu. Nawet mały, byle by był.
Wydawało się proste.
Ale nie potrafiła tak. W jednym momencie wydawało jej się, że zrobiła coś dobrze, cieszyła się, a po chwili podważała to. Przez kilka dni była u ciotki. Została sama po śmierci babci, więc trzeba było jej pomóc. We wtorek przyjechała, w środę była impreza - obiad dla babek, które odmawiały różaniec przez tydzień po pogrzebie. Jeżeli o to chodzi, to wiedziała, że sporo pomogła, coś ugotowała, i nawet smakowało. Ale następne dni? No niby rwała truskawki, grabiła siano, pieliła ogródek... A nie miała poczucia, żeby dużo, wystarczająco dużo zrobiła.
12kg truskawek? Nieźle, ale co to znaczy przy 36 ciotki?
Siano zgarnęła, i od razu obtarła sobie dłonie.
Z ogródka uciekła jak tylko pojawiły się komary. Nie miała poczucia, że bardzo się przydała - a to tylko ma znaczenie, co jest bardzo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz