wtorek, 27 kwietnia 2010

Realizując zalecenia, z nadzieją

W Krakowie zalecali, by ok 2-3 miesiące po wyjściu podjąć zwykłą terapię. Właśnie to zrobiła! Nie obyło się bez strachów i obaw itd.: kim będzie nowy terapeuta, czy się z nim dogada, zaufa. Była po pierwszym spotkaniu, i - była dobrej myśli.

Wróciłam do miejsca, w którym zaczynała. Obiecano jej, że kogoś jej znajdą. I rzeczywiście, niedługo potem zadzwoniła do niej jakaś kobieta - nie znała jej, chyba nowa. W ogóle była zdziwiona, że terapeuta może zadzwonić do pacjenta, dotąd wyglądało to tak, że pacjent musi się o wszystko martwić, choćby go to przerastało. 

Po spotkaniu była dobrej myśli - terapeutka okazała się zupełnie kimś innym, niż terapeuta z Krakowa - była żywa, reagująca, MÓWIĄCA. Skłaniała do zaufania, zwierzenia się z tego co najtrudniejsze, podzielenia się z wspomnieniami, których wolałaby nie ruszać ale wiedziała, że trzeba. 
Starała się nie entuzjazmować. Ale była dobrej myśli - a to już chyba połowa sukcesu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz