niedziela, 28 kwietnia 2013

Na jednym ze spotkań służby muzycznej wywiązała się rozmowa o sensie trudnych zdarzeń w życiu. Wynikłz niej wniosek, że nie ma sensu pytanie "dlaczego?" i dużo bardziej na miejscu, bardziej budujące jest pytanie "po co?" połączone z pewnością, że to owszem, ma sens. Ale zdarzenia to jedno, a o zrąbanej osobowości nie było mowy.
 I nie wiedziała. Nie wiedziała po co. Żyła, walczyła z myślami "s", ale nie wiedziała po co.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Boże, co to za pomysł..?

Koniec tego, co niepotrzebne, niewłaściwe, bezsensowne.

We wrześniu potrzebowała wstrząsu, żeby odnaleźć Boga. W kwietniu wydarzył się inny, uwalniający - ale co po nim, nie miała pojęcia. Na razie pozwolił jej odnaleźć głównie pustkę, niepokój, rozbicie. I pytania.

Po raz kolejny popełnione błędy, niszczące (niestety) nie tylko ją, ale i innych, pójście za zaburzonymi instynktami i "chceniami", mimo protestów rozsądku - wszystko to wywoływało refleksję: po co? Bóg stworzył tyle pięknych rzeczy, tylu wspaniałych ludzi. Co ona robi między nimi?
Błądziła, znów ciemność i nienawiść do siebie. Wiedziała, że skoro Bóg ją kocha, to ona tym bardziej powinna... ale nie umiała. Nie można kochać czegoś tak ułomnego. Kogoś, kto niby wydaje się spoko, a tak naprawdę niszczy i rani, niszczy i rani, w kółko, bez końca. Kogoś, kto tak naprawdę jest skoncentrowany tylko na sobie.
Nie można też nikogo zmusić do miłości. Myślała, że można. I znów popełniła błąd, grożący utratą przyjaciół.

Nienawidziła siebie. Z całego serca.
I brzydziła się sobą.

Boże, co to za pomysł, by pozwolić urodzić się komuś takiemu?

środa, 3 kwietnia 2013

Dyscyplina

Dzięki świętom nabrała siły i determinacji do zmian w życiu.
Raz - odwrócenie od grzechu, zupełne, praca nad zaufaniem Bogu oraz totalną szczerością wobec Niego i ludzi.
Dwa - wstrzemięźliwość, jakkolwiek można to rozumieć.
Trzy - praca nad ciałem.
Porządkowanie głowy i serca trzeba zacząć od zrobienia porządku z fizycznym aspektem ja. Rygor i konsekwencja, tego chciała się trzymać.
Po powrocie do Warszawy po Wielkanocy stanęła na wagę i zrobiło jej się smutno. Ale postanowiła, że nie usiądzie i nie będzie biadolić. Poszła biegać. Ograniczyła jedzenie. Robiła pompki, brzuchy i tym podobne wygibasy. I było lepiej. Miała cel. Jak się uda, to się uda.
W ostatnim czasie przez zbieg wydarzeń gdzieś zapodziała kobiecość, wewnętrzne poczucie kobiecości. Atrakcyjności jako kobiety, zarówno wewnętrznej jak i zewnętrznej. Postanowiła to zmienić.

Fajerwerków różne oblicza

Święta święta, i po świętach...
Tegoroczne były chyba najbardziej poruszającymi w całym jej życiu. Właściwie, nic w tym dziwnego, to pierwsza Wielkanoc po nawróceniu. Kiedyś nieraz słyszała, że to święta ważniejsze od Bożego Narodzenia, niby brała to na rozum, ale nie czuła... Co jest ciekawego w świętach, podczas których je się tylko mnóstwo jajek, ale nie ma prezentów, nie ma świecidełek na choince, nie ma tej całej otoczki, tylko dużo chodzenia do kościoła. Co w tym atrakcyjnego? Jeszcze skupianie się na takich nieprzyjemnych sprawach jak śmierć. No jest niby zmartwychwstanie, ale to temat który trudno przyjąć w 100%, bo kłóci się z ludzkim myśleniem. Nie wynagradza tego, na czym się skupiamy w Wielki Piątek. A jednak. To są święta wiary, dotykają samego sedna chrześcijaństwa. I właśnie piątek... piątek porusza. Ją poruszył, najbardziej w ciągu tych dni. To jest niepojęte, naprawdę - umrzeć za człowieka, za nią, żeby ona nie musiała, a przecież powinna. Przecież to ona robi mnóstwo niewłaściwych, nie dobrych rzeczy. A umarł Ktoś bez skazy. To jedno. Ale zatrzymanie się na tym nie jest wystarczające. Jak to mówi Paweł w liście do Koryntian:
A przypominam wam, bracia, ewangelię, którą wam zwiastowałem, którą też przyjęliście i w której trwacie, i przez którą zbawieni jesteście, jeśli ją tylko zachowujecie tak, jak wam ją zwiastowałem, chyba że nadaremnie uwierzyliście. Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism (...) A jeśli się o Chrystusie opowiada, że został z martwych wzbudzony, jakże mogą mówić niektórzy między wami, że zmartwychwstania nie ma? Bo jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie został wzbudzony; a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy i kazanie nasze daremne, daremna też wasza wiara; wówczas też byliśmy fałszywymi świadkami Bożymi, bo świadczyliśmy o Bogu, że Chrystusa wzbudził, którego nie wzbudził, skoro umarli nie bywają wzbudzeni. Jeśli bowiem umarli nie bywają wzbudzeni, to i Chrystus nie został wzbudzony; a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest wiara wasza; jesteście jeszcze w swoich grzechach. Zatem i ci, którzy zasnęli w Chrystusie, poginęli. Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni. A jednak Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli." [1 Kor 15:1-4,12-20]
W sobotę chciała poczytać Pismo, ale nie wiedziała za bardzo... co czytać. Więc stwierdziła - przeczytam rozdział na chybił trafił. Trafiła na ten, piętnasty w Pierwszym Liście do Koryntian. Idealny do rozważań nad zmartwychwstaniem... Co też jakoś ją uderzyło i utwierdziło, że to nie był przypadek, że ten fragment został jej wskazany - na nabożeństwie tego dnia pastor właśnie na nim oparł kazanie. Chyba można sobie wyobrazić jej zadziwienie - w pociągu czytała fragment Pisma, a po godzinie o nim słyszała... Jednak zdarzają się fajerwerki podczas Wielkanocy. Poza fajerwerkami w duszy, oczywiście.