Nie mogę bez ciebie żyć.
Nie mogę się bez ciebie obejść.
Coraz trudniej mi się bez ciebie obejść.
Znane słowa. Frazesy, zasłyszane w filmach.
Przyszły jej do głowy, ale jakoś nie pasowały.
Nie mogę żyć? No cóż, zasadniczo mogła, zawał serca jest mało prawdopodobny, myślała. Jeśli już, to mogłaby nie chcieć żyć, ale o dziwo chciała.
Nie mogę się obejść? No cóż, mogła, może coś by nie działało, gorzej funkcjonowało, a może sama by wtedy ruszyła głową, ale tak czy inaczej, dałoby się. Skoro od 5 tygodni dawała radę obywać się bez prysznica z ciepłą wodą, to i inne sprawy powinny być znośne.
Coraz trudniej mi się bez ciebie obejść? Nie. Raczej: dobrze było jej obywać się z życiowymi sprawami z kimś. Dopuszczać go. Być wdzięczną. Ale też autonomiczną. Gdyby było jej coraz trudniej być samej, to by znaczyło, że rezygnuje ze swoich kompetencji, umiejętności, niezależności, zaradności. Że nie może pozostawać sama i sobie ufać. A mogła, zasadniczo.