Terapeutka dała jej zadanie: miała spisywać uczucia skłaniające ją do sięgnięcia po coś do jedzenia.
Nie znosiła tego.
Nie umiała zidentyfikować tych uczuć.
A poza tym - dlaczego ktoś obcy miałby mieć kontrolę nad tym co je, jak, itd.? Nie chodzi o to, że jadła coś czego nie powinna i "się wyda". Nie. Rzecz w tym, że zawsze ceniła sobie niezależność. Dlatego trudno było jej się pogodzić z tym, że komuś ma zdać relację. To jak tłumaczenie się komuś, kto już i tak wyrobił sobie zdanie na jej temat - bez sensu.
Choć może jednak jest sens w tym, żeby się przełamać. Zrobić coś wbrew sobie. Może... jest w tym jakiś wyższy, nieznany cel?
czwartek, 27 maja 2010
wtorek, 25 maja 2010
Woman, where are you?
Była po kolejnej sesji terapeutycznej.
Dziś rozmawiały o tym, co ją męczy, tak bardzo mocno, od równo 10 dni. Odkąd usłyszała od dziecka słowa, które mniej więcej miały znaczyć, że jest gruba.
Nie wiedziała, dlaczego tak się tym przejęła. Może dlatego, że znów odezwała się w niej tęsknota za związkiem.
Po wyjściu z 7f myślała, że niewiele ma do zrobienia. Tymczasem nie ruszyła tego problemu:
Kompletnej nie akceptacji siebie. Swojego ciała. Nie dostrzegania w sobie kobiety i przeświadczenia, że inni, mężczyźni szczególnie, również jej nie dostrzegą.
Kiedy w rozmowie z terapeutką sięgnęła wgłąb siebie, wydobyła myśli, które ją samą przeraziły i zaskoczyły. Myślała, że zna swoją wartość, wie jak jest, że nie tylko wygląd się liczy. A czuła kompletnie co innego. Że bez szczupłej figury nic nie znaczy. Co z tego, że nie jest głupia, ma inteligencję na poziomie wysokim, jest oczytana, wrażliwa na sztukę i nie jest złym człowiekiem. Te 8 kilo nadwagi stanowiło nieprzekraczalną barierę. Kto chciałby ją pokonać? Nie potrafiła schudnąć, a nie wierzyła, że taką jaką jest może ktokolwiek pokochać - jak kobietę. Wiedziała, że może być przyjaciółką, powierniczką, koleżanką... Ale nic więcej. To jej odbierało chęć do życia, a jednocześnie wzbudzało bunt - dlaczego? Co takiego sprawia, że krąglejsza dziewczyna nie ma szans? Nawet z ładną buzią i niezłym mózgiem..?
Dziś rozmawiały o tym, co ją męczy, tak bardzo mocno, od równo 10 dni. Odkąd usłyszała od dziecka słowa, które mniej więcej miały znaczyć, że jest gruba.
Nie wiedziała, dlaczego tak się tym przejęła. Może dlatego, że znów odezwała się w niej tęsknota za związkiem.
Po wyjściu z 7f myślała, że niewiele ma do zrobienia. Tymczasem nie ruszyła tego problemu:
Kompletnej nie akceptacji siebie. Swojego ciała. Nie dostrzegania w sobie kobiety i przeświadczenia, że inni, mężczyźni szczególnie, również jej nie dostrzegą.
Kiedy w rozmowie z terapeutką sięgnęła wgłąb siebie, wydobyła myśli, które ją samą przeraziły i zaskoczyły. Myślała, że zna swoją wartość, wie jak jest, że nie tylko wygląd się liczy. A czuła kompletnie co innego. Że bez szczupłej figury nic nie znaczy. Co z tego, że nie jest głupia, ma inteligencję na poziomie wysokim, jest oczytana, wrażliwa na sztukę i nie jest złym człowiekiem. Te 8 kilo nadwagi stanowiło nieprzekraczalną barierę. Kto chciałby ją pokonać? Nie potrafiła schudnąć, a nie wierzyła, że taką jaką jest może ktokolwiek pokochać - jak kobietę. Wiedziała, że może być przyjaciółką, powierniczką, koleżanką... Ale nic więcej. To jej odbierało chęć do życia, a jednocześnie wzbudzało bunt - dlaczego? Co takiego sprawia, że krąglejsza dziewczyna nie ma szans? Nawet z ładną buzią i niezłym mózgiem..?
sobota, 15 maja 2010
Walki pracowo - niepracowe
Miała za sobą ciężki dzień. Choć się nie zapowiadało. Kilka dni wcześniej dostała telefon od pewnej pani, która chciała zatrudnić ją w charakterze niani. Spotkała się z nią, rozmawiały, było ok. Umówiły się, że przyjdzie na próbę, i kilka godzin zostanie sam na sam z Przemkiem. Przyszła. I od tej chwili było już tylko gorzej. Ok, nie była przygotowana emocjonalnie na taką pracę, ale nie sądziła, że będzie tak źle. Pozornie szło dobrze- chłopak nie płakał, jakoś tam się bawił - kłopot pojawił się później. Widocznie nabrał do niej zaufania i postanowił okazać to w dość specyficzny sposób. Cóż, taka prawda, że figury nie miała idealnej. Została obdarzona obfitszymi kształtami tam gdzie powinna, ale i tam, gdzie niekoniecznie. Przemek wiedział gdzie uderzyć - tłumaczyła sobie, że nieświadomie. Kilkoma słowami dotknął ją do żywego. Gdyby miała w czym wybierać - może zrezygnowałaby z tej pracy. Ale z kasą u było krucho. Pomyślała - złośliwy czy nie, nie ma wyjścia. Przełknęła gorzkie słowa i własną dumę. Wychodziła stamtąd z ulgą i ustaleniami, że przyjdzie kilka dni później już na płatne godziny.
I kiedy już przywykła do myśli, że dzień w dzień będzie siedziała z dzieciakiem, przekonała siebie, że to najlepsze rozwiązanie - telefon. Przepraszam Cię bardzo, ale teściowa zajmie się Przemkiem - Nie ma sprawy, rozumiem.
I naprawdę rozumiała. Przynajmniej próbowała. Teściowa mniej kosztuje, to rodzina, Ewa była jej pewna, poza tym mogłaby się obrazić. Jednak dziewczyna z wersalki odczuła to jako osobistą klęskę. Że nie podołała, że nie jest dość dobra.
Walczyła z tym myśleniem, ale to nie łatwa walka.
Przynajmniej wiedziała, nad czym ma pracować na terapii.
I kiedy już przywykła do myśli, że dzień w dzień będzie siedziała z dzieciakiem, przekonała siebie, że to najlepsze rozwiązanie - telefon. Przepraszam Cię bardzo, ale teściowa zajmie się Przemkiem - Nie ma sprawy, rozumiem.
I naprawdę rozumiała. Przynajmniej próbowała. Teściowa mniej kosztuje, to rodzina, Ewa była jej pewna, poza tym mogłaby się obrazić. Jednak dziewczyna z wersalki odczuła to jako osobistą klęskę. Że nie podołała, że nie jest dość dobra.
Walczyła z tym myśleniem, ale to nie łatwa walka.
Przynajmniej wiedziała, nad czym ma pracować na terapii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)