wtorek, 11 sierpnia 2015

Odbicie w lustrze

Tego wieczora spojrzała w lustro. Uważniej.
Zdziwiła się, kogo tam zobaczyła.

Normalną, może nawet ładną dziewczynę. Brązowe oczy, dołeczki pojawiające się, gdy naprawdę była radosna, spełniona, spokojna.

Rozejrzała się. Wokół nie było nikogo innego. Ta osoba, to po prostu musiała być ona, nikt inny.

Spojrzała jeszcze raz. Odbicie w lustrze, zainteresowania, poglądy. Jej doświadczenia, jej pragnienia i plany. Jej smutki i radości, dni lepsze i gorsze, dzieciństwo i dorosłość.

Wszystko złożyło się w całość, na którą patrząc odczuwała zupełny spokój. Widziała kim jest, i taką właśnie chciała być. Podobało jej się to odbicie. Podobała się sama sobie.

To chyba znaczyło, że wreszcie się polubiła.

sobota, 1 sierpnia 2015

Mijały dni, tygodnie, lata. Nauczyła się siebie, choć nadal się zaskakiwała. I nigdy się z tym nie pogodziła. Nie potrafiła myśleć inaczej, niż że to jest niesprawiedliwe. Stara się, zmienia wiele rzeczy, uczy nowych reakcji. Otwiera na ludzi, próbuje zaufać Bogu. To może nie jest łatwe dla nikogo, ale miała wrażenie, może egocentrycznie, że jej jest wiele razy trudniej, i to trudniej inaczej niż innym. Że przyczyny tego są głęboko i trwale zatopione w cemencie jej biologii i psychiki.

Bóg był dla niej ważny. Wiedziała, że jest, i że nie jest mu obojętna, że On się troszczy mimo jej niewdzięczności. To było właściwie wszystko, próbując przebić się dalej, zidentyfikować w co wierzy a w co nie, napotykała na wewnętrzną mgłę. I tonęła w niewiedzy, obwiniając się o to, że przez swą ułomność nawet wierzyć nie umie.