sobota, 28 stycznia 2012

I znów

Uśmiech się schował. Wieczoru nie było. Była smutna i zła.

I jeszcze to, czyli 13:44 - kolejny wstrząs tektoniczny. Związkowy. Wczorajszo-dzisiejszy. Brakowało jej tchu. Niby że i tego kroku też się spodziewała, ale... na to nie da się przygotować. Na to, że kochana osoba pokochała kogoś innego.

Potrzebowała wczoraj tego spotkania. Ale jak zwykle bez protestu zgodziła się na zmianę planów, która pozbawiła ją możliwości bycia z kimś, odreagowania. Dobrze że znalazła się Maj do pogadania w nocy.
~ ~ ~
Siedziała w domu i nie chciało jej się nic.
Nawet oddychać.
Szczególnie oddychać.

wtorek, 24 stycznia 2012

Half life

Winamp losuje kolejne piosenki.
Imogen Heep Half life.

Myślała sobie – ktoś sprawił, że właśnie tak żyje, pół-życiem. To właściwie nie jest życie, to przemykanie. Byle dalej.
Byle dalej od tego nieszczęsnego października. Ale ciągle na uwięzi.
Każdy dzień na uczelni jej o tym przypominał, codziennie modliła się by go nie spotkać. I tej osoby, która obok niego się pojawiła.
Wpadła w wir pytań: dlaczego.
Wir szukania w sobie tego czegoś, co przeszkodziło. Tego co właściwie przeszkadzało za każdym razem, gdy do kogoś chciała się zbliżyć.
Może to… no właśnie co to dokładnie jest? Nikt jej nie chciał powiedzieć.
Gdyby dostała wskazówkę: tego i tego u Ciebie nie da się znieść, może nie musiałaby godzinami o tym myśleć, szukać – co w niej przeszkadza?
To że co godzinę potrzebowała potwierdzenia, że nie została zapomniana?
To że ciągle łamała dane sobie przyrzeczenie, by dać ludziom trochę oddechu i co chwilę do nich nie pisać?
To że wygląda… jak wygląda?
To że ma tendencję do mówienia o sobie?
Że czasem mówi i mówi, a kiedy indziej milczy?
Że pewne tematy nie przechodzą  jej przez gardło?
Że jej żarty są nieśmieszne, i zdarza się, że nie rozumie czyichś?
Że nie umie rozmawiać na wykładzie?
Że nie ma pojęcia o życiu i popełnia jedną gafę za drugą?
Może.
Może też to nie chodzi o jakąś jedną rzecz – może po prostu ona jest nieodpowiednią osobą.
A może wybiera nieodpowiednie osoby.

Może.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Eustresy, dystresy

Siedziała nad notatkami i coraz mniej rozumiała. Taksonomie, pomiary, arkusze, schematy diagnozy i ewaluacji mieszały się z kryteriami dysfunkcji globalnych, parcjalnych, autyzmu, i całego miliona zespołów. Enkefaliny myliły się z encefalopatią, KIPU z IPETem.
Coraz bardziej bolał ją brzuch. Coraz bardziej wątpiła w swoje możliwości. 
Istniało pewne prawdopodobieństwo, że po jutrzejszym egzaminie będzie się śmiać z siebie. Teraz jednak nie za bardzo miała na to ochotę.

I jeszcze ten bałagan w środku. Próby powstrzymywania ja emocjonalnego przez racjonalne były bardzo wyczerpujące, a pozwolenie na to by zrobiło to co chce skutkowało wyrzutami sumienia. Chciała, żeby kiedyś te dwie części się zespoliły...

sobota, 21 stycznia 2012

Dialogowe ja

Powiedz coś... Przecież wiem że chcesz.
Nie.
Cokolwiek, no proszę.
Nic nie powiem.
Jedno zdanie?

Miało być jedno, a nie tysiąc osiemset!
Już się czepiasz? Przecież coś powiedziałam.
Nie coś, tylko wszystko, to różnica. 
Nie wiem o co ci chodzi. Chyba lepiej jak powiem więcej niż nic.
To zależy czy trafisz na człowieka który to wytrzyma. I nie ucieknie.
Ale... ja nie umiem. Wszystko, albo nic.

~ ~ ~

Bezpieczniej jest nie liczyć na przyjaźń. Smutniej, ale bezpieczniej. Przynajmniej nie traci się racjonalnej oceny rzeczywistości.

środa, 18 stycznia 2012

Odkrycia

"Gdy podeszła do szyby, wydało jej się, że po drugiej stronie jest jakiś człowiek. Wyciągnęła rękę, i ku jej zdumieniu sylwetka po drugiej stronie poruszyła się. Dotknęła szyby ręką - dłoń mężczyzny przylgnęła do jej. Granica ze szklanej ściany zdawała się nie istnieć.
Nowy przyjaciel bardzo ją intrygował. Próbowała przetrzeć szybę, ale to co brała początkowo za szron, było fakturą nie do starcia. Pomyślała, że może znajdzie miejsce, gdzie ściana się kończy. Gdzieś musiało istnieć przecież jakieś przejście, okno, cokolwiek. Poszła więc wzdłuż, i po jakimś czasie rzeczywiście znalazła miejsce, gdzie szyba po prostu się urywała. Przeszła na drugą stronę.
Nie było tam niczego.
Nikogo."

niedziela, 15 stycznia 2012

Logarytm relacji, wyższa matematyka


Żyła we mgle.
Mgła opadła.
Ale tylko jedna.
Ta percepcyjna.
Teraz widziała siebie i widziała ludzi. Ale to co pomiędzy, to czarna magia.
Ślepy któremu zostanie przywrócony wzrok musi nauczyć się świata od podstaw.
Uczyła się relacji od podstaw. Począwszy od tych rodzinnych, po przyjacielskie, o intymnych nie wspominając.
Domyślała się, analizowała, próbowała. To nie łatwe.
Laik w kwestiach elektroniki próbując naprawić zepsute urządzenie popełnia wiele błędów. Ma podręczniki, ale one nie zawsze wystarczają.
Dziecko we mgle jest laikiem w relacjach, tu napotyka na niezliczone przeszkody. I bardzo łatwo mu się o to obwiniać, choć przecież to nie jego wina.
Przypomniała sobie, że to jak błądzi ma swoje źródła. I choć to nic nie zmienia, zrobiło jej się trochę lżej.

sobota, 14 stycznia 2012

Na zmianę

zimno-ciepło
spokój-niepokój
myślenie-czucie
działanie-czekanie

fizyczność-duchowość
samotność-wspólność
milczenie-mówienie
bycie

przeplatanka taka
radosna

życie mniej boli
niemalże 
wcale

czwartek, 5 stycznia 2012

Ech, skrajności

Jak to się dzieje... Im bardziej chciała okiełznać rzeczywistość, tym bardziej jej umykała. Budziły się duchy przeszłości, lęk, że wszystko powróci, albo - że to co nowe przerośnie nawet to co było. I nie da rady.

Zaciskała zęby.
Starała się.
Czasem nie pozwalało jej to podzielić się trudem z kimś obok.
Tak bardzo skupiała się, by nie pokazać... wiele ją to kosztowało.

Ludzie uciekają.
A jeśli nie, to nie umiała uwierzyć, że nadal chcą przy niej być.
Sama gdyby mogła, uciekłaby jak najdalej - tyle że jakby nie miała wyjścia.
Zwykle tak nie mieściło jej się w głowie, że ktoś chce zostać, że robiła wszystko, by odszedł. Niekoniecznie świadomie. Zauważała to - po czasie.

Próbowała się domyślać, które zachowania są jeszcze normalne, a które nie. To podobno typowe dla DDD.
Nie zawsze jej wychodziło.

Chciała znaleźć w sobie siłę... Tę do życia zwykle potrafiła zlokalizować, z małymi wyjątkami.
Chciała mieć w sobie przekonanie, że jest dobra, wartościowa, wystarczająca i godna uwagi.
Próbowała brać to od innych... ale to błędna droga. Nikt nie wypełni tego naczynia bez dna. Tylko ona.

środa, 4 stycznia 2012

Przemiany

„Ciężar tego, czego spodziewała się przecież od dawna, wytrącił ją z równowagi. Myślała że zrozumiała, że to za nią.
Z odrętwienia wyrwał ją widok całujących się zakochanych nastolatków. Pewnie nie zwróciłaby na nich uwagi gdyby nie fakt, że stali tuż przed nią, oddzieleni tylko szybą. Momentalnie wróciły wspomnienia, fala tęsknoty i smutku, który sprawił, że jej oczy się zaszkliły. Odwróciła wzrok modląc się, by następny przystanek okazał się ich końcowym. Chyba po raz pierwszy w życiu została wysłuchana.
Wtedy myśl, która kiełkowała już od jakiegoś czasu, opanowała jej umysł. Nigdy więcej, za żadne skarby świata nie spojrzy na mężczyznę inaczej niż jak na kolegę, brata. Nigdy, przenigdy nie pozwoli się ponieść stanowi zakochania. Rozważała taką decyzję już wcześniej, ale wydawała się zbyt nierealna i zbyt oddalona od potrzeb, które miała przecież, jak chyba każda kobieta. Ale tego dnia zrozumiała dlaczego to jedyne słuszne wyjście. Wcale nie dlatego, że już zbyt wiele razy się zawiodła, nie dlatego, że więcej nie zniesie tego bólu.
Nagle pojęła istotę swego istnienia.
Zrozumiała, że dobro nie jest dla niej, przynajmniej nie w takim sensie, że może je otrzymać i zatrzymać. Zrozumiała, że ma tylko je przekazywać, dawać. Ma pomagać - i sam fakt, że ktoś jest szczęśliwszy, musi jej wystarczyć. Zrozumiała, że łudząc się nadzieją na szczęście w byciu z kimś, sama się go pozbawia.

W jej oczach i wyrazie twarzy pojawiło się coś nowego – coś na kształt zacięcia. Czuła, jak jej serce zmienia się – pozostając miękkie dla innych, dla siebie stało się bezlitosne i twarde. Jak głaz.”

wtorek, 3 stycznia 2012

Północ

Godzina dla jednych wczesna, dla niej zdecydowanie późna. Północ to czas by spać. A jednak nie spała. W głowie kłębiło jej się sto milionów myśli, bardziej i mniej ważnych, istotnych.
Z braku, a może z nadmiaru zajęć typu pierwsze przygotowania do sesji, zdecydowała się przeczytać pamiętnik swojego ojca. Czy może raczej historię jego życia, którą nakreślił według tego, co wytworzył jego chory umysł. Właściwie nie wiadomo do końca czy chory i na co, ale miała nadzieję, że tak, i to na coś poważnego. Uznanie, że coś takiego mógł wymyślić ktoś zdrowy podważyłoby jej pogląd, że ludzie są z gruntu dobrzy.
Przez długi czas bała się czytać tego tekstu. Kiedyś przyniósł go jej siostrze, wtedy z ciekawości otworzyła, ale już po pierwszym zdaniu zrezygnowała, bo zrobiło jej się słabo. Albo raczej niedobrze. Taka automatyczna reakcja obronna organizmu, który już mniej więcej wie, co może, a czego nie zniesie. Kiedy to było? Jakiś rok temu?
Niech wystarczy stwierdzenie, że to trudna lektura. I na pewno nie z zakresu literatury dziecięcej (szczególnie własno-dziecięcej).

Co ją uderzyło gdy to czytała? Okazało się, że choć ojciec to dla niej obcy człowiek – ma z nim więcej wspólnego niż myślała. Chodziło o takie powierzchowne rzeczy typu zainteresowania. Począwszy od pisania o własnej historii, która jakoś jest chora (przy czym ona miała tego świadomość), przez zainteresowania kulturą wschodu (joga, akupresura, medytacje), po chwilowe zainteresowanie życiem zakonnym, a potem poważne wątpliwości dotyczące katolicyzmu i ogólnie natury boga. Ale na tym koniec podobieństw, a nawet – koniec rzeczy czy cech, które jej mały rozum potrafił pojąć.
Coraz bardziej utwierdzała się też w przekonaniu, że to nie mogło się udać. Że z tego domu nie może wyjść normalna, zdrowa, szczęśliwa osoba. Każdy jest w jakimś stopniu poraniony. Nie dość że z braku ojca – to jeszcze przez pozory, gry i kłamstwa. Pamiętała jak podczas terapii wyrzucała sobie, że nie ma prawa mieć problemów. W końcu jej rodzice nie piją, nie biją, nie molestują, są oboje – wszystko idealnie. Więc do ciężaru zaburzeń dochodziło przeświadczenie, że to wszystko pochodzi od niej. Mało brakowało, by to była ta przysłowiowa kropla.
Dalej, czytając złapała się na tym, że szuka każdej wzmianki na swój temat. Niby ojciec nic dla niej nie znaczył, ale to jednak przykre, myślała, że może jednak… znajdzie świadectwo, że wie kim jest jego córka. Coś więcej niż „tego a tego dnia urodziła się ….”. Nie znalazła. To smutne. Szukała czegoś, czego nie ma. Ale to ważne, że przynajmniej była tego świadoma, tej potrzeby.
Ogólnie… żal było jej tego człowieka, gonił za czymś, co nie istnieje, a jeśli nawet, to krzywdził wszystkich wokół, w imię własnego wydumanego szczęścia. Żal jej było mamy, nie dziwiła się, że jest taka a nie inna. Żal jej było rodzeństwa. To doprawdy niewiarygodne, jak niefrasobliwość (albo: choroba) jednego człowieka potrafi utrudnić życie innym