niedziela, 27 września 2015

Świat i inne historie



Rosja czai się u wrót.
ISIS straszy nawet z daleka.
Imigranci straszą z bliska.
Wieczne kłótnie PO i PiS.
Szczepionki powodują autyzm.
Podatki wciąż rosną.
Monsanto przypuszcza kolejne zakamuflowane ataki.
Prezydenta można odwołać.

I milion innych, poza tym, palących problemów.

Na przykład
Zabrakło mleka
Tramwaj nie przyjechał
Rower się przewrócił
Nie ma zasięgu
Chmury zasłaniają słońce
Słońce świeci za bardzo
Sąsiadka zapomniała kluczy
Nie ma już czystych skarpetek na zmianę

Jednak
Już nie takie to straszne, gdy ma się kogoś obok.
Blisko.


poniedziałek, 21 września 2015

Panna Nikt
Czy Panna Zbyt?

Zbyt krucha, jak grudka kryształków soli
Zbyt wrażliwa, jak skóra alergika
Zbyt wyrachowana, jak saldo w zapiskach księgowej
Zbyt czuła, jak matka wobec niemowlęcia
Zbyt niezdecydowana, jak kobieta przed wystawą butów
                                       lub mężczyzna przed wystawą samochodów
Zbyt zimna, jak lód w zetknięciu z ciepłem
Zbyt skryta, jak skarb ukryty w labiryncie
Zbyt dwuznaczna, jak tak i nie w kulturach wschodu i zachodu
Zbyt zwodnicza, jak światełko w tunelu
Zbyt nieracjonalna, jak poszukiwanie początku i końca tęczy
Zbyt nieprzewidywalna, jak pogoda w górach
Zbyt nieufna, jak lis wobec Małego Księcia
Ale i zbyt ufna, jak pies przybłęda wobec tego, kto go pogłaskał
Zbyt nietrwała, jak zapalona zapałka,
I zbyt trwała, jak drewno tlące się, mimo, że nie ma już nikogo przy ognisku

Jak fale, które unoszą i zatapiają,
Jak statek, który płynie i który tonie
Jak cukier, który słodzi i który znika
Jak słodycz, co skleja i zamyka
Jak miękkość, która pieści albo dusi
Jak chłód, który zamraża lub koi

Panna Zbyt
To lepsze niż nikt

piątek, 18 września 2015

Krwawy diament

Ktoś powiedział, że jest cenna
Cenna
Bezcenna

Bez ceny
Bez wartości
Zakurzony słoik
Stoik

Nieumiejętnie próbujący życia
Stawiający krok za krokiem w
Galarecie istnienia
Krok za nie wprzód, wciąż do tyłu
Donikąd

Bezład
Bezwład
Bezsens

Wizja fontanny
Z trzewi
Ożywia
Uspokaja

Zrób to wreszcie.

czwartek, 17 września 2015

Dokąd i po co

Jak być
jak iść

Wszyscy wiedzą, tam
i z powrotem
albo naprzód
albo czy lub

Lub tę drogę, polub
nie lub celu
zobacz
jaskółki latają nisko
deszcz budzi na chwilę
nie budzi

Budzik dzwoni
znów dzień ranek przebudził
pobudził
do niedziałania

Łania biegnie przemyka
dokąd nie wie
ucieka przed lub i albo
przed deszczem jaskółek
wciąż we śnie
pyta

Jak być
jak iść

poniedziałek, 14 września 2015

Przypływy i odpływy.

Nieuchwytny rytm, nieodkryty algorytm.

Przypływ przynosił coś nowego, jakąś obfitość, napełnienie, uzupełniał luki między ziarenkami piasku. Gasił pragnienie, dawał pole, by odkrywać i wypływać dalej, i nurkować głębiej.
Odpływ burzył poczucie równowagi. Osuwał spod nóg bezpieczne podłoże, zabierał to, co wcześniej przyniósł przypływ, i nie było żadnej gwarancji, że to zwróci. Burzył równowagę, wzmagał niepokój i lęk.

Przypływ i odpływ.

Jeden po drugim, w dziwnym tańcu radości i niepewności, chęci i strachu, dostatku i braku.

Bez porządku, niespodziewanie.

Tak to jest z oceanem.

czwartek, 3 września 2015

Nie kłam, że

Nie zwódź, nie wódź na pokuszenie.

Myślisz, że nie wie?

Grawitacja przykleja ją do podłoża. Rozsmarowuje jak krem, niedługo niezauważenie zniknie, nie.

To nie tak.

To inny scenariusz, inny, choć prawdziwy.

Scenarzysta ma przywileje.

Może zmienić bieg zdarzeń. Albo skorygować, bo nie zawsze Jane Austen idealnie współgra z Marvelem.

Nie zawsze Kapitan Ameryka może przyjść z odsieczą, czasem lepiej, by Jane Eyre wzięła sprawy w swoje ręce.

Więc nie kłam, nie zwódź. Ona wie. Nie wie. Ale trwa w gotowości.

środa, 2 września 2015

Skrzynka

Na strychu stała skrzynka. Zakurzona, lekko zbutwiała, ale wciąż mocna.

Nic nie wskazywało na to, by miała się w najbliższym czasie rozpaść. Fakt, że w ostatnim czasie proces niszczenia nagle przyspieszył, jednak to wciąż było mało. Wciąż jedyną możliwością dostania się do środka było otwarcie kłódki, do której klucz był mistrzostwem sztuki ślusarskiej.

Między deskami miejscami porobiły się prześwity, przez które można było spojrzeć - by jednak coś spostrzec w ciemności, trzeba było wysilić wzrok do granic możliwości. Nie każdy to umiał.

Niektórym udawało się zobaczyć więcej, innym mniej, większości nic. Niektórym zdarzało się, że na ułamek sekundy unosiła lekko wieko. Niektórym skrzynia dawała więcej, innym mniej.

Te miejsca, szpary między deskami, czy nawet spojrzenie spod wieka - pozwalały zobaczyć tylko określone skrawki wnętrza. Określone, powierzchowne. To, co skrzynia wybrała, by pokazać.

Pozostała część była ukryta. Niektórzy sądzili, że coś już odkryli, że wiedzą, co to za skrzynka, zamykali ją w swoich wyobrażeniach, zbudowanych na ledwie promilach prawdy.

Czasem skrzynka chciała dać coś więcej, ale prawdą było, że nie całkiem miała kontrolę nad swą zawartością. Niekiedy chciała pokazać coś mniej reprezentatywnego, jakiś kawałek brudnej szmaty, a pokazywała aksamit, czasem męczyły ją korniki, ale na zewnątrz drewno wyglądało na nietknięte.

Korniki były najgorsze. Niewidoczne, ale obecne. Bezustannie.

Sprawiały, że zaczynała podejrzewać tych, którym więcej pokazała, o złe zamiary, ukrytą chęć zniszczenia jej lub po prostu zlekceważenia. I choć wiedziała, że niektóre z małych szkodników są tylko urojeniem, niewiele to zmieniało.