wtorek, 28 lutego 2012

Po co..?

Po co mówić, gdy ktoś nie słucha?
Po co się otwierać, gdy ktoś nie chce zajrzeć do środka?
Po co budzić uczucia, jeśli nie można ich zaspokoić?
Po co szukać, jeśli już się znalazło, i straciło?
Po co rozumieć, jeśli nikomu nie jest to potrzebne?
Po co komunikować wprost potrzeby, jeśli i tak ktoś tego nie zauważa?

Po cóż się przywiązywać, jeśli zawsze wybiera się nieodpowiednie osoby?

Nie umiała rozmawiać, może. Może za bardzo chciała.

Czy wiesz że do Ciebie mówię..?
Pewnie nie...

niedziela, 26 lutego 2012

Podniosę się jeszcze raz i pójdę dalej

A może nie.
Znów panika zakradła się do jej serducha. I dewaloryzacja. Inaczej zwana nienawiścią.
Nie.
Praca, praca, tylko praca.

Kiedyś usłyszała od terapeutki, że nigdy by się tego nie spodziewała, ale widzi w niej jakąś niezłomność, i siłę. I to nie byle jaką, bo potrafiącą wydobyć się ze strasznej ciemnej głębiny, i jeszcze pociągnąć za sobą całą rodzinę, i kogoś jeszcze, po drodze. Jak wiewiórka, która chcąc ocalić rodzinę odgryza sobie łapki. To było miłe.
Brzmi jak przechwałka? Nie... Tu nie ma nic do chwalenia. Nie ona zdecydowałam o tym, co ma w środku, ale mogła to wydobywać, podlewać, wzmacniać, trenować.
I będzie. Nie chciała okazać się niegodną tych dobrych słów.


A swoją drogą - tęskniła. To też coś, czego zbyt często nie czuła...
Tęsknota, ale z możliwością oddechu.
Bez paniki.

sobota, 18 lutego 2012

Trening behawioralny

Tak łatwo zapominała o sukcesach.


Ostatnio bardziej niż zwykle męczyła siostrę jazdami typu: jestem głupia/gruba/beznadziejna, wszystko jest bez sensu/głupie/beznadziejne. A ona, jak to ona, długo nie wytrzymuje takiego biadolenia. Kto by wytrzymał, w sumie. Więc, dnia pewnego powiedziała:
R.: M., basta! Masz zadanie, szybko! I bez narzekania, ale już! Proszę mi wymienić 5 rzeczy które lubisz w sobie.
M: Coooo..? <myśli myśli myśli> Nie ma takich...
R: Oczywiście że są! No ale dobra, to na początek 5 które lubisz nie w sobie, jakieś czynności, rzeczy. Tylko szybko, bo będzie piętnaście! 
M: No dobra. Więc lubię... to... i to... jeszcze to... ... to... ... ... no i to.
R: Co tak wolno? Ale ok, nie jest źle. Teraz to co w sobie.
M: <siedzi>
     <wzdycha>
     <oczy unosi ku niebu>
     No to jest w porządku...
     <myśli co jej ktoś powiedział miłego>
     To... i to...
     <marszczy czoło>
     <mruczy pod nosem>
     To nawet lubię...
     <ogląda ręce>
     <liczy okruchy chleba na obrusie>
     <analizuje wzór na torbie>
     Mam! To jeszcze!
R: No brawo! Ale kurde, M., nie sądziłam że to takie trudne zadanie, już myślałam że nie usiedzę. Za karę... Masz dalej wymyślać, trenować. Cały czas. Bo Cię odpytam.

I tak to się zaczęło. Żeby nie zapomnieć, zapisała to sobie w umyśleniach.
Nie wiedziała, czy to działa, ale pomogło oderwać się od smuteczków, właściwie. Choć na chwilę.


Z siostrą rozmawiały o tym, co od siebie wzajemnie mogą wziąć w relacji.
Teraz dobrze się dogadywały. To znaczy jak to siostry, czasem jakaś kłótnia, wyrwane włosy czy podbite oko... Okej, bez takich. Ale bywało naprawdę ciężko, bo obydwie miały kłopoty z asertywnym okazywaniem emocji i czasem "jechały" po sobie. Ale nie o tym, nie o tym.
Kiedyś jej nie było. Lewitowała gdzieś między ziemią a podziemiem, między ludźmi ale obok, bez przyjaciół, bez dostrzegania, co się tak naprawdę dzieje. Siedziała w środku, w sobie, i tylko łypała okiem, w strachu by ktoś tego nie zauważył. Co mogła dać..? Skoro niczego nie miała? A bez wymiany relacja nie jest pełna. Niby siostra to siostra, zawsze nią będzie, jest jakoś skazana. Ale to może być różne bycie. R. nie dostawała ode niej wtedy niczego, nawet sygnałów, że jest potrzebna. Taka była prawda.
A dziś, powiedziała coś ważnego. Bo M. się trochę wstydziła tej swojej szpitalnej historii. Zapominała, że to też bogactwo. Siostra jej o tym przypomniała. Że dzięki temu ją dostrzegła. Że bez tych terapii nie było by zmiany, i - dzięki niej zyskała doświadczenie, którego jej brakowało: w rozumieniu siebie i innych. I że to co daje siostrze, to właśnie nadzieja i inny punkt widzenia.
I tak sobie pomyślała, że zbyt łatwo wymazuje pozytywy ze swojego życia.
No.

piątek, 17 lutego 2012

Jak oswoić głowę?

Każdy ma jakąś manię.
Każdy ma uczulenie na czyjąś manię.
A gdy alergen spotka się z alergikiem...

Chciałaby być traktowana na poważnie.
Chciałaby coś znaczyć.

No dobra, bez oszukiwania? Chciałaby dla kogoś znaczyć... nie coś. Coś to za mało. Coś jest dla leszczy.
Chciałaby dla kogoś znaczyć dużo. Bardzo dużo. Wszystko..?
Egoizm? Miło by było tak to nazwać. Bo to tylko objaw myślenia i czucia zero-jedynkowego. Czarne - białe. Co pomiędzy?
Starała się to tworzyć.
Mówiła:
Rozumku drogi, TAM COŚ JEST. 
Nie musisz tego widzieć, jesteś troszkę upośledzony, ale JEST. 
I to szare JEST jest bardziej realne niż czerń której szukasz, i lepsze niż biel od której umierasz.
Jednym zmysłem tego nie uświadczysz, bo nie działa, ale masz inne. 
Jak nie drzwiami, to oknem. 
Czasem na siłę. Czasem trzeba na przekór sobie. 
Inaczej skończy się to schizofrenią.
Więc do roboty.

Czas.
Potrzebowała czasu. Czasem 15 minut (to dobry wynik, bardzo super). Czasem doby.
Czas nie leczy ran, ale mogła go wykorzystać.

Poczekaj. Rozmawiaj. 

piątek, 10 lutego 2012

DUŻA sztuka lubienia ciała

Wynalazca jedzenia od którego się chudnie zostanie jej mężem.

~ ~ ~

Na plakacie zapraszającym na spotkania kobiet: kiedyś kobiety szyły ubrania na miarę swoich ciał, teraz próbują dopasować ciała do ubrań.
Jakże prawdziwe.
I tak jak mówił Nick Vujicic w którymś momencie: to straszne, że tyle dziewczyn, kobiet ma zaburzenia odżywiania. To STRASZNE.
Ale jakie jest wyjście..?