piątek, 28 września 2012

WWJD

Dlaczego tak jest, że nie może się kulturalnie jedna rzecz zawalić, tylko od razu milion pięćset?

Komunikacja miejska. Jak to jest, że tak wykańcza, gdy źle funkcjonuje? Nie załatwiła przez to, i przez siebie, ważnej sprawy. Korki koreczki, sama przyjemność, może nic by się nie stało gdyby nie musiała się wracać do domu po jeden głupi świstek, którego nie chciało jej się wcześniej spakować... W międzyczasie skończyła jej się ważność konta telefonicznego, więc nawet nie mogła odpisać.. (ha, przynajmniej raz zaleta bycia nierozchwytywaną, ale lepiej nie poruszać tego niebezpiecznego wątku) ani sprawdzić nic w necie. Jakoś się dostała na ten koniec świata - Targówek Fabryczny, wysłuchując w międzyczasie jak to jakiś miejscowy, mówiąc 3x głośniej niż przeciętny śmiertelnik, świetnie kogoś załatwił, tak, że wyglądał jak zombie ("normalnie tak z nim tańczyłem..!"). Po czym pocałowała klamkę zamkniętą już od dobrych kilkudziesięciu minut. Była pewna że zamykają o 16, cóż za przemiła niespodzianka. W drodze powrotnej miała niezły trening panowania nad emocjami.
Idąc już od dworca pomyślała, pewnie zdziwi to tych, którzy jeszcze nie pogodzili się z tym że wierzy, pomyślała - a Dżizas, co by, kurka, zrobił na jej miejscu? Przecież to się można albo wściec, albo rozpłakać. A tymczasem przyszło jej do głowy zdanie dawno zapomniane i niezbyt lubiane: ora et labora, módl się i pracuj. I może racja. Praca nad sobą, nad planowaniem czasu, nad ponoszeniem konsekwencji, nad byciem dorosłym. I modlitwa, bo samemu, to chyba trudno.


czwartek, 27 września 2012

A za 20 lat...

Lubiła obserwować ludzi, szczególnie w środkach komunikacji miejskiej, na dworcach, przystankach.

Zwykle jeździła sama. Słuchawki w uszach albo bez słuchawek, bo w końcu jakoś ograniczają odbiór wrażeń zmysłowych. Ale patrzenie to podstawa obserwacji. Lubiła dostrzegać różne szczegóły oraz je łączyć. Pozwalało to na snucie różnorakich historii, wyobrażanie sobie kim ci ludzie są, tak życiowo, stanowiło przyczynek do zastanowienia się nad... nad życiem, po prostu. Swoim, czyimś. Obserwowanie obcych ludzi może wiele dać. Niektórzy pewnie powiedzą, że wystarcza im krąg znajomych, ale według niej wyobrażeniowe pole do popisu jest tu nieco mniejsze. Pewnych rzeczy z bliska nie widać, zacierają się różnice między tym, co było i tym, co jest. Często pozostajemy na poziomie tego, co usłyszymy wprost, a nie trzeba chyba nikogo uświadamiać, że zachowania i własne, i innych, wobec osób bliskich, znajomych, i tych, których prawdopodobnie już się nie spotka, są nieraz bardzo różne. Nie twierdziła, że ktokolwiek robi tak ze złej woli. Po prostu tak było.

Tego dnia jechała metrem, dzień jak co dzień. Chociaż może nie, bo nawet miała miejsce siedzące. Więc siedziała. A naprzeciwko niej - rządek pań w wieku, powiedzmy, średnim. Nie była nigdy dobra w ocenie ile ktoś ma lat, strzelała więc - między 40 a 50. Czyli już niezbyt młode ale nadal na chodzie, a nawet - z klasą. Szczególnie jedna zwróciła jej uwagę. Odrobinę przy kości, luźna beżowa bluzka w kwiaty, beżowe baleriny, proste, nieźle skrojone dżinsy. Było widać, że uważa na to co na siebie wkłada. Co z tego, że nie jest gorącą 20tką, uroda ani figura już nie ta - przezierała przez nią Kobieta. A poza tym, co coraz rzadsze - miała zastanowienie w oczach. Jakąś powagę. Pomyślała - ona też była w moim wieku. Też była kiedyś na etapie lawirowania między projektowaniem życia, chęcią korzystania z niego, a rzeczywistością. Czy teraz jest usatysfakcjonowana? Czy uzyskała ocenę "wystarczającą" lub wyżej? Czy podjęła dobre decyzje, spełniła się? W porównaniu z siedzącymi obok paniami jako jedyna nie miała w sobie bierności, zrezygnowania, tylko powagę. Więc... może jej się udało. Udaje - bo to przecież tylko moment w historii, którą kształtuje się każdego dnia.

Pytanie, które zadzwoniło jej gdzieś w głowie, brzmiało: jaka będzie ona w tym wieku. Czy uda jej się osiągnąć kompromis z życiem na tyle, aby nie zagubić gdzieś tego, co teraz chce i ma. Godzenie realizmu z idealizmem to sztuka, w której, jak w zawodzie nauczyciela czy lekarza, nieustannie trzeba się dokształcać. Właśnie, w oczach tej kobiety było coś jeszcze, czego nie mogła wcześniej zidentyfikować - zdecydowanie. Takie bycie czołgiem, jak mówił jej przyjaciel: są trudności, ma się tego świadomość, ale mimo to decyduje się wciąż i wciąż je pokonywać.

Postanowiła żyć, więc będzie, najlepiej jak się da. Dla choćby krótkich chwil radości.

Może to tylko wyobrażenie o tej kobiecie, może gdyby ją znała wcale nie chciałaby być do niej kiedyś podobną. Ale błogosławieństwem było to, że jej nie znała. Życie to przedsięwzięcie. I jak każde przedsięwzięcie niesie pewne ryzyko, może nawet budzi strach, ale niesie też wiele możliwości. I może kiedyś - Nagrodę.

sobota, 22 września 2012

Grubo, smutno i samotno

Och jak cudownie. Chciałaby przespać całe życie.
Uwielbiała sny, w których matka mówiła jej, że widocznie przytyła, albo takie, w których była spasłą klientką programu dietetycznego, posiadającą na stołówce własne miejsce i zaczynającą posiłek później, żeby "dla innych starczyło", nazywaną w niewybredny sposób i traktowaną jak podgatunek. Tak. Miły początek dnia. Plus nieprzespana noc, ból głowy od rana i zawalenie wizyty w domu, czyli już wiedziała, jakiej atmosfery doczekać się, gdy wróci jej siostra, której zależało na moim przyjeździe. Chyba. Co prawda, po ostatnich swoich przejściach z nią wątpiła, że mogłaby czuć się swobodnie i być do niej przyjaźnie nastawiona, a to przecież niezbędne, gdy chce się spędzić razem jakiś czas. Niestety dość długo odczuwała dyskomfort w relacji, po tym jak została do niej skierowana duża ilość złości, a potem próbuje się "zapomnieć"...
Było jej źle, nie chciała nikogo widzieć, żadnych kontaktów.
Nieprawda, chciała. Nie chciała tylko ich inicjować, to na pewno.

czwartek, 20 września 2012

Nosisz okulary, więc jesteś mądry

Stereotypy to coś niszczącego. Zmaganie się z nimi, bycie w środku, jest nieporównanie trudniejsze, niż gdy tylko patrzy się na to z boku.
Schematy w postrzeganiu świata można podzielić z grubsza na kilka kategorii. Pierwsze zwykle przychodzą do głowy kwestie rasowe i narodowościowe. Dalej: dotyczące klasy, zawodu, wyglądu, i wreszcie płci. Z jednej strony przypisuje się danym osobom jakieś szczególne cechy czy też ich specyficzne konfiguracje, z drugiej prognozuje się, jaki kształt będą przyjmowały relacje między nimi. Żeby tylko prognozować.! Niestety często oznacza zamknięcie siebie i innych w pewnych ramach, nie przyjmując do wiadomości, że może być inaczej. A gdy wszystko na to wskazuje, węszy się podstęp i podejrzewa nieczyste zamiary. To częsty motyw z filmów. Afroamerykanie, szczególnie ci żyjący w dużych grupach, przyjaźnie nastawionego białego traktują jak szpiega, a jeśli któryś zdecyduje się nawiązać z nim kontakt, a już nie daj boże relację o pozytywnym wydźwięku - zostaje wykluczony.

Jeździła trochę po mieście i trochę widziała. Dzielnice burżu, dzielnice tych biedniejszych. W ramach praktyk przez 2 tygodnie miała okazję przebywać drogę
  • z Mokotowa (rajbany, zielone grzywki, wartościowe = drogie, panienki wyglądają jakby bały się najmniejszego owada, oczywiście w tym sensie, by nie zabrudził im nowego białego płaszczyka, a poza tym są znudzone życiem i patrzą z góry na przeciętnych mieszkańców tego globu, średni szacowany na podstawie ciuchów odsetek mężczyzn o odmiennej orientacji ok. 70%, przy czym bardziej martwi fakt, że większość z nich to hetero...) 
  • na Pragę (dzieci rzucające kamieniami w tramwaj, mijane gdzieś po drodze zgliszcza samochodu, których dzień wcześniej nie było, poza tym multum "dresów", raczących się o 8 rano napojami zmieniającymi świadomość, trochę lasek z farbowanymi samodzielnie włosami, nierzadko pchających wózek z dzieckiem, sporo staruszków, ale generalnie dość pusto).
Nie rozumiała tego. Po co komu tyle niechęci, po co życzyć komuś złego, złościć się bo jest inny? Sama też czasem ulegała stereotypom, ale jednak - starała się. To jedno. A drugie i ważniejsze, kołaczące jej w głowie pytanie, związane z przeczącą schematom sytuacją-relacją, w której tkwiła, brzmiało: czy lepiej, będąc pewnym swoich czystych intencji i zysków, jakie czerpią dwie osoby będąc ze sobą w przyjaźni, oraz wiedząc, że obiektywnie nikomu nie powinno to szkodzić, budować ją nadal, czy bojąc się osądów i podejrzeń osób z zewnątrz zrezygnować z niej, i, poniekąd, z siebie? Będąc w mniejszości uważającej przyjaźń damsko - męską za możliwą pozostać przy swoim, czy poddać się zdaniu większości i - wycofać..?


poniedziałek, 17 września 2012

Dalej

I gdy pewnego dnia nadejdzie mrok
Gdy rygle drzwi
okien zatrzaśnięte znajdę
Podniosę głowę
Z myślą bezczelną
I wstanę

Błysk wiary
Nie pozwoli zbłądzić
Wystarczy iskra, by rozpalić ogień
By wywołać pożar
Żywioł strawi wszystko dokoła
ocalając to, co istotne

Zerwą się wichry, i uderzą,
ale to co bezbronne było
znalazło Obrońcę

Więc otwórz oczy
Spójrz prosto przed siebie
Wyostrz zmysły
I idź, ciągle idź
krok po kroku
rok po roku
Dalej

poniedziałek, 10 września 2012

Thank God, I'm alive

Wędrowała ulicami miasta. Patrzyła wokół.
Cieszyła się, że żyje.

W ciągu ostatnich kilku dni przeżyła tak skrajne stany i zdarzenia, że aż trudno to opisać.
Dotknęła swojej słabości, tracąc niewinność. Pozwoliła, by Id przejęło nad nią kontrolę. A może to nie było Id, tylko ktoś kto pragnie ludzkiego nieszczęścia. Ciąg wypadków, jaki potem nastąpił, przewrócił jej życie i sposób myślenia do góry nogami. Bezmyślna decyzja kosztowała tak wiele... Chciała powiedzieć dziewczynom, że niewinność to najpiękniejsza cecha. Że oddanie się komuś dlatego, że świat tak mówi, bo koleżanki już to zrobiły, oddanie się komuś, kto nie jest tego wart, nie ma sensu. Chcąc zyskać wartość można wiele stracić. Szczególnie - szacunek do siebie. Nie warto. I chciała powiedzieć chłopakom, że czasem "tak" dziewczyny trzeba zrozumieć jak "nie". Że mogą spowodować cierpienie nie do opisania, i jeżeli chcą być dobrymi ludźmi, to niech nie wykorzystują okazji.

Przekonała się, że szukanie szczęścia to bardzo niebezpieczne zajęcie. Łatwo można zagubić drogowskazy i pójść za tym, co głosi świat. Miała poczucie, że lata terapii zostały w jednej chwili wymazane z jej życia. Na szczęście, dzięki pomocy przyjaciół jakoś udało się je uratować, ale to nie był koniec.

Wieczór skończył się odratowywaniem po wzięciu dużej dawki leków. Po prostu nie mogła znieść myśli, że zaszkodziła związkowi przyjaciół; sądziła, że taki właśnie był skutek wcześniejszego udzielenia jej pomocy. Wydawało jej się, że zniszczyła wszystko, że wszyscy się od niej odwrócą (i słusznie), że po raz kolejny okazała się nie tylko bezużyteczna, ale i szkodliwa. Dała się ponieść fali wyobrażeń, które nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością. Przekonałaby się o tym, gdyby poczekała.

Było jej wstyd. Dramatyzm w skali 10/10, niepotrzebne zamieszanie - całkowity regres. Nie była dumna z siebie. Ale przeżyła. I sądziła, że to był znak. Taki prztyczek. No dobrze, kopniak - na zamknięcie rozdziału pod tytułem "Impulsywność i autoagresja". Nie chciała, by ktokolwiek kiedykolwiek się o nią bał, nie chciała robić nic, co mogłoby spowodować cierpienie jej bliskich i przyjaciół, nie chciała patrzeć w ich oczy i widzieć łzy, wiedząc, że to ona jest ich sprawczynią. To Decyzja. Już czas.

Poza tym, ten znak... pojmowała go jako coś więcej, nie takie ot, zdarzenie. Tylko Znak. Drogowskaz mówiący "Patrzę na twoje życie, czuwam nad tobą, ale sama podejmujesz decyzje. Spójrz w dół tej przepaści, czy na pewno chcesz tam skoczyć? Ciągle trzymam cię za rękę, poczuj to. Jesteś bezpieczna. Otaczam cię opieką, przyjaciółmi, miłością, widzę co się z Tobą dzieje, i nie jest mi to obojętne. Zaufaj Mi. I, do cholery, nie rób już więcej głupstw"

Nie zrobi.

sobota, 8 września 2012

Tak.

Chciała być dobrym człowiekiem.
Okazała się złą kobietą.
Chcąc być lepszą, straciła to, co naprawdę cenne.
Zwracając się do przyjaciela przysporzyła mu kłopotów.
Mimo, że chciała dobrze
Zraniła tylu ludzi podejmując jedną nieprzemyślaną decyzję.

Grunt usuwa jej się spod nóg,
Świat stracił ostrość.
Ostrość, to słowo
Przemawia jak starożytny bóg.
Kusi obietnicą
Znalezienia
Drogi na bezdrożu.
Lata nauk, czy pozwolą
Przetrwać kataklizm
Siebie.
Mamo mówiłaś
Bóg jest ucieczką i ostoją
Niech więc będzie.

środa, 5 września 2012

Przypadek - nieprzypadek

Czekała na jakiś znak, dowód, taki subiektywny, może nic nie znaczący dla innych. Nie wiedziała, czy to już nastąpiło, jej wiara i zdecydowanie były wyjątkowo chwiejne. Ale myślała... myślała i czuła, że Bóg jej sprzyja. Siedziała w psychologii, i chyba tylko oddziaływanie na tę sferę mogło ją mnie przekonać. Szczególnie na jeden problem, który wydawał się dotąd nierozwiązywalny, i coraz bardziej ją frustrował.

Miała takiego jednego znajomego, poznanego już jakiś czas temu. Co dość znamienne, od początku miała wrażenie, że już się spotkali. Tylko gdzie? Przeszukiwała obszary pamięci, bezskutecznie. Nic takiego nie miało miejsca. A jednak czuła, jakby się znali od lat. Są takie osoby, jak to ujęła jej siostra, które od razu "wchodzą pod skórę". Nie za naskórek, tylko pod skórę właściwą. Mają podobne fale, podobny rytm bicia serca, podobne szlaki neuronalne. I to się odczuwa. Jest mnóstwo innych ludzi, którzy pewnie też za bardzo się nie różnią, ale się ich nie zauważa, mija w Drodze, jakby nie istnieli.
Rozmowy z nim były różne. Czasem głupie i niepoważne, oczywiście. Bywały jednak i takie, które dotykały ważnych spraw, nawet "w skali światowej". I to w sposób, hmm, specyficzny, nieszablonowy. Taki on właśnie był. Momentami bardzo niedojrzały, jakby miał serce dziecka - albo nastolatka. Trudno nie spostrzec, że jego dom i dzieciństwo nie były idealne: czasem tracił kontrolę nad emocjami, zachowywał się tak, by zwrócić uwagę, denerwował się, gdy jej nie dostawał, chciał być ciągle doceniany i ważny. A czasem mówił jakby był kilka lat starszy niż jest naprawdę. Bardzo logicznie, poważnie, widać było, że jego wypowiedzi i poglądy są przemyślane, a wiedza w pewnych dziedzinach, na przykład religii - nie powierzchowna. Nie koniecznie kompleksowa i niepodważalna. Tego nie wiedziała, i właściwie... nie było to jakieś bardzo ważne. Ale i tak, jeśli chodzi o to - zagiął ją. Mówiąc o swojej drodze do wiary w chrześcijańskiego Boga użył argumentów paradoksalnych, ale logicznych, nie jakichś typu "zobacz, jakie cuda się działy i dzieją". Można powiedzieć, że przeprowadził procedury metodologiczne, dopuszczając falsyfikowalność twierdzenia, że to, co jest w Biblii, to prawda. Rozum w szukaniu wiary, tak, to zdecydowanie interesujące.
To było pierwsze poruszenie. Zaczęła dopuszczać myśl, że mogłaby uwierzyć. Zaczęła chcieć szukać.

Był obszar w jej psychice, którego nie umiała przerobić. Chodzi o przekonanie, że faceci nie mają uczuć. Zresztą, to ją hamowało w relacjach z nimi. Bo choć rozumowo wiedziała, że tak nie jest, to sercem nie mogła tego przyjąć. Jeszcze.
To nie przypadek, że go poznała. Miał emocje na dłoni - zarówno "pozytywne", jak i "negatywne". W kontekście modelu jaki miała dzięki ojcu, był wyjątkowo ludzki. Widać to po sile uczuć, jakimi darzył swoją dziewczynę, jak mu zależało na tym, by była szczęśliwa. Może nie zawsze robił to, co właściwe z psychologicznego punktu widzenia, czasem można by się spierać o to, czy powodowała nim troska o własne, czy o jej dobro - ale kto jest idealny? Najbardziej widać było, że chciał, i w tym chceniu był wytrwały. To jedna rzecz, w zasadzie konkretny przykład. Ale istotniejsze było to, że, jak sądziła, podobnie czują.  Spotykała wielu chłopaków i widziała u nich emocje. Ale widzenie nie wystarczy. W rozmowach z siostrą nieraz mówiła, że musi to poczuć. Sądziła, że to by było możliwe tylko w związku. Okazało się jednak, że nie. Czuła to teraz. I czuła jak trybiki w jej głowie zaczynają się dopasowywać, tworząc całość, działający mechanizm.

Skąd tu Bóg? Ano, krążyło jej po głowie zdanie, że "ktoś go postawił na jej drodze". A ktoś musi być osobą. Postawić kojarzy się ze stawianiem pionka w grze w szachy. Ktoś większy wykonuje ten ruch. Wybiera "pionek" nieprzypadkowo, dopasowuje. To nie przypadek.
Dlatego myślała, że Ktoś jej sprzyja, pomagając rozprawić się z kolejnym bastionem schematów. Natomiast idąc dalej i parafrazując słowa Kartezjusza "Myślę, więc jestem" - ktoś jej sprzyjał, a więc JEST.

wtorek, 4 września 2012

Kilka pytań do Polski i świata

Czemu ludzie tak się nie szanują, oszukują by tylko jak najwięcej zyskać, czemu tracą czas na intrygi, co im z tego, że kogoś zniszczą?
Czemu ludzie u władzy tak mało mają miłości do bliźniego?
Nie mieściło jej się w głowie... dokąd to zmierza?
Jak można myśleć, że szczęście da się zbudować na czyimś nieszczęściu?
Nie rozumiała. 
Z jej niedługich ale jednak intensywnych doświadczeń wynikało, że miłość jest największą siłą. Miłość, czyli otulające ciepło i akceptacja. Dzięki niej można zmieniać świat. Nie dzięki szachrajstwom, sile i nienawiści. 
Nie wierzyła w Boga, choć go szukała. Wierzyła natomiast w Dobro i Prawdę. Wierzyła, że dawanie jest ważniejsze i przyjemniejsze niż branie. 
Czy to archaiczne wartości, poglądy?