Bez znieczulenia.
To nie jest jak ucięcie sobie ręki. To rozcinanie samych wnętrzności.
Najgorzej, gdy uświadamiasz sobie jakim jesteś zjebem i że to tylko z twojej winy ludzie odchodzą. Albo nie przychodzą. Że mechanizmy rządzą twoim życiem, nie ty sam. Mówisz sobie "jestem ok" by za chwilę się ochrzanić, i tak wciąż i wciąż, naprzemiennie. Wiesz, że myślenie o sobie jak o psycholu i przypadku beznadziejnym tylko pogrąża, ale zamiast zacząć lepiej o sobie myśleć zaczynasz biczować się nie tylko za to, że nim jesteś, ale, też za to że tak się określasz. Nie widać końca.
Męczysz ludzi ciągłymi huśtawkami i niezdecydowaniem, a co najgorsze - uzależnianiem się od nich. Nie można ciągle kogoś ratować. Nie chcesz by ktoś cię ratował, zresztą. Ale ciągle biegasz do mamy, do przyjaciółki, do chłopaka. Taka nieporadność, żeby ktoś cie poniósł przez chwilę. Ale tak się nie da. To taka - nierzeczywistość.
sobota, 29 grudnia 2012
piątek, 28 grudnia 2012
Jak.
Są Dobre rzeczy i Dobre decyzje. Tak, istnieją. Powie to jeszcze 30 razy i w to uwierzy.
Taki tam żarcik. Nieśmieszny. Są Dobre rzeczy.
Problem polega na tym, by w wirze zdarzeń, w tym labiryncie i czasem walce żywiołów ROZEZNAĆ. Rozeznać prawidłowo. Proste? Ani trochę. Często chodzi o wybór między własnym szczęściem a czyimś, między tym co się widzi a tym co ktoś mówi, między subiektywnym i obiektywnym oglądem sytuacji, między uczuciem a rozumem, między tym co ludzkie i tym co boskie.
Może nie dość dobrze słuchała, co mówi Ten na górze.
Była zbyt miękka - tak też być może. Tak, osoba która jej nie zna mogłaby tak stwierdzić. Na zewnątrz nie widać statystyk rozegranych bitew wewnętrznych. Nie widać drogi jaką ktoś przeszedł. Jest taki cytat, który lubiła.
Jest siła i siła. Nie uważała, że można stwierdzić że ta jest więcej warta, a tamta mniej, tylko na podstawie tego co widać na pierwszy rzut oka.
Ciekawa była, co by powiedzieli ludzie wiedząc w czym tkwi. Trzymanie się dla wielu osób w jej sytuacji byłoby niemożliwe, tak podejrzewała. Jakoś... sama nie wiedziała w jaki sposób daje radę. Chyba tylko mocą Boga. Tylko dzięki niej. A może dlatego że miała jakiś kawałek masochistki w sobie.
Dzień przed Wigilią siedziała w kuchni z rodziną, przygotowując to i owo. Ogarnął ją wtedy taki niepokój, wielki niepokój. Jakieś takie rozedrganie wewnętrzne. Miała poczucie, że zbliża się katastrofa, taka życiowa, ale za nic nie była w stanie wyobrazić sobie czym miałaby ona być.
Trudna noc.
Miała ochotę na jakiś radykalny krok. No bo jak nie ma wyjścia to dla niej jedno pozostaje. Ale nie zrobiła tego. Żadnych głupich decyzji. Niestety usuwając to rozwiązanie z pola uwagi pozostała z niczym. I chyba tak to będzie wyglądało. Położyła się do łóżka i postanowiła nie wychodzić z niego póki nie zaczną się zajęcia na uczelni.
Aha. Święta były całkiem miłe.
Taki tam żarcik. Nieśmieszny. Są Dobre rzeczy.
Problem polega na tym, by w wirze zdarzeń, w tym labiryncie i czasem walce żywiołów ROZEZNAĆ. Rozeznać prawidłowo. Proste? Ani trochę. Często chodzi o wybór między własnym szczęściem a czyimś, między tym co się widzi a tym co ktoś mówi, między subiektywnym i obiektywnym oglądem sytuacji, między uczuciem a rozumem, między tym co ludzkie i tym co boskie.
Może nie dość dobrze słuchała, co mówi Ten na górze.
Była zbyt miękka - tak też być może. Tak, osoba która jej nie zna mogłaby tak stwierdzić. Na zewnątrz nie widać statystyk rozegranych bitew wewnętrznych. Nie widać drogi jaką ktoś przeszedł. Jest taki cytat, który lubiła.
Sile nie zawsze towarzyszy odwaga i odwrotnie, słabość nie musi być tchórzliwa.
Ciekawa była, co by powiedzieli ludzie wiedząc w czym tkwi. Trzymanie się dla wielu osób w jej sytuacji byłoby niemożliwe, tak podejrzewała. Jakoś... sama nie wiedziała w jaki sposób daje radę. Chyba tylko mocą Boga. Tylko dzięki niej. A może dlatego że miała jakiś kawałek masochistki w sobie.
Dzień przed Wigilią siedziała w kuchni z rodziną, przygotowując to i owo. Ogarnął ją wtedy taki niepokój, wielki niepokój. Jakieś takie rozedrganie wewnętrzne. Miała poczucie, że zbliża się katastrofa, taka życiowa, ale za nic nie była w stanie wyobrazić sobie czym miałaby ona być.
Trudna noc.
Miała ochotę na jakiś radykalny krok. No bo jak nie ma wyjścia to dla niej jedno pozostaje. Ale nie zrobiła tego. Żadnych głupich decyzji. Niestety usuwając to rozwiązanie z pola uwagi pozostała z niczym. I chyba tak to będzie wyglądało. Położyła się do łóżka i postanowiła nie wychodzić z niego póki nie zaczną się zajęcia na uczelni.
Aha. Święta były całkiem miłe.
wtorek, 4 grudnia 2012
Psychosomatyka
Nie mogła nic przełknąć. Na myśl o jedzeniu robiło jej się niedobrze.
Bardzo, bardzo się bała.
Bardzo, bardzo się zawiodła. Na sobie, na przyjaciołach, na swoich potrzebach, oczekiwaniach i zaufaniu.
Na szczęście miała dzień-w-biegu, brak czasu i na myślenie, i na jedzenie. Bóg w tym wszystkim był i czuwał, choćby myślała, że jej pęknie klatka piersiowa na pół. I choćby Go nie widziała. I ma plan - pewnie bardzo różny od jej planu, albo bardzo ambitny, Bóg w końcu jest ambitny, a ambicja często oznacza, że coś może być trudne do przyjęcia, ale na pewno owocne.
Bardzo trudno wybrać, co jest lepsze... być szczerą i uczciwą wobec siebie i innych i nie narażać swojej psyche na zniszczenie przez trzymanie, jak to mówiła jej ukochana terapeutka, trupków w szafie, czy zorientować się totalnie na potrzeby i rozumienie sytuacji innych? Chciała jednego i drugiego, ale chyba się nie da... NIE WIEDZIAŁA co ma robić, mogła naprzemiennie śmiać się i płakać, bo tak naprawdę nie ważne co by zrobiła - i tak będzie źle. Dla kogoś. Może dobrze, że wyjeżdżała teraz na parę dni. Może powinna urwać kontakt, ze wszystkimi. Szkoda, że to tylko Poznań, a nie Syberia
Bardzo, bardzo się zawiodła. Na sobie, na przyjaciołach, na swoich potrzebach, oczekiwaniach i zaufaniu.
Na szczęście miała dzień-w-biegu, brak czasu i na myślenie, i na jedzenie. Bóg w tym wszystkim był i czuwał, choćby myślała, że jej pęknie klatka piersiowa na pół. I choćby Go nie widziała. I ma plan - pewnie bardzo różny od jej planu, albo bardzo ambitny, Bóg w końcu jest ambitny, a ambicja często oznacza, że coś może być trudne do przyjęcia, ale na pewno owocne.
Bardzo trudno wybrać, co jest lepsze... być szczerą i uczciwą wobec siebie i innych i nie narażać swojej psyche na zniszczenie przez trzymanie, jak to mówiła jej ukochana terapeutka, trupków w szafie, czy zorientować się totalnie na potrzeby i rozumienie sytuacji innych? Chciała jednego i drugiego, ale chyba się nie da... NIE WIEDZIAŁA co ma robić, mogła naprzemiennie śmiać się i płakać, bo tak naprawdę nie ważne co by zrobiła - i tak będzie źle. Dla kogoś. Może dobrze, że wyjeżdżała teraz na parę dni. Może powinna urwać kontakt, ze wszystkimi. Szkoda, że to tylko Poznań, a nie Syberia
Subskrybuj:
Posty (Atom)