Wytężam wzrok
Aż za horyzont
Napinam mięśnie do granic
Szeroko otwieram
Mrużę oczy
Co jest tam?
Daleko, hen za
Tu i teraz
Piękne ornamenty zielenieją
Pleśnią, zieją
Pustką.
Pigmenty kruszą się
I odpadają
Pył i gruz
Zakrywają obraz
Spójrz za horyzont
Czeka na ciebie
Nic
poniedziałek, 23 listopada 2015
wtorek, 17 listopada 2015
Przyjaciółko
Samotna Pani
Jak miło witam cię
Herbaty? Kawy?
Czego sobie życzysz?
Ach tak mnie
No nie wiem
Wyglądasz tak sympatycznie
I chcesz
Mnie
Dobrze, wejdź rozgość się
Chyba się znamy, skąd?
Nie wiem, spotkałyśmy się już
Na pewno
Wiem, jak masz na imię
Wiem, zaniedbałam cię
Stara przyjaciółko
Myślałam, że zniknęłaś,
Ale ty jesteś wierna
Wybacz
Zawsze mogę na ciebie liczyć
Jesteś gdy płaczę
Gdy rozmawiam z ludźmi
Gdy jestem z Nim,
Gdy jestem sama
Gdy gotuję, jadę pociągiem, czytam, piszę
Z Tobą wznoszę toast
Lampką wina po ciężkim dniu
Zawsze obecna
Jedyna, swojska,
Nieskończona
Samotności
Jak miło witam cię
Herbaty? Kawy?
Czego sobie życzysz?
Ach tak mnie
No nie wiem
Wyglądasz tak sympatycznie
I chcesz
Mnie
Dobrze, wejdź rozgość się
Chyba się znamy, skąd?
Nie wiem, spotkałyśmy się już
Na pewno
Wiem, jak masz na imię
Wiem, zaniedbałam cię
Stara przyjaciółko
Myślałam, że zniknęłaś,
Ale ty jesteś wierna
Wybacz
Zawsze mogę na ciebie liczyć
Jesteś gdy płaczę
Gdy rozmawiam z ludźmi
Gdy jestem z Nim,
Gdy jestem sama
Gdy gotuję, jadę pociągiem, czytam, piszę
Z Tobą wznoszę toast
Lampką wina po ciężkim dniu
Zawsze obecna
Jedyna, swojska,
Nieskończona
Samotności
piątek, 13 listopada 2015
Życie
Egzystowała na uczelni. To najlepsze słowo. Egzystowała.
Wśród dwudziestu - kilku dziewczyn.
Siedziała między nimi.
Gwar spomiędzy nich przedostawał się i do jej uszu i umysłu. Gwar radosny, poufny. Kilka grupek, trzymających się ze sobą już od dawna. Kilka osób, które życzliwie się do niej odnosiły, ale to wszystko. I nie tym razem.
Siedziała obok. Poza tym.
Mignęło jej przez myśl, że kurczę, reszta koleżanek ma relacje w tej grupie, a ona nie. Na moment cień zakrył jej umysł.
A potem poszedł dalej. Bo i ona miała gdzie iść dalej. Miała życie. MIAŁA ŻYCIE. Kto by pomyślał, że ona może mieć życie, czy raczej ŻYĆ, pełną piersią. A jednak.
Wśród dwudziestu - kilku dziewczyn.
Siedziała między nimi.
Gwar spomiędzy nich przedostawał się i do jej uszu i umysłu. Gwar radosny, poufny. Kilka grupek, trzymających się ze sobą już od dawna. Kilka osób, które życzliwie się do niej odnosiły, ale to wszystko. I nie tym razem.
Siedziała obok. Poza tym.
Mignęło jej przez myśl, że kurczę, reszta koleżanek ma relacje w tej grupie, a ona nie. Na moment cień zakrył jej umysł.
A potem poszedł dalej. Bo i ona miała gdzie iść dalej. Miała życie. MIAŁA ŻYCIE. Kto by pomyślał, że ona może mieć życie, czy raczej ŻYĆ, pełną piersią. A jednak.
sobota, 7 listopada 2015
Szyby brzęczą od przejeżdżających samochodów. Przez wysokie na 3 metry okna nic nie widać, tylko ciemność. Już noc.
Siedzi z książką, machinalnie przewracając strony. Przesuwa wzrok po ciągach liter, nie rozumiejąc w jakie wyrazy się składają.
Jest daleko od siebie. Klatka piersiowa wgniotła się w tył, kręgosłup opadł bezwładnie. Leży teraz na podłodze jak porzucony kabel.
Serce bije z oddali. Płuca pompują powietrze bez tlenu.
Kartki szeleszczą. Bezużytecznie.
Ból powrócił.
Siedzi z książką, machinalnie przewracając strony. Przesuwa wzrok po ciągach liter, nie rozumiejąc w jakie wyrazy się składają.
Jest daleko od siebie. Klatka piersiowa wgniotła się w tył, kręgosłup opadł bezwładnie. Leży teraz na podłodze jak porzucony kabel.
Serce bije z oddali. Płuca pompują powietrze bez tlenu.
Kartki szeleszczą. Bezużytecznie.
Ból powrócił.
Subskrybuj:
Posty (Atom)