poniedziałek, 6 czerwca 2016

Wolność

Nie ma już co mydlić oczu.

Ta chwila zbliża się milowymi krokami,  i jestem na nią gotowa.

Dziewczyna z wersalki już dawno jest poza nią. Nie musi się chować, kryć, wstydzić, a jeśli nawet przychodzą chwile smutku i lęku - może się schować gdzieś indziej, w swoich lub czyichś ramionach. Nie musi zostawać wciąż i wciąż sama. Trzeba to zaakceptować. I trzeba, a może raczej chcę, pozwolić jej odejść. Nie, nie zapomnę, tego się nie zapomina, nawet nie chcę zapomnieć, bo to jak by nie było moje życie, moja przeszłość, moje dzieje. Ale już czas, by odeszła. Bym mogła mówić własnym głosem.

Dlaczego teraz?

Może dlatego, że za około miesiąc skończy się kolejny etap mojego życia. Praca magisterska na wykończeniu, obrona w ciągu miesiąca, związek w rozkwicie, jako takie wiązanie końca z końcem. Jestem na wylocie - wylocie w świat.

W wersalce raczej trudno się lata.

sobota, 4 czerwca 2016

Skryj serce na dnie
Przykryj poduszkami
Otul kocami
Schowaj w pudełku
Znajdź skrytkę
Włóż je tam
I zapomnij
Aż przyjdzie czas

Zamroź je
Później odmrozisz
Będzie zdrętwiałe
Tylko przez chwilę

Skryj serce na dnie
Wtedy nie upadniesz

wtorek, 16 lutego 2016

Oddychaj

Czasem trzeba wstrzymać oddech.

Życiodajne powietrze
Tlen
Oddech

Chcesz się zachłysnąć
Tą czystością
Przestrzenią
Radością
Wolnością

Albo

Nie myślisz o tym wcale, w końcu
to tylko powietrze
Jest zawsze
Dookoła

I wtedy przychodzi ten moment

Nurkujesz w ciemnych odmętach
W przejrzystym basenie
W oceanie

Masz wybór
Napełnić płuca tym, co jest
I zginąć

Albo wstrzymać oddech
Wstrzymać chęć
Wstrzymać odruch
I poczekać

Wtedy możesz zobaczyć to, co jest pod spodem
To, co ukryte
Tajemnicze
Prawdziwe

A potem wypłynąć
W innym miejscu
Albo w tym samym
I znów żyć
Pełnią

Oddychać.

czwartek, 11 lutego 2016

Tam wysoko

Jesteś sam.
Zdany tylko na siebie.
Łatwo jest iść z kimś
chce się zwyciężać samego siebie,
chce się wędrować po nocy i wcześnie rano wychodzić
chce się jeść i karmić,
robić herbatę z goździkami i miodem.
Jest bezpieczniej.
A kiedy dochodzisz na miejsce
cieszysz się z wysiłku, i z odpoczynku.
A tak? Dziwnie smutno.
Pusto.
Może to ta zima.
Może to ciemność.
A kryzys dnia pierwszego.

sobota, 23 stycznia 2016

Czemu tak niewiele trzeba
By się zamknąć
A tak wiele
By się otworzyć

Jedna chwila
Złość
Smutek
Poczucie winy
Niechęć

I na koniec
Chęć końca
Swojego

Jak to odwrócić?
Jak odbudować zaufanie
Swoje
Czyjeś

Kiedy nawet się nie chce

Ale tylko to pozwala
Żyć dalej







A może i nie

niedziela, 13 grudnia 2015

Bez ciebie

Nie mogę bez ciebie żyć.
Nie mogę się bez ciebie obejść.
Coraz trudniej mi się bez ciebie obejść.

Znane słowa. Frazesy, zasłyszane w filmach.
Przyszły jej do głowy, ale jakoś nie pasowały.
Nie mogę żyć? No cóż, zasadniczo mogła, zawał serca jest mało prawdopodobny, myślała. Jeśli już, to mogłaby nie chcieć żyć, ale o dziwo chciała.
Nie mogę się obejść? No cóż, mogła, może coś by nie działało, gorzej funkcjonowało, a może sama by wtedy ruszyła głową, ale tak czy inaczej, dałoby się. Skoro od 5 tygodni dawała radę obywać się bez prysznica z ciepłą wodą, to i inne sprawy powinny być znośne.
Coraz trudniej mi się bez ciebie obejść? Nie. Raczej: dobrze było jej obywać się z życiowymi sprawami z kimś. Dopuszczać go. Być wdzięczną. Ale też autonomiczną. Gdyby było jej coraz trudniej być samej, to by znaczyło, że rezygnuje ze swoich kompetencji, umiejętności, niezależności, zaradności. Że nie może pozostawać sama i sobie ufać. A mogła, zasadniczo.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Tam

Wytężam wzrok
Aż za horyzont
Napinam mięśnie do granic
Szeroko otwieram
Mrużę oczy

Co jest tam?
Daleko, hen za
Tu i teraz

Piękne ornamenty zielenieją
Pleśnią, zieją
Pustką.
Pigmenty kruszą się
I odpadają

Pył i gruz
Zakrywają obraz

Spójrz za horyzont
Czeka na ciebie
Nic

wtorek, 17 listopada 2015

Przyjaciółko

Samotna Pani

Jak miło witam cię
Herbaty? Kawy?
Czego sobie życzysz?

Ach tak mnie
No nie wiem
Wyglądasz tak sympatycznie
I chcesz
Mnie

Dobrze, wejdź rozgość się
Chyba się znamy, skąd?
Nie wiem, spotkałyśmy się już
Na pewno

Wiem, jak masz na imię
Wiem, zaniedbałam cię
Stara przyjaciółko

Myślałam, że zniknęłaś,
Ale ty jesteś wierna
Wybacz
Zawsze mogę na ciebie liczyć

Jesteś gdy płaczę
Gdy rozmawiam z ludźmi
Gdy jestem z Nim,
Gdy jestem sama
Gdy gotuję, jadę pociągiem, czytam, piszę
Z Tobą wznoszę toast
Lampką wina po ciężkim dniu

Zawsze obecna
Jedyna, swojska,
Nieskończona

Samotności

piątek, 13 listopada 2015

Życie

Egzystowała na uczelni. To najlepsze słowo. Egzystowała.

Wśród dwudziestu - kilku dziewczyn.

Siedziała między nimi.

Gwar spomiędzy nich przedostawał się i do jej uszu i umysłu. Gwar radosny, poufny. Kilka grupek, trzymających się ze sobą już od dawna. Kilka osób, które życzliwie się do niej odnosiły, ale to wszystko. I nie tym razem.

Siedziała obok. Poza tym.

Mignęło jej przez myśl, że kurczę, reszta koleżanek ma relacje w tej grupie, a ona nie. Na moment cień zakrył jej umysł.

A potem poszedł dalej. Bo i ona miała gdzie iść dalej. Miała życie. MIAŁA ŻYCIE. Kto by pomyślał, że ona może mieć życie, czy raczej ŻYĆ, pełną piersią. A jednak.

sobota, 7 listopada 2015

Szyby brzęczą od przejeżdżających samochodów. Przez wysokie na 3 metry okna nic nie widać, tylko ciemność. Już noc.

Siedzi z książką, machinalnie przewracając strony. Przesuwa wzrok po ciągach liter, nie rozumiejąc w jakie wyrazy się składają.

Jest daleko od siebie. Klatka piersiowa wgniotła się w tył, kręgosłup opadł bezwładnie. Leży teraz na podłodze jak porzucony kabel.

Serce bije z oddali. Płuca pompują powietrze bez tlenu.

Kartki szeleszczą. Bezużytecznie.


Ból powrócił.