Na jednym ze spotkań służby muzycznej wywiązała się rozmowa o sensie trudnych zdarzeń w życiu. Wynikłz niej wniosek, że nie ma sensu pytanie "dlaczego?" i dużo bardziej na miejscu, bardziej budujące jest pytanie "po co?" połączone z pewnością, że to owszem, ma sens. Ale zdarzenia to jedno, a o zrąbanej osobowości nie było mowy.
I nie wiedziała. Nie wiedziała po co. Żyła, walczyła z myślami "s", ale nie wiedziała po co.
niedziela, 28 kwietnia 2013
niedziela, 21 kwietnia 2013
Boże, co to za pomysł..?
Koniec tego, co niepotrzebne, niewłaściwe, bezsensowne.
We wrześniu potrzebowała wstrząsu, żeby odnaleźć Boga. W kwietniu wydarzył się inny, uwalniający - ale co po nim, nie miała pojęcia. Na razie pozwolił jej odnaleźć głównie pustkę, niepokój, rozbicie. I pytania.
Po raz kolejny popełnione błędy, niszczące (niestety) nie tylko ją, ale i innych, pójście za zaburzonymi instynktami i "chceniami", mimo protestów rozsądku - wszystko to wywoływało refleksję: po co? Bóg stworzył tyle pięknych rzeczy, tylu wspaniałych ludzi. Co ona robi między nimi?
Błądziła, znów ciemność i nienawiść do siebie. Wiedziała, że skoro Bóg ją kocha, to ona tym bardziej powinna... ale nie umiała. Nie można kochać czegoś tak ułomnego. Kogoś, kto niby wydaje się spoko, a tak naprawdę niszczy i rani, niszczy i rani, w kółko, bez końca. Kogoś, kto tak naprawdę jest skoncentrowany tylko na sobie.
Nie można też nikogo zmusić do miłości. Myślała, że można. I znów popełniła błąd, grożący utratą przyjaciół.
Nienawidziła siebie. Z całego serca.
I brzydziła się sobą.
Boże, co to za pomysł, by pozwolić urodzić się komuś takiemu?
We wrześniu potrzebowała wstrząsu, żeby odnaleźć Boga. W kwietniu wydarzył się inny, uwalniający - ale co po nim, nie miała pojęcia. Na razie pozwolił jej odnaleźć głównie pustkę, niepokój, rozbicie. I pytania.
Po raz kolejny popełnione błędy, niszczące (niestety) nie tylko ją, ale i innych, pójście za zaburzonymi instynktami i "chceniami", mimo protestów rozsądku - wszystko to wywoływało refleksję: po co? Bóg stworzył tyle pięknych rzeczy, tylu wspaniałych ludzi. Co ona robi między nimi?
Błądziła, znów ciemność i nienawiść do siebie. Wiedziała, że skoro Bóg ją kocha, to ona tym bardziej powinna... ale nie umiała. Nie można kochać czegoś tak ułomnego. Kogoś, kto niby wydaje się spoko, a tak naprawdę niszczy i rani, niszczy i rani, w kółko, bez końca. Kogoś, kto tak naprawdę jest skoncentrowany tylko na sobie.
Nie można też nikogo zmusić do miłości. Myślała, że można. I znów popełniła błąd, grożący utratą przyjaciół.
Nienawidziła siebie. Z całego serca.
I brzydziła się sobą.
Boże, co to za pomysł, by pozwolić urodzić się komuś takiemu?
środa, 3 kwietnia 2013
Dyscyplina
Dzięki świętom nabrała siły i determinacji do zmian w życiu.
Raz - odwrócenie od grzechu, zupełne, praca nad zaufaniem Bogu oraz totalną szczerością wobec Niego i ludzi.
Dwa - wstrzemięźliwość, jakkolwiek można to rozumieć.
Trzy - praca nad ciałem.
Porządkowanie głowy i serca trzeba zacząć od zrobienia porządku z fizycznym aspektem ja. Rygor i konsekwencja, tego chciała się trzymać.
Po powrocie do Warszawy po Wielkanocy stanęła na wagę i zrobiło jej się smutno. Ale postanowiła, że nie usiądzie i nie będzie biadolić. Poszła biegać. Ograniczyła jedzenie. Robiła pompki, brzuchy i tym podobne wygibasy. I było lepiej. Miała cel. Jak się uda, to się uda.
W ostatnim czasie przez zbieg wydarzeń gdzieś zapodziała kobiecość, wewnętrzne poczucie kobiecości. Atrakcyjności jako kobiety, zarówno wewnętrznej jak i zewnętrznej. Postanowiła to zmienić.
Raz - odwrócenie od grzechu, zupełne, praca nad zaufaniem Bogu oraz totalną szczerością wobec Niego i ludzi.
Dwa - wstrzemięźliwość, jakkolwiek można to rozumieć.
Trzy - praca nad ciałem.
Porządkowanie głowy i serca trzeba zacząć od zrobienia porządku z fizycznym aspektem ja. Rygor i konsekwencja, tego chciała się trzymać.
Po powrocie do Warszawy po Wielkanocy stanęła na wagę i zrobiło jej się smutno. Ale postanowiła, że nie usiądzie i nie będzie biadolić. Poszła biegać. Ograniczyła jedzenie. Robiła pompki, brzuchy i tym podobne wygibasy. I było lepiej. Miała cel. Jak się uda, to się uda.
W ostatnim czasie przez zbieg wydarzeń gdzieś zapodziała kobiecość, wewnętrzne poczucie kobiecości. Atrakcyjności jako kobiety, zarówno wewnętrznej jak i zewnętrznej. Postanowiła to zmienić.
Fajerwerków różne oblicza
Święta święta, i po świętach...
Tegoroczne były chyba najbardziej poruszającymi w całym jej życiu. Właściwie, nic w tym dziwnego, to pierwsza Wielkanoc po nawróceniu. Kiedyś nieraz słyszała, że to święta ważniejsze od Bożego Narodzenia, niby brała to na rozum, ale nie czuła... Co jest ciekawego w świętach, podczas których je się tylko mnóstwo jajek, ale nie ma prezentów, nie ma świecidełek na choince, nie ma tej całej otoczki, tylko dużo chodzenia do kościoła. Co w tym atrakcyjnego? Jeszcze skupianie się na takich nieprzyjemnych sprawach jak śmierć. No jest niby zmartwychwstanie, ale to temat który trudno przyjąć w 100%, bo kłóci się z ludzkim myśleniem. Nie wynagradza tego, na czym się skupiamy w Wielki Piątek. A jednak. To są święta wiary, dotykają samego sedna chrześcijaństwa. I właśnie piątek... piątek porusza. Ją poruszył, najbardziej w ciągu tych dni. To jest niepojęte, naprawdę - umrzeć za człowieka, za nią, żeby ona nie musiała, a przecież powinna. Przecież to ona robi mnóstwo niewłaściwych, nie dobrych rzeczy. A umarł Ktoś bez skazy. To jedno. Ale zatrzymanie się na tym nie jest wystarczające. Jak to mówi Paweł w liście do Koryntian:
Tegoroczne były chyba najbardziej poruszającymi w całym jej życiu. Właściwie, nic w tym dziwnego, to pierwsza Wielkanoc po nawróceniu. Kiedyś nieraz słyszała, że to święta ważniejsze od Bożego Narodzenia, niby brała to na rozum, ale nie czuła... Co jest ciekawego w świętach, podczas których je się tylko mnóstwo jajek, ale nie ma prezentów, nie ma świecidełek na choince, nie ma tej całej otoczki, tylko dużo chodzenia do kościoła. Co w tym atrakcyjnego? Jeszcze skupianie się na takich nieprzyjemnych sprawach jak śmierć. No jest niby zmartwychwstanie, ale to temat który trudno przyjąć w 100%, bo kłóci się z ludzkim myśleniem. Nie wynagradza tego, na czym się skupiamy w Wielki Piątek. A jednak. To są święta wiary, dotykają samego sedna chrześcijaństwa. I właśnie piątek... piątek porusza. Ją poruszył, najbardziej w ciągu tych dni. To jest niepojęte, naprawdę - umrzeć za człowieka, za nią, żeby ona nie musiała, a przecież powinna. Przecież to ona robi mnóstwo niewłaściwych, nie dobrych rzeczy. A umarł Ktoś bez skazy. To jedno. Ale zatrzymanie się na tym nie jest wystarczające. Jak to mówi Paweł w liście do Koryntian:
A przypominam wam, bracia, ewangelię, którą wam zwiastowałem, którą też przyjęliście i w której trwacie, i przez którą zbawieni jesteście, jeśli ją tylko zachowujecie tak, jak wam ją zwiastowałem, chyba że nadaremnie uwierzyliście. Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism (...) A jeśli się o Chrystusie opowiada, że został z martwych wzbudzony, jakże mogą mówić niektórzy między wami, że zmartwychwstania nie ma? Bo jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie został wzbudzony; a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy i kazanie nasze daremne, daremna też wasza wiara; wówczas też byliśmy fałszywymi świadkami Bożymi, bo świadczyliśmy o Bogu, że Chrystusa wzbudził, którego nie wzbudził, skoro umarli nie bywają wzbudzeni. Jeśli bowiem umarli nie bywają wzbudzeni, to i Chrystus nie został wzbudzony; a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest wiara wasza; jesteście jeszcze w swoich grzechach. Zatem i ci, którzy zasnęli w Chrystusie, poginęli. Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni. A jednak Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli." [1 Kor 15:1-4,12-20]W sobotę chciała poczytać Pismo, ale nie wiedziała za bardzo... co czytać. Więc stwierdziła - przeczytam rozdział na chybił trafił. Trafiła na ten, piętnasty w Pierwszym Liście do Koryntian. Idealny do rozważań nad zmartwychwstaniem... Co też jakoś ją uderzyło i utwierdziło, że to nie był przypadek, że ten fragment został jej wskazany - na nabożeństwie tego dnia pastor właśnie na nim oparł kazanie. Chyba można sobie wyobrazić jej zadziwienie - w pociągu czytała fragment Pisma, a po godzinie o nim słyszała... Jednak zdarzają się fajerwerki podczas Wielkanocy. Poza fajerwerkami w duszy, oczywiście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)