poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Pani demolka

Czasem chciała wejść do kuchni i zwalić wszystkie naczynia na podłogę, tak, by rozbiły się w proch. Cisnąć telefonem by zostały z niego tylko bezużyteczne odłamki. I tak jest bezużyteczny. Widziała to w głowie, w wyobraźni, ale wiedziała, że nic z tego. Szkoda naczyń. Szkoda telefonu. Więc kisiła to sobie wieczorami, jak jesienne przetwory. Krzyczała bezgłośnie.

środa, 8 sierpnia 2012

Może jej mama miała rację.
Studentka psychologii biorąca antydepresanty - coś tu nie gra.
Może psychologia to tylko jej widzimisię, bez perspektyw na przyszłość, ot, niedojrzała decyzja.
Może branie leków to pójście na łatwiznę - by nie mierzyć się z rzeczywistością.
Może to wszystko nie jest warte złamanego grosza, a ona rzeczywiście wcale siebie nie zna?
Może... POWINNA:
Słuchać matki
Skończyć finanse
Nie wyprowadzać się - co tak obciąża rodzinę.
Nie chorować.
Nie mieć depresji.
Wziąć się w garść.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Emancypacja

Kobiety szpachlują.
Kobiety malują
Kobiety wybierają sprzęty.
Kobiety wybierają kolory.
Kobiety skaczą po drabinie.
Kobiety dźwigają ciężary.

Dzieci pomagają.
Rozśmieszają.

Mężczyźni...

niedziela, 5 sierpnia 2012

Odkryj wszystkie rany, by zyskać szczęście

Po dwóch dniach przeżytych w totalnym odrealnieniu, powróciła z nową siłą.
Siła ta to połączenie wiedzy, doświadczenia i nadziei.
Wiedza: czym jest neurotyczna potrzeba miłości - artykuł "przypadkiem" zamieszczony na jednym z portali właśnie wtedy, gdy z tym się zmagała.

Neurotycy mylą miłość z pragnieniem uchronienia się przed samotnością. Wynika to zwykle z lęku powstałego i niezaspokojonego w dzieciństwie, skłaniającego do poszukiwania bezpieczeństwa i bezgranicznego poświęcenia u partnera. Neurotyk szybko się "zakochuje", bardzo mocno angażuje emocjonalnie, oczekuje odwzajemnienia tego nawet w początkowym okresie znajomości, gdy tak naprawdę nie zna danej osoby.

Na szczęście nie jest się skazanym na taki model "miłości". Już sam fakt uświadomienia sobie, że jest się neurotykiem, pozwala na zdystansowanie, dalsza praca nad sobą i ciągły wgląd w uczucia, myśli i wyobrażenia może dać naprawdę dobre efekty. By stać się "normalnym" - albo szczęśliwym, jak kto woli.

Doświadczenie: zawsze była chwiejna emocjonalnie, teraz było lepiej, ale nie idealnie. Nie przerobiła problemu relacji z płcią niepiękną. W środę i czwartek była kompletnie załamana i rozważała powrót do terapii - niechętnie, odbierając to jak jakąś porażkę. Myślała w trybie uogólniania - już nigdy, zawsze tak się dzieje, nikt nie zwróci na nią uwagi, zawsze będzie nieszczęśliwa. Czuła się tak strasznie, że po prostu chciała umrzeć. Jednak w tym szaleństwie gdzieś błysnęła iskra pamięci - ostatnio było przecież tak dobrze. Złe dni mijają, jak w tej bajce: "to też minie". Tyle spraw już przepracowała, z tym też da sobie radę. A twierdzenie, że wie się jak będzie wyglądała przyszłość, zakrawa o absurd. Tak więc postanowiła nie poddawać się rozpaczy i zapanować nad rzeczywistością, przeprogramowując mózg.

No i nadzieja. Że to wszystko się uda. Że czuła się już szczęśliwa, czyli jest to możliwe. Dużo przeszła, więc i to... ułoży się.

Dużo pracy przed nią, ale w perspektywie było, coś o co zdecydowanie warto walczyć. Miłość.


środa, 1 sierpnia 2012

Starcie tytanów

Nie miała ochoty na rozmowy. Znaczy, brak jej było słów.
Przejechała się znów na schemacie zachowania wobec nowo-poznanego-mężczyzny. Nie wiedziała, skąd to ma - irracjonalnie szybkie i silne zaangażowanie emocjonalne. Czuła, że to nie jest prawidłowe, tylko niszczące, bo właściwie nie ma szans na happy end. Po wczorajszym spotkaniu ze znajomymi miała wrażenie jakby ją ktoś rozpruł. Najgorsze było to, że tym kimś była ona sama.
Jak to powiedział jej przyjaciel "foczki trzeba oswajać". Żeby tylko istniał ktoś gotów się tego podjąć. Wiedziała, że sama powinna wykonać jakąś pracę - żeby te emocje nie miały charakteru czarno-białego, albo mega blisko, albo byle najdalej. W tym drugim była mistrzem - cytując wyżej wspomnianego kolegę "panią niewidzialną", uciekającym kurczakiem. Starała się, ale brak wiedzy kim jest mężczyzna, jak działa, a z drugiej niemal równie wielkie braki w postrzeganiu siebie jako kobiety, mocno hamują postępy.
Na ten moment, po 3 godzinach snu i mnóstwie wylanych łez, była zniechęcona sobą. Jakoś nie miała nadziei, nie miała pomysłu na Jutro, na to kim być, jak zdobywać szczęście bez tej drugiej osoby obok, i czy jest to możliwe. 
Była introwertyczką, to chyba żadna nowość. Może na tym traciła, niknąc w towarzystwie. Nieśmiałość i wstyd bywa zabójczy, nie pozwala ryzykować i realizować pragnień. Bycie tłem to żadna przyjemność.
Nie chciała błagać o uwagę, o bliskość, zrozumienie. Jedyny znany jej sposób na to to kompletne wycofanie.

Poległa w starciu ze sobą.