poniedziałek, 29 grudnia 2008
Living dead
"To jedno powiem wam o depresji - nie ma ona nic wspólnego z życiem. W zwyczajnym życiu jest miejsce na smutek, tęsknotę i cierpienie; wszystkie te uczucia, w swoim miejscu i czasie, są normalne, nieprzyjemne, ale normalne. Depresja to inna sfera, naznaczona absolutnym niebytem i brakiem: brakiem motywacji, brakiem uczucia, brakiem reakcji i brakiem zainteresowania. Cierpienie odczuwane w ciężkiej klinicznej depresji jest podejmowaną przez samą naturę - wszak nie znosi ona pustki - próbą wypełnienia tej pustej przestrzeni niebytu. Ale tak naprawdę człowiek w głębokiej depresji jest jak podniesiony i wprawiony w ruch umarły."
wtorek, 23 grudnia 2008
Lęk przyszłego "świra"
miała ochotę komuś coś zrobić
rozsadzała ją złość jakaś taka
trzęsła się w środku
za tydzień miała iść do szpitala, nie wiedziała jak będzie, co wziąć, czy to jej w ogóle pomoże, czy ona sobie pomoże, jak powiedzieć rodzicom, co, czy cokolwiek będzie potem
wiedziała, że nie może odpuścić bo rodzina, znajomi ale tak ciężko...
Bała się... Cholernie się bała.
Że nie zdąży spakować wszystkiego
Że nie zdąży do szpitala w godzinach przyjęć
Że w ogóle tam nie dojedzie
Że później nie będzie miała żadnych perspektyw
Że straci kontakt z ludźmi
Że to jej nic nie pomoże, tylko zestresuje
Że jak wyjdzie, pierwszym co zrobi, to będzie koniec.
rozsadzała ją złość jakaś taka
trzęsła się w środku
za tydzień miała iść do szpitala, nie wiedziała jak będzie, co wziąć, czy to jej w ogóle pomoże, czy ona sobie pomoże, jak powiedzieć rodzicom, co, czy cokolwiek będzie potem
wiedziała, że nie może odpuścić bo rodzina, znajomi ale tak ciężko...
Bała się... Cholernie się bała.
Że nie zdąży spakować wszystkiego
Że nie zdąży do szpitala w godzinach przyjęć
Że w ogóle tam nie dojedzie
Że później nie będzie miała żadnych perspektyw
Że straci kontakt z ludźmi
Że to jej nic nie pomoże, tylko zestresuje
Że jak wyjdzie, pierwszym co zrobi, to będzie koniec.
czwartek, 18 grudnia 2008
Głosy w głowie
Nie odzywaj się
Nie odzywaj się Nie odzywaj się
Nie mów nic
Po co
Ranić
Mówisz głupio
Nie mów nic
Bądź sama.
--------------------
Nie broniła się.
Nie odzywaj się Nie odzywaj się
Nie mów nic
Po co
Ranić
Mówisz głupio
Nie mów nic
Bądź sama.
--------------------
Nie broniła się.
wtorek, 16 grudnia 2008
Dorosły i Dziecko
Każda notatka taka sama. Tak, to monotonne. Chciałaby kiedyś napisać inaczej.
Więc nie chciej tylko napisz.
Nie mogła jednak pisać o czymś co było jej obce. O miłości, tęsknocie, radości, zachwycie. O znajomych, rodzinie, przyjaciołach. O zainteresowaniach, pasjach. Depresja, czy cokolwiek to jest, wyżarła z niej wszelkie ambicje.
Czemu nie walczysz? Nie próbujesz tego zmienić? Cały świat przed tobą!
Może już nie chciała. Tak, może była leniwa.
Może dobrze Ci z tą etykietką "jestem chora".
Nie, nie było jej z tym dobrze.
To czemu jej nie zdejmiesz?
Próbowała, straciła na tym siły, ot, i tyle.
Czy ty aby nie za bardzo użalasz się nad sobą?
Taka była prawda, takie były jej uczucia. Czy to jest żal? Czy miała do kogoś pretensje? Prócz siebie oczywiście... Nie. To ona tu nie pasujowała.
Bo nie próbujesz. Uciekasz przed tym co trudne, zamiast się z tym zmierzyć.
Próbowała. Tylko bóg, którego nie ma, wiedział ile próbuje. Ale pewnych rzeczy nie umiała sama przeskoczyć, a Ci którzy byli w pobliżu, też byli za słabi. I to nie ci ludzie.
.......
Koniec wywiadu?
Jakiego wywiadu, przecież rozmawiasz sama ze sobą.
A. Ok. Koniec rozmowy?
Koniec.
Ok.
Więc nie chciej tylko napisz.
Nie mogła jednak pisać o czymś co było jej obce. O miłości, tęsknocie, radości, zachwycie. O znajomych, rodzinie, przyjaciołach. O zainteresowaniach, pasjach. Depresja, czy cokolwiek to jest, wyżarła z niej wszelkie ambicje.
Czemu nie walczysz? Nie próbujesz tego zmienić? Cały świat przed tobą!
Może już nie chciała. Tak, może była leniwa.
Może dobrze Ci z tą etykietką "jestem chora".
Nie, nie było jej z tym dobrze.
To czemu jej nie zdejmiesz?
Próbowała, straciła na tym siły, ot, i tyle.
Czy ty aby nie za bardzo użalasz się nad sobą?
Taka była prawda, takie były jej uczucia. Czy to jest żal? Czy miała do kogoś pretensje? Prócz siebie oczywiście... Nie. To ona tu nie pasujowała.
Bo nie próbujesz. Uciekasz przed tym co trudne, zamiast się z tym zmierzyć.
Próbowała. Tylko bóg, którego nie ma, wiedział ile próbuje. Ale pewnych rzeczy nie umiała sama przeskoczyć, a Ci którzy byli w pobliżu, też byli za słabi. I to nie ci ludzie.
.......
Koniec wywiadu?
Jakiego wywiadu, przecież rozmawiasz sama ze sobą.
A. Ok. Koniec rozmowy?
Koniec.
Ok.
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Miotając się w sprzecznościach...
Dusiła się...
Wewnątrz niej miliony drgań
Miliony myśli na sekundę
Wszystkie jednolite:
Wybij się!
Odpuść sobie!
Cały świat przed nią
Zamykał się z hukiem
Cała ona przed światem
Zamykała się
Po cichu
Tylko w środku coś krzyczy
Coś kołacze się
Obija
Sponiewierana
Ona
W drodze ku wolności
Wewnątrz niej miliony drgań
Miliony myśli na sekundę
Wszystkie jednolite:
Wybij się!
Odpuść sobie!
Cały świat przed nią
Zamykał się z hukiem
Cała ona przed światem
Zamykała się
Po cichu
Tylko w środku coś krzyczy
Coś kołacze się
Obija
Sponiewierana
Ona
W drodze ku wolności
Sposób na całe zło
nie chciała żyć
samobójstwo nie było dla niej ucieczką, lecz sposobem.
drogą do wolności, cokolwiek to znaczy
czuła się tu obco
nic, nikt jej tu nie trzymał
chciała odejść
jak nieznajomy, który przyszedł, ale musi też opuścić to miejsce
nie kochała
nie tęskniła
nie czuła nic prócz bólu
nienawiści do siebie.
samobójstwo nie było dla niej ucieczką, lecz sposobem.
drogą do wolności, cokolwiek to znaczy
czuła się tu obco
nic, nikt jej tu nie trzymał
chciała odejść
jak nieznajomy, który przyszedł, ale musi też opuścić to miejsce
nie kochała
nie tęskniła
nie czuła nic prócz bólu
nienawiści do siebie.
wtorek, 9 grudnia 2008
Słowem wyjaśnienia...
"Ktoś, kto nigdy nie przeżył ciężkiej depresji nigdy nie zrozumie w pełni przejmujących doznań towarzyszących tej chorobie. Stan głębokiej depresji zbliża się do granic tego, co nazywamy cierpieniem nie do opisania. I nie chodzi tu (jak sądzą niektórzy) o przygnębienie, tyle że głębsze niż zazwyczaj. Jest to odmienny stan świadomości, tylko z pozoru podobny do normalnej emocji."
Może dlatego nie mogła znaleźć osoby, której powiedziałaby wszystko: zawsze istnieje jakaś taka granica.
Miała spotkać się z kimś i porozmawiać. Nie zrobiła tego. Nie wiedziała jak to temu komuś powiedzieć; to nie taki człowiek.
Dziwne było to uczucie: takie całkowite przeświadczenie, że choć to nie ta osoba, ale jednocześnie to uczucie zapowiadało, że istnieje odpowiedni człowiek.
Może dlatego nie mogła znaleźć osoby, której powiedziałaby wszystko: zawsze istnieje jakaś taka granica.
Miała spotkać się z kimś i porozmawiać. Nie zrobiła tego. Nie wiedziała jak to temu komuś powiedzieć; to nie taki człowiek.
Dziwne było to uczucie: takie całkowite przeświadczenie, że choć to nie ta osoba, ale jednocześnie to uczucie zapowiadało, że istnieje odpowiedni człowiek.
czwartek, 4 grudnia 2008
Ludzie nie rozumieją
Niektórzy nie odróżniają emo od ludzi którzy naprawdę mają problem. Niektórzy uważali, że ona też jest emo. Bo była smutna, może ponura. Jednak była podstawowa różnica - o ile mogła, ukrywała się z bólem, bliznami.
Próbowała już wielu sposobów, żeby poprawić sobie humor. Wciąż i od nowa próbowała. Gdyby tego nie robiła, pewnie siedziałaby non stop w domu. Albo by jej już tu nie było. Sposoby typu "spójrz jaki piękny świat wokół, kwiaty kwitną, ptaszki śpiewają, niebo błękitne" działają, owszem, ale na chandrę. Chwilowo. A z czego tu się cieszyć? Nie znaczy to, że nie można się zachwycić, podziwiać, owszem, ale cieszyć? Czuć wewnętrzną radość, czy może spokój... To co innego.
Szpital nie miał odmienić jej nastroju, w ciągu 2 miesięcy nie da się tego zrobić. Miał być początkiem, miała nadzieję, że dobrym. I że w pewnym sensie zapewni jej ochronę.
Próbowała już wielu sposobów, żeby poprawić sobie humor. Wciąż i od nowa próbowała. Gdyby tego nie robiła, pewnie siedziałaby non stop w domu. Albo by jej już tu nie było. Sposoby typu "spójrz jaki piękny świat wokół, kwiaty kwitną, ptaszki śpiewają, niebo błękitne" działają, owszem, ale na chandrę. Chwilowo. A z czego tu się cieszyć? Nie znaczy to, że nie można się zachwycić, podziwiać, owszem, ale cieszyć? Czuć wewnętrzną radość, czy może spokój... To co innego.
Szpital nie miał odmienić jej nastroju, w ciągu 2 miesięcy nie da się tego zrobić. Miał być początkiem, miała nadzieję, że dobrym. I że w pewnym sensie zapewni jej ochronę.
poniedziałek, 1 grudnia 2008
Wyjście zdroworozsądkowe?
Za miesiąc miała iść do szpitala.
Musiała tylko zakończyć pracę, miała miesiąc wypowiedzenia, i spakować manatki.
Nie, nie chciała się zabić, nie mogła. Póki było ok, jakoś nad tym panowała. Ale coraz częściej nie wiedziała co robi. Wpadała w dołek, w którym rzeczywistość mieszała się z urojeniami.
Może tam jej pomogą. Jak nie to... cóż.
Nie wiedziała, jak powiedzieć rodzicom, że przerywa studia. Domyślała się ich reakcji: tam nie leczą, tylko faszerują lekami, mieliśmy rację, po co się wyprowadzałaś, teraz tylko wstyd nam przyniesiesz - córka w psychiatryku... Nie chciała tego słuchać. Chciała zerwać z nimi kontakt. Odezwać się dopiero jak będzie już w porządku...
Czy tak się da?
Musiała tylko zakończyć pracę, miała miesiąc wypowiedzenia, i spakować manatki.
Nie, nie chciała się zabić, nie mogła. Póki było ok, jakoś nad tym panowała. Ale coraz częściej nie wiedziała co robi. Wpadała w dołek, w którym rzeczywistość mieszała się z urojeniami.
Może tam jej pomogą. Jak nie to... cóż.
Nie wiedziała, jak powiedzieć rodzicom, że przerywa studia. Domyślała się ich reakcji: tam nie leczą, tylko faszerują lekami, mieliśmy rację, po co się wyprowadzałaś, teraz tylko wstyd nam przyniesiesz - córka w psychiatryku... Nie chciała tego słuchać. Chciała zerwać z nimi kontakt. Odezwać się dopiero jak będzie już w porządku...
Czy tak się da?
wtorek, 18 listopada 2008
Little poetry
Zagubiona w świetle
Szukam ukojenia
Rozstrojona życiem
Tulę ciepło cienia
Pragnę ukryć myśli
Zamrozić marzenia
Zapaść w sen bez snów
Wypalić wspomnienia
Roztopiona w ciszy
Niknę w szumie topól
Rozwiewa mnie wiatr
Tonę w tęczy mroku...
-------------------------
Powoli sączy się fałszywy spokój
Krople rezygnacji pełzną wgłąb
Coraz dalej
Ogarniają mnie całą
Zatapiają w niebycie
Przymykam oczy
Źrenice rozszerzone lękiem
nikną pod zasłoną powiek
Bezwolna, zastygła w bezruchu
ostatnim wysiłkiem woli
sine wargi zmuszam do krzyku
Nieposłuszne
Zimne i martwe
I tylko mimowolne drżenie rąk
obejmujących filiżankę gorzkiej herbaty
zdradza prawdę uczuć
-------------------------
Wyrok nieubłagany
Nic z siebie, nic poza sobą
Nie pytasz: czemu
Kara znaczy wina
Śledzą każdy krok
Obezwładniona lękiem
Ciskasz się wśród czterech ścian
Samotności duszy
Niekiedy popijając szklanką wody
Krople żalu
Strumienie smutku
Z naczyń bez dna
Z kneblem na ustach
Wołasz
Nikt nie słyszy
Tylko rozpacz nieśmiertelna
Nieustannie obecna
Zapełnia pustkę
Chłodem
Szukam ukojenia
Rozstrojona życiem
Tulę ciepło cienia
Pragnę ukryć myśli
Zamrozić marzenia
Zapaść w sen bez snów
Wypalić wspomnienia
Roztopiona w ciszy
Niknę w szumie topól
Rozwiewa mnie wiatr
Tonę w tęczy mroku...
-------------------------
Powoli sączy się fałszywy spokój
Krople rezygnacji pełzną wgłąb
Coraz dalej
Ogarniają mnie całą
Zatapiają w niebycie
Przymykam oczy
Źrenice rozszerzone lękiem
nikną pod zasłoną powiek
Bezwolna, zastygła w bezruchu
ostatnim wysiłkiem woli
sine wargi zmuszam do krzyku
Nieposłuszne
Zimne i martwe
I tylko mimowolne drżenie rąk
obejmujących filiżankę gorzkiej herbaty
zdradza prawdę uczuć
-------------------------
Wyrok nieubłagany
Nic z siebie, nic poza sobą
Nie pytasz: czemu
Kara znaczy wina
Śledzą każdy krok
Obezwładniona lękiem
Ciskasz się wśród czterech ścian
Samotności duszy
Niekiedy popijając szklanką wody
Krople żalu
Strumienie smutku
Z naczyń bez dna
Z kneblem na ustach
Wołasz
Nikt nie słyszy
Tylko rozpacz nieśmiertelna
Nieustannie obecna
Zapełnia pustkę
Chłodem
poniedziałek, 10 listopada 2008
W oczekiwaniu na życie
Siedziała sama w pokoju
Nie wychodziła
Nie miała siły
Chciała, żeby ktoś przyszedł
A nie mogła zadzwonić
Bała się
Nie wiedziała już gdzie jest?
Nie wychodziła
Nie miała siły
Chciała, żeby ktoś przyszedł
A nie mogła zadzwonić
Bała się
Nie wiedziała już gdzie jest?
niedziela, 2 listopada 2008
Kilka wspomnień
Na koniec turnusu terapeutycznego w lipcu wszyscy dawali sobie informacje zwrotne. Myślała, że jest silna... Że umie wysłuchać krytyki. Nadal sądziła, że umie. Ale nie samej.
Informacje zwrotne polegały na tym, że mówili sobie dobre i złe rzeczy, jakie zauważyli, jakieś wzajemne spostrzeżenia.
Pojechała na ten turnus z zamiarem zrobienia czegoś ze sobą, swoim życiem. Próbowała, chociaż tam było to trudniejsze niż gdziekolwiek indziej. Widocznie próbowała za mało.
Liczyła się z tym, że usłyszy kilka uwag. Spodziewała się, jakie będą. Liczyła jednak na to, że ktoś spostrzeże we niej cokolwiek dobrego.
Ale rzeczywistość jest zaskakująca, niestety.
Nie umiała tego opisać. Ale świadomość, że nawet terapeutka nie dostrzegła, żeby cokolwiek zrobiła... chociaż tak się starała. Stwierdziła, że nie da się ze nią współpracować, że ocenia ludzi, że celowo łamie reguły (jakie reguły..?). Nie powiedziała nic dobrego
Nawet najdrobniejszej rzeczy.
Wtedy... wtedy poczuła to co czuje i teraz. Że jej działania nie mają sensu, są zdeterminowane, żeby były nieudane.
Coś w niej pękło. W czasie przerwy wiedziała, po co idzie do domku. Zwykle zostawała tam, gdzie była grupa, wtedy musiała pójść. Pamiętała to jak urywek filmu. Pokój, łazienka, ławki koło miejsca na ognisko. Krople deszczu. I jeszcze czegoś gęstszego. Była zdecydowana już nie wrócić do domu. Wiedziała, że nie można spóźniać się na grupę, ale nie sądziła, że będzie musiała się tłumaczyć. Że już nigdy, z niczego nie będzie musiała się tłumaczyć, bo przestanie istnieć. Myślała, że nie tym razem. Nie, nie myślała. Tylko marzyła. Ale była za słaba.
Tak, ktoś mógłby powiedzieć: ona nie ma problemów, tylko je sobie stwarza, użala się nad sobą i w sumie to nie ma depresji tylko za dużo czasu. Może. Ale była realistką: widziała rzeczy takie jakie są. Dobre też, aczkolwiek raczej nie u siebie. Jak mogła zobaczyć coś czego nie było?
Informacje zwrotne polegały na tym, że mówili sobie dobre i złe rzeczy, jakie zauważyli, jakieś wzajemne spostrzeżenia.
Pojechała na ten turnus z zamiarem zrobienia czegoś ze sobą, swoim życiem. Próbowała, chociaż tam było to trudniejsze niż gdziekolwiek indziej. Widocznie próbowała za mało.
Liczyła się z tym, że usłyszy kilka uwag. Spodziewała się, jakie będą. Liczyła jednak na to, że ktoś spostrzeże we niej cokolwiek dobrego.
Ale rzeczywistość jest zaskakująca, niestety.
Nie umiała tego opisać. Ale świadomość, że nawet terapeutka nie dostrzegła, żeby cokolwiek zrobiła... chociaż tak się starała. Stwierdziła, że nie da się ze nią współpracować, że ocenia ludzi, że celowo łamie reguły (jakie reguły..?). Nie powiedziała nic dobrego
Nawet najdrobniejszej rzeczy.
Wtedy... wtedy poczuła to co czuje i teraz. Że jej działania nie mają sensu, są zdeterminowane, żeby były nieudane.
Coś w niej pękło. W czasie przerwy wiedziała, po co idzie do domku. Zwykle zostawała tam, gdzie była grupa, wtedy musiała pójść. Pamiętała to jak urywek filmu. Pokój, łazienka, ławki koło miejsca na ognisko. Krople deszczu. I jeszcze czegoś gęstszego. Była zdecydowana już nie wrócić do domu. Wiedziała, że nie można spóźniać się na grupę, ale nie sądziła, że będzie musiała się tłumaczyć. Że już nigdy, z niczego nie będzie musiała się tłumaczyć, bo przestanie istnieć. Myślała, że nie tym razem. Nie, nie myślała. Tylko marzyła. Ale była za słaba.
Tak, ktoś mógłby powiedzieć: ona nie ma problemów, tylko je sobie stwarza, użala się nad sobą i w sumie to nie ma depresji tylko za dużo czasu. Może. Ale była realistką: widziała rzeczy takie jakie są. Dobre też, aczkolwiek raczej nie u siebie. Jak mogła zobaczyć coś czego nie było?
niedziela, 26 października 2008
Co nie zabija to...
Nic się nie zmieni. Nigdy. Podobno co nie zabija, to wzmacnia. Ale to nie prawda. Co nie zabija, to zabija później. Powoli ale nieubłaganie. Takie jest życie, przynajmniej jej.
Próbowała jakoś nabrać optymizmu, rozwiać te smętne myśli. Szła do kina, na imprezy, oglądała filmy w domu, słuchała optymistycznej muzyki, odzywała się do dawnych znajomych. Ale to nie działało. Wszystko miało skutek odwrotny od zamierzonego, sprawiało, że 100x mocniej odczuwała samotność i bezsilność. Na imprezy przestała chodzić, bo to najgorzej działało. Kiedy widziała jak jest brzydka, niewystarczająca, niezauważalna, obca, inna. Niepełnosprawna. Psychicznie. Tak, właśnie tak to czuła. Próbowała oglądać filmy z happy endem, ale one tym bardziej uświadamiały jej, że jej nigdy szczęście nie spotka. Zawsze to ona o kogoś zabiegała, bez skutku. Nie była warta czyjegoś spojrzenia.
Co miała zrobić, żeby przestać to czuć? Co miała zrobić? Z kim mogła porozmawiać? Nie miała siły już szukać, nie miała siły w tym żyć, na nic nie miała siły. Chciała tylko umrzeć, tylko o tym marzyła, a nie mogła. Nie wiedziała, czy może. Kto jej powie, co mam robić? Kto ją wysłucha, potrzyma za rękę, obejmie i powie, że może jej pomóc? Powie, że jest normalna, że razem to przejdą? I - komu by na to pozwoliła? Tak, była jedna osoba. Ale nieosiągalna. I to było najbardziej przygnębiające - znalazła tego kogoś, ale on nie znalazł jej. Jak zwykle.
Bez sensu.
Próbowała jakoś nabrać optymizmu, rozwiać te smętne myśli. Szła do kina, na imprezy, oglądała filmy w domu, słuchała optymistycznej muzyki, odzywała się do dawnych znajomych. Ale to nie działało. Wszystko miało skutek odwrotny od zamierzonego, sprawiało, że 100x mocniej odczuwała samotność i bezsilność. Na imprezy przestała chodzić, bo to najgorzej działało. Kiedy widziała jak jest brzydka, niewystarczająca, niezauważalna, obca, inna. Niepełnosprawna. Psychicznie. Tak, właśnie tak to czuła. Próbowała oglądać filmy z happy endem, ale one tym bardziej uświadamiały jej, że jej nigdy szczęście nie spotka. Zawsze to ona o kogoś zabiegała, bez skutku. Nie była warta czyjegoś spojrzenia.
Co miała zrobić, żeby przestać to czuć? Co miała zrobić? Z kim mogła porozmawiać? Nie miała siły już szukać, nie miała siły w tym żyć, na nic nie miała siły. Chciała tylko umrzeć, tylko o tym marzyła, a nie mogła. Nie wiedziała, czy może. Kto jej powie, co mam robić? Kto ją wysłucha, potrzyma za rękę, obejmie i powie, że może jej pomóc? Powie, że jest normalna, że razem to przejdą? I - komu by na to pozwoliła? Tak, była jedna osoba. Ale nieosiągalna. I to było najbardziej przygnębiające - znalazła tego kogoś, ale on nie znalazł jej. Jak zwykle.
Bez sensu.
środa, 15 października 2008
Nie prawda
Nienawidziła siebie. Nie potrafiła się opanować. Nie umiała się uczyć. Na wszystko reagowała... jak jakaś histeryczka. Rozlała wodę, spóźniła się na zajęcia, o czymś zapomniała... i płakała.. Wracała z zajęć i czuła, że chce przestać żyć. Dlaczego? Miała normalną rodzinę, znajomych. Ale ciągle chciała od nich uciec. Nie chciała, żeby ją znali. Każda jej dobrze zapowiadająca się relacja kończyła się w momencie, gdy ujawniała swoje myśli i uczucia.
I ciągle ta mgła. Komuś coś mówiła, ale czy na pewno? Z kimś wracała, ale kto to był tak naprawdę? Przymglone rysy twarzy, dziwne miejsca. Nieprawdziwe. I ta świadomość, że to nie może jej się śnic.To jest rzeczywistość. Niestety.
Powoli dochodziła do wniosku, że nie ma dla niej miejsca w społeczeństwie. Nie mogła się w nim odnaleźć. To wszystko było obce, dalekie. Próbowała się przybliżyć, ale wychodziło na odwrót. Najbardziej bolesne były chwile nadziei, że jest normalna, ma szanse na normalne relacje, związek. A potem przychodziło uświadomienie.
Brak szans.
O ile łatwiejsze byłoby życie bez nadziei, bo...
Każe żyć i każe umierać co noc
Z tęsknoty
Chwiejny blask spojrzenia gaśnie
by za moment oślepić
Błędny taniec ogników
Rozbłysła iskra wiary...
Lecz tchnienie rzeczywistości przywraca ją ciemności
Nim ogrzeje skostniałe serce
Odchodzę od okna
To znów nie tym razem
W oddali cichną kroki Radości...
Kilka wspomnień
Zastanawiała się nad powrotem na terapię. Co prawda, jakoś nie umiała się przełamać do psycholog u której wcześniej bywała. Ale jakie miała wyjście? Musiała jakoś funkcjonować, tamten ośrodek przynajmniej znała i był bezpłatny. Szukała gdzie indziej, ale nic nie mogła znaleźć. Trochę się bała wrócić na stare śmieci. Tyle wspomnień... wydawało się się czasem, że to co się tam stało, wcale się nie stało, ale wiedziała, że czasu nie cofnie. chociaż by chciała. Ale tak naprawdę, co by wtedy zrobiła..? mocniej przycisnęła nożyk? czy nie brałaby go do ręki..? nie, tego by nie zmieniła. To był wyraz pragnienia i bezsilności.
Nierealność, nieprawda. Któregoś dnia, na wyjeździe terapeutycznym było ognisko. Jeden chłopak wziął sprzęt nagłaśniający i śpiewali na cały regulator. Od początku czuła, że coś jest nie tak. Nie umiała się przyłączyć, chociaż kochała śpiewać. Czuła się tak obco. Nie należała do ich świata, nie istniała. W końcu nie mogła wytrzymać tego że oni mogą, a ona nie. Nie chciała pokazać tego ogromnego bólu, który czuła. Odeszła od ogniska, ale niezbyt daleko, bo nie miała sił. Usiadła na jakimś kamieniu i ciągle myślała o tym, jak jest sama. Nie mogła przestać.Tak naprawdę przypominała to sobie jak przez mgłę. Wiedziała co robi, ale dlaczego, po co? Miała wracać do domku, w którym mieszkała z całą grupą terapeutyczną. W połowie drogi uświadomiła sobie, że nie może tam pójść. Dlaczego? Nie potrafiła na to odpowiedzieć. Położyła się spać w domku terapeutycznym. I nie sądziła, że ktoś zauważy, że jej nie ma. Tak jak po pierwszej komunii, po wyjściu z kościoła, nie widząc nikogo, sądziła, że rodzina o niej zapomniała i poszła do domu. Więc wróciła sama. Nawet nie przyszło jej do głowy, że prawda może być inna. Że po prostu rodzina nie zdążyła wyjść z kościoła. Było dla niej oczywiste, że po prostu zapomnieli o nic nie znaczącej ośmiolatce.
Tak i teraz. Następnego dnia było straszne zamieszanie. Ostatecznie wyszło na to, że chce zwrócić na siebie uwagę. Co z tego, że naprawdę nie potrafiła się wytłumaczyć? Czuła, że nikt jej nie wierzy. Że terapeutka jej nie wierzy. To było straszne.
I teraz bała się wrócić w to miejsce. Wiedziała, że ludzie stamtąd już ją zaklasyfikowali do odpowiedniej szufladki.
Nierealność, nieprawda. Któregoś dnia, na wyjeździe terapeutycznym było ognisko. Jeden chłopak wziął sprzęt nagłaśniający i śpiewali na cały regulator. Od początku czuła, że coś jest nie tak. Nie umiała się przyłączyć, chociaż kochała śpiewać. Czuła się tak obco. Nie należała do ich świata, nie istniała. W końcu nie mogła wytrzymać tego że oni mogą, a ona nie. Nie chciała pokazać tego ogromnego bólu, który czuła. Odeszła od ogniska, ale niezbyt daleko, bo nie miała sił. Usiadła na jakimś kamieniu i ciągle myślała o tym, jak jest sama. Nie mogła przestać.Tak naprawdę przypominała to sobie jak przez mgłę. Wiedziała co robi, ale dlaczego, po co? Miała wracać do domku, w którym mieszkała z całą grupą terapeutyczną. W połowie drogi uświadomiła sobie, że nie może tam pójść. Dlaczego? Nie potrafiła na to odpowiedzieć. Położyła się spać w domku terapeutycznym. I nie sądziła, że ktoś zauważy, że jej nie ma. Tak jak po pierwszej komunii, po wyjściu z kościoła, nie widząc nikogo, sądziła, że rodzina o niej zapomniała i poszła do domu. Więc wróciła sama. Nawet nie przyszło jej do głowy, że prawda może być inna. Że po prostu rodzina nie zdążyła wyjść z kościoła. Było dla niej oczywiste, że po prostu zapomnieli o nic nie znaczącej ośmiolatce.
Tak i teraz. Następnego dnia było straszne zamieszanie. Ostatecznie wyszło na to, że chce zwrócić na siebie uwagę. Co z tego, że naprawdę nie potrafiła się wytłumaczyć? Czuła, że nikt jej nie wierzy. Że terapeutka jej nie wierzy. To było straszne.
I teraz bała się wrócić w to miejsce. Wiedziała, że ludzie stamtąd już ją zaklasyfikowali do odpowiedniej szufladki.
poniedziałek, 13 października 2008
Przyszość..?
Po maturze pojechała na dwutygodniowy turnus terapeutyczny. Terapeutka stwierdziła na nim, że wyleczy się w ciągu kilkunastu miesięcy. Ale ona wiedziała, że to się nigdy nie skończy.
Tęskniła za czasem, gdy umiała być szczęśliwa, choć dokładnie nie wiedziała, kiedy to było.
Tak naprawdę nie rozumiała tego, nie umiała się przyzwyczaić.
Za 5 dni miał minąć rok, odkąd pierwszy raz próbowała odejść. Nadal żałowała, że nie udało jej się to ani wtedy, ani w 2 kolejnych próbach. W tej ostatniej, lipcowej, uświadomiła sobie, że to jej jedyne gorące pragnienie. O tym śniła, o tym marzyła. A jednocześnie była świadoma, że nie powinna. Dlatego zamieszkała w Warszawie i opiekowała się niepełnosprawną dziewczyną. Chciałaby być wolna, ale wiedziała, że to odbije się na innych. Pomyślała więc - jeśli czyjaś egzystencja będzie od niej zależała, nie odejdzie, nie pozwoli sobie na to. Póki co, miała rację. Choć już nie raz pluła sobie w brodę, że taką decyzję podjęła.
Czasem przez dłuższy czas przyglądała się bliznom. Te lipcowe już bledły, dla niej to sygnał do funkcji "odśwież", ale usilnie starała się za nim nie iść.
Ciągle zastanawiała się czy to dla niej. Chciała rzucić wszystko. Jeśli nie na dobre, to chociaż okresowo. Zgłosić się do psychiatryka i pozwolić sobie wyłączyć myślenie. Ale teraz nie mogła. To pierwszy rok studiów. Może na drugim... chyba ze do tego czasu się obudzi i okaże się, że to tylko zły sen.
Nie wiedziała co ma robić. Nie miała sił.
Tęskniła za czasem, gdy umiała być szczęśliwa, choć dokładnie nie wiedziała, kiedy to było.
Tak naprawdę nie rozumiała tego, nie umiała się przyzwyczaić.
Za 5 dni miał minąć rok, odkąd pierwszy raz próbowała odejść. Nadal żałowała, że nie udało jej się to ani wtedy, ani w 2 kolejnych próbach. W tej ostatniej, lipcowej, uświadomiła sobie, że to jej jedyne gorące pragnienie. O tym śniła, o tym marzyła. A jednocześnie była świadoma, że nie powinna. Dlatego zamieszkała w Warszawie i opiekowała się niepełnosprawną dziewczyną. Chciałaby być wolna, ale wiedziała, że to odbije się na innych. Pomyślała więc - jeśli czyjaś egzystencja będzie od niej zależała, nie odejdzie, nie pozwoli sobie na to. Póki co, miała rację. Choć już nie raz pluła sobie w brodę, że taką decyzję podjęła.
Czasem przez dłuższy czas przyglądała się bliznom. Te lipcowe już bledły, dla niej to sygnał do funkcji "odśwież", ale usilnie starała się za nim nie iść.
Ciągle zastanawiała się czy to dla niej. Chciała rzucić wszystko. Jeśli nie na dobre, to chociaż okresowo. Zgłosić się do psychiatryka i pozwolić sobie wyłączyć myślenie. Ale teraz nie mogła. To pierwszy rok studiów. Może na drugim... chyba ze do tego czasu się obudzi i okaże się, że to tylko zły sen.
Nie wiedziała co ma robić. Nie miała sił.
Słowo wprowadzenia
Postanowiła pisać. Pisać po to, by w tych najgorszych momentach, kiedy myślała, że wypadnie z huśtawki, zamiast krzywdzić siebie albo otoczenie mogła wylać wszystkie myśli, uczucia. Właśnie taki moment miała. To przychodziło niespodziewanie, szybko ustępowało, ale była wtedy zdolna do wszystkiego. Kolejna czerwona linia, kolejna urażona osoba, kolejne niepowodzenie. Lepiej pisać. To pozwalało nieco uprościć to, co zagmatwane i nieprzewidywalne. Jej świat był już i tak wystarczająco skomplikowany. Psychiczno-schizofreniczny. Depresyjny. Może pisanie to sposób.
Od półtora miesiąca mieszkała w Warszawie. W domu z nikim nie mogła pogadać. Bliscy uważali depresję za objaw lenistwa, egoizmu i niewystarczającej ilości modlitwy. Albo za coś, czym chce przyciągnąć uwagę innych. Ale przecież gdyby mogła wybierać, to chciałaby być wesoła, szczęśliwa, kto by nie chciał? Tak czy inaczej, myślała, że tu w Warszawie znajdzie kogoś, komu powie, kto ją zrozumie. Ale... Nie było nikogo. Bo kto chciałby słuchać o tym, jak komuś jest ciężko, jakie ma schizy, kto jest w stanie wytrzymać z kimś niestałym emocjonalnie, płaczącym nad rozlaną herbatą i biorącym wszystko do siebie?
To nie przysparza przyjaciół. Żeby mieć przyjaciół, trzeba być szczęśliwym.
Wcześniej łudziła się że nie jest sama. Teraz wiedziała, że tylko wtedy, gdy udaje że jest ok.
Od półtora miesiąca mieszkała w Warszawie. W domu z nikim nie mogła pogadać. Bliscy uważali depresję za objaw lenistwa, egoizmu i niewystarczającej ilości modlitwy. Albo za coś, czym chce przyciągnąć uwagę innych. Ale przecież gdyby mogła wybierać, to chciałaby być wesoła, szczęśliwa, kto by nie chciał? Tak czy inaczej, myślała, że tu w Warszawie znajdzie kogoś, komu powie, kto ją zrozumie. Ale... Nie było nikogo. Bo kto chciałby słuchać o tym, jak komuś jest ciężko, jakie ma schizy, kto jest w stanie wytrzymać z kimś niestałym emocjonalnie, płaczącym nad rozlaną herbatą i biorącym wszystko do siebie?
To nie przysparza przyjaciół. Żeby mieć przyjaciół, trzeba być szczęśliwym.
Wcześniej łudziła się że nie jest sama. Teraz wiedziała, że tylko wtedy, gdy udaje że jest ok.
Subskrybuj:
Posty (Atom)