poniedziałek, 30 czerwca 2014

Powrót do domu rodzinnego oznaczał jedno. Płacz i zgrzytanie zębów.
W zasadzie była zaskoczona, ale czuła się tam STRASZNIE. Nawet nie tam, bo już w pociągu nie mogła powstrzymać łez.
Powrót w miejsca z dzieciństwa, do ludzi, z których żaden nie był dla niej przyjacielem, ani nawet kumplem. Będzie skazana na rodziców i młodsze rodzeństwo, już bez siostry, dzięki której tyle przetrwała. Miała takie poczucie, jakby budziły się wszystkie dawno uśpione demony, i opanowywały jej głowę, i nie pozwalały oddychać, i wysysały każdą kroplę radości.
Musiała żyć. Niezbyt przyjemna perspektywa. Ludzie mają sens w życiu, jakiś cel. Jej celem było nie zabić się, bo nie wolno.
Pułapki, codzienne, tygodniowe, miesięczne, roczne, wieczne pułapki życiowe, z których nie ma wyjścia. Gdy wszyscy oczekują, że będzie normalna, ułożona, rozsądna, szczęśliwa. A ona jest zmartwiona, nieszczęśliwa, zagubiona, zdezorientowana i nade wszystko zmęczona ciągłą walką. Bez przerwy. Bez chwili wytchnienia, by móc chociażby poświęcić się innym. To jest przekleństwo, które nie wiedząc o tym wzięła na siebie. Zobaczymy, jak daleko dojdzie.

wtorek, 24 czerwca 2014

Delete


Chciała skasować myśl i zapowiedź, że będzie lepiej.

Bo nie było.

To znaczy, czasem nie było, a czasem było. Czyli tak naprawdę bez większych zmian, poza tą, że, upraszczając, wiedziała, że nie może się zabić, bo to nie ona dysponuje swoim życiem.

Poza tym nie było zmian, a pod pewnymi względami było nawet gorzej.

Ale jej "przyjaciele" o tym nie wiedzieli, więc ciii... ani słowa. Taktyka godna nagrody darwina, ale przynajmniej ograniczająca poczucie upokorzenia. Taktyka zupełnie zgodna z osobowością unikającą.


Starała się zaktywizować. Tu festiwal, tu warsztaty, śpiewała, czyli robiła to, co kochała. Wyjeżdżała, załatwiała wszystko samodzielnie. Właśnie. Samodzielnie. Sama. Sama. Sama.
Płakała sama.
Spędzała czas sama.
Uczyła się sama.
Jadła sama.

Jest Bóg, tak. Ale to trochę nierealna dla niej postać. Istniejąca, ale krytyczna, a nie kochająca. Trudno się wierzy z takim przeświadczeniem. I trudno się żyje. Bo to ostatnia Osoba, na którą może... mogła... chciała móc liczyć.