Jakie były święta w zeszłym roku? Nie pamiętała. Pewnie wystarczyłoby spojrzeć kilkanaście notatek wstecz, ale po powrocie do Warszawy ogarnęło ją tak przemożne lenistwo, że nawet tego nie chciało jej się zrobić. Uściślając - kilkugodzinne lenistwo, za coś około 300 minut czekała ją wyprawa do pracy, i ta perspektywa wywoływała w niej głupiość jakąś, każącą wykorzystać ten czas do granic możliwości. Nic nie robiąc, rzecz jasna. Lub robiąc to, na co maiała ochotę (kuchenka zalśniła podobnie jak w sesji).
Ale święta. Myśl towarzysząca jej przez całe święta była zaskakująco RÓŻOWA - to najlepsze święta w jej życiu. DOBRE. No fakt, jakiś niesnasek nie dało się uniknąć, zwłaszcza, że w domu szalała gimnazjalistka opanowana przez nieuchwytne siły zwane hormonami. Ale to nic.
Mama spisała się na medal, organizując kolację wigilijną dla rodziny powiększonej o 3 osoby, a następnie obiad z rodzicami narzeczonego siostry (przez cały dzień w powietrzu unosiło się słowo... inspekcja;). Nie dość, że ugotowała pysznie, to jeszcze stres jej nie zjadł. Wielkie gratulacje i inne takie. Wspaniała kobieta. Naprawdę podziwiała swoją Mamę, zaprzeczenie wszelkich psychologicznych twierdzeń, że w pewnym wieku ludzie już się nie zmieniają.
Mama to jedno, nie aż takie zaskoczenie, za to Ojciec..? Nie dość że przed świętami słysząc, jak mama rozmawia ze nią przez telefon POWIEDZIAŁ ŻE TĘSKNI, to jeszcze niemal przez cały czas jego obecność była wyraźna - na obiedzie z przyszłymi teściami wziął na siebie zabawianie ich rozmową, gdy kobiety buszowały jeszcze w kuchni. Niebywałe. I był na przejażdżce rowerowej z Mamą. Szok. Jeszcze 2 tygodnie temu byli w nieformalnej separacji. Teraz rozmawiali. Wspaniale.
Domowo i ciepło było.
piątek, 27 grudnia 2013
sobota, 21 grudnia 2013
Drobne przeprosiny
Nadszedł Sylwester, czas na podsumowania i tzw. rachunek sumienia.
Stwierdziła, że jest winna przeprosiny osobom, w których życie weszła z butami, nieszczególnie je otrzepując. Zdała sobie sprawę, że postąpiła dokładnie z kryteriami diagnozy, którą otrzymała dobrych kilka lat wcześniej, a więc uzurpowała sobie prawo do wyrażania emocji czy poglądów bez patrzenia na konsekwencje. Dokładniej mówiąc - sądząc, że widzi konsekwencje, gdy tymczasem wiele z nich pomijała. Nie chciała dalej tak robić. Chciała przeprosić osoby, o których pisała naiwnie sądząc, że nie zostaną rozpoznane i że nie ma to dla nich znaczenia. Przepraszam to słowo, którego miała jeszcze wiele razy użyć - ale tym razem bez zabarwienia "przepraszam że żyję". Po prostu uznając swoją winę, ale, jak to niektórzy mówią, nie płacząc nad rozlanym mlekiem. Życie biegnie dalej, zastanawianie się czy dana cegiełka wmurowana dawno temu nie jest przypadkiem trochę krzywa mija się z celem. Ale przeprosiny to ważna rzecz, która po prostu tym konkretnym osobom się należy.
Nigdy nie podejmowała żadnych postanowień z okazji rozpoczęcia nowego roku. Co to za różnica, robić to w ten czy w inny dzień, i tak zobowiązania te wypełnia znikomy procent społeczeństwa. Chciała zrealizować pewne postanowienia niezależnie od dnia i okazji. Jakie:
Nie wiedziała jak to zrobić. Ale chciała.
Stwierdziła, że jest winna przeprosiny osobom, w których życie weszła z butami, nieszczególnie je otrzepując. Zdała sobie sprawę, że postąpiła dokładnie z kryteriami diagnozy, którą otrzymała dobrych kilka lat wcześniej, a więc uzurpowała sobie prawo do wyrażania emocji czy poglądów bez patrzenia na konsekwencje. Dokładniej mówiąc - sądząc, że widzi konsekwencje, gdy tymczasem wiele z nich pomijała. Nie chciała dalej tak robić. Chciała przeprosić osoby, o których pisała naiwnie sądząc, że nie zostaną rozpoznane i że nie ma to dla nich znaczenia. Przepraszam to słowo, którego miała jeszcze wiele razy użyć - ale tym razem bez zabarwienia "przepraszam że żyję". Po prostu uznając swoją winę, ale, jak to niektórzy mówią, nie płacząc nad rozlanym mlekiem. Życie biegnie dalej, zastanawianie się czy dana cegiełka wmurowana dawno temu nie jest przypadkiem trochę krzywa mija się z celem. Ale przeprosiny to ważna rzecz, która po prostu tym konkretnym osobom się należy.
Nigdy nie podejmowała żadnych postanowień z okazji rozpoczęcia nowego roku. Co to za różnica, robić to w ten czy w inny dzień, i tak zobowiązania te wypełnia znikomy procent społeczeństwa. Chciała zrealizować pewne postanowienia niezależnie od dnia i okazji. Jakie:
- Przestać być "uwieszoną" na pewnych ludziach. Dawać oparcie, a nie wiecznie go potrzebować.
- Przestać mówić o swoich coraz to nowych zmartwieniach, wątpliwościach i depresjach. To bez sensu.
Nie wiedziała jak to zrobić. Ale chciała.
jak Cię słyszą, tak się mylą (?)
Ludzie popełniają błędy. Wszyscy bez wyjątku. Kluczową umiejętnością jest to, by (w rozsądnym wymiarze) przejść nad tym do porządku dziennego. Tj. przestać się obwiniać o to, że jest się taką, a nie inną osobą, że mówi się w jakiś określony sposób. Co najważniejsze - przestać obwiniać się o to, na co nie ma się wpływu - w szczególności o reakcje ludzi na siebie. Jeśli stając przed sobą w prawdzie, wspinając się na czasem ciężkie do osiągnięcia wyżyny samoświadomości uznaje się, że w tym co się zrobiło nie było nic złego - to obwinianie o te reakcje innych jest bezpodstawne. Za relację, czy po prostu to, co jest między ludźmi, odpowiadają dwie osoby: ich oddzielne i wspólne doświadczenia, aktualna sytuacja i stan, własne zaburzenia i osobowość. Tak jak z Uszami von Thuna - ten sam komunikat może być odebrany jako rzeczowa informacja, ukryty komentarz co do jakiejś osoby czy jako wyrażone nie wprost żądanie.
Nie chciała nikogo pouczać. Nigdy w życiu nie chciała, by to co pisała zostało przez kogoś odebrane jako próby moralizowania. To miało być tylko egoistyczne miejsce autorefleksji. Kiedyś bardziej chciała, żeby ktoś się pochylił nad tą treścią, którą tak trudno jej wyrazić werbalnie. Teraz pisała dla siebie, ale z myślą że może komuś się to przyda, w jakikolwiek sposób, choćby jako coś co go denerwuje i dzięki temu katalizuje nieco złość.
W każdym razie tak sobie myślała, że warto, by to uściśliła. Nawet jeśli używała trybu brzmiącego jak "prawdy życiowe" to nie były one nimi. Albo były, ale dla niej osobiście. Nie wnikała w to, co jest ważne dla każdego innego - szło to w parze z bezwzględnym szacunkiem dla czyichś wartości.
Nie chciała nikogo pouczać. Nigdy w życiu nie chciała, by to co pisała zostało przez kogoś odebrane jako próby moralizowania. To miało być tylko egoistyczne miejsce autorefleksji. Kiedyś bardziej chciała, żeby ktoś się pochylił nad tą treścią, którą tak trudno jej wyrazić werbalnie. Teraz pisała dla siebie, ale z myślą że może komuś się to przyda, w jakikolwiek sposób, choćby jako coś co go denerwuje i dzięki temu katalizuje nieco złość.
W każdym razie tak sobie myślała, że warto, by to uściśliła. Nawet jeśli używała trybu brzmiącego jak "prawdy życiowe" to nie były one nimi. Albo były, ale dla niej osobiście. Nie wnikała w to, co jest ważne dla każdego innego - szło to w parze z bezwzględnym szacunkiem dla czyichś wartości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)