środa, 29 września 2010

Soma

Gdy psyche się uspokoiła, nadeszła soma.
Nieuchwytna, nierozpoznawalna, prawdopodobnie poważna.
Dostała wyniki badań, nie przejęła się bardzo, a co tam, wątroba, trzustka, co by to nie było, za 2 dni przejdzie. Nie przechodziło. Ból był nie do wytrzymania, nie pozwalał spać. Niepokoił.
Bała się, co to oznacza.
Stanęła jej sytuacja sprzed 2 lat: rzucona terapia, zostawione w pół zdania studia.
Może to niedorzeczne, nic dwa razy się nie zdarza. Ale i tak się bała.
I jeszcze te wyniki. Nie wyglądały na błahą sprawę.
Jak to w House'ie było- prawdziwa choroba nie jest tak zabawna. Cienie przeszłości nadal miały na nią wpływ. Niedobrze.
Korzyść taka, że umysł się uspokoił.


czwartek, 23 września 2010

Różnice międzypłciowe, czyli co drzemie w zakamarkach umysłu

Niemożliwe jest, by mężczyzna mógł kochać z takim zaangażowaniem, jak kobieta. Aby o nią zabiegał, tęsknił. Martwił się. By mu zależało. By odczuwał silne emocje. Nie w tym temacie. W jakim w ogóle?

Próbowała przekonywać siebie, że tak nie musi być, że Oni też czują. Grochem o ścianę. Tak po prostu nie było.
Gdyby ją spytać, jakie są różnice między kobietami i płcią przeciwną, odpowiedziałaby, rozsądnie, nie aż takie duże jakby się mogło wydawać.
Gdyby spytać jej mózgu.
Faceci to maszyny do zapładniania; nic poza tym, w kwestii kobiet, ich nie interesuje.
A kobiety... kobiety niepotrzebnie się emocjonują, nie ma to żadnego sensu, jest żałosne i autodestrukcyjne.

czwartek, 9 września 2010

Czasomierzenie

Między młotem a kowadłem.
Scyllą a Charybdą.
Jakkolwiek to nazwać, było smutne.
Czuła, że coś, kogoś traci, ale wiedziała też, że próby ratowania będą daremne.
Rzeka popłynęła już dalej, nie dogoni miejsca, w które raz weszła. A jeśli nawet, to nie będzie już takie samo.
Ale szkoda, po prostu.

Zbierała siły. Już nie było wszystko na nie, pojawiła się pewna ambiwalencja, która co prawda nie była stanem pożądanym, ale zawsze lepsze to, niż NIC.
Chyba śmiesznie to wyglądało, najpierw mówiła o szczęściu, później nieomal podcinała sobie żyły, by za chwilę dojść do wniosku, że w sumie jest ok. Choć ta chwila w różnych momentach jej życia trwała różnie. 2 lata temu to by pewnie był miesiąc, dwa, 2 miesiące temu takie chwile trwały godzinę, teraz trzepnęło ją na kilka dni, może ze względu na kaliber. Ale tak naprawdę to nie wierzyła, że istnieją ludzie bez takich chwil. Że można żyć zawsze trochę "na haju", chyba że naprawdę jest to haj:) Ale też mija, prędzej czy później.

wtorek, 7 września 2010

Kula cebula

Momentami widziała, że ma to sens. Jaki? W perspektywie zawsze przewijało się... marzenie. Pragnienie kochania i bycia kochaną. Jak chyba u każdego. Nawet jeśli nieświadomie, dążyła do związku, do dojrzałości w związku. Jako główną przeszkodę uważała siebie w tym sensie, że jej nie można pokochać. Była zbyt gruba, zbyt głupia, dziecinna, krótko mówiąc nieatrakcyjna w każdym możliwym punkcie. A problem okazał się wielowarstwowy, jak to było w Shreku, jak tort albo cebula. Pod jedną warstwą, zdjętą wzmocnieniem poczucia wartości, dietą, pracą i rozmaitymi innymi zabiegami, okazała się stokroć gorsza... Gorsza? Może nie gorsza. Ale trudniejsza, rozbrajająca. Stawała przed nią, próbowała skonfrontować, rozgryźć, cokolwiek- i ręce jej opadały, zderzała się ze ścianą. Bo to ona nie pozwalała się pokochać...

sobota, 4 września 2010

Kryjówki

Co jeszcze kryje się w podświadomości? Co wywołuje lęk nie do przejścia?


Chciałaby powiedzieć, że jej terapia jest na wykończeniu, że to już właściwie kosmetyczne poprawki.
Bzdura.

Kolejna rzecz, która, myślała, że naprawi się sama, bez wysiłku, jako skutek uboczny.
Na takie cuda nie ma co liczyć.
Lęk przed bliskością nie zniknie tak ot. W każdym razie nie zniknął. Trwał nadal. Selekcjonowała znajomych - tego się boi, tamtego nie, z tym może rozmawiać, przy tamtym ogarnia ją dzikie przerażenie. Przerażenie? To nie to słowo. Mieszanka niepokoju, lęku i obrzydzenia. Lęku przed... przed dotykiem. Właściwie tylko przed tym. I tylko ze strony płci przeciwnej.
Dlaczego..?
Chciałaby żyć normalnie, zawierać przyjaźnie, tworzyć związki.
Nie umiała.


Jeszcze.