Mijał już drugi dzień terapii. Jak na razie czuła, że idzie do przodu. Widziała różnice między tym, co było dwa lata wcześniej a tym, jak było teraz. Nie była na szarym końcu, zyskała sporo pewności siebie. Ludzie inaczej ją postrzegali, to dawało siłę. Realizowała plan... Może nie plan, ale jakąś normę dzienną, która ją satysfakcjonowała. Poprzedniego dnia ruszyła kwestię poczucia winy w związku z 2letnim opóźnieniem w nauce. Ciągle to we niej siedziało. Rozum łapie zmianę myślenia, a serce nadal to samo. Jest uparte..! Nie umiała sobie wybaczyć. Może dlatego się z tym borykała, bo nie przebaczyła. Nie pokazała sercu drogi. Jak ma zmienić kierunek bez drogowskazu? Skąd ma wiedzieć: dokąd? Nie była jeszcze gotowa by to zrobić. Nie tak ot. Bo serce tego nie zarejestruje.
Ten dzień upłynął pod znakiem relacji damsko-męskich. To był dla niej bardzo trudny temat. Ciągle nie umiała siebie zaakceptować, czuła się nieatrakcyjna i nie dość dobra dla facetów, którzy mieścili się w jej sicie. Dotąd miała tendencje do użalania się na swój los. Nie szukała winy na zewnątrz, w facetach, ale tez nie miała poczucia, ze to ona coś robi źle, jakoś specjalnie. Teraz już wiedziała, że ma do tego złe podejście - ambicjonalne. To, czy zdobędzie chłopaka miało potwierdzić jej wartość jako kobiety. Uzależniała się od tego, czy umie zdobyć. To trudne, niezbyt chwalebne podejście, ale sądziła, że uświadomienie sobie własnych pobudek już jest krokiem naprzód.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz