poniedziałek, 5 lipca 2010

Bieszczady vol.2

Znów jechała w Bieszczady, na turnus terapeutyczny. Po co? To chyba taka forma sprawdzenia się. Jak bardzo będzie się ten wyjazd różnił od tamtego? Czy rzeczywiście się zmieniła, i na ile jest to trwałe?
Dopiero jechała pociągiem, a już czuła, że ma problemy towarzyskie. Poziom lęku i niepewności gwałtownie skakał, huśtawka. Czy ją zaakceptują? Czy znów będzie żebrać o uwagę? Chciała doświadczyć tego, że to ktoś chce się ze nią przyjaźnić. Trudno jej było uwierzyć trwale w swoją wartość, jeśli nie otrzymała potwierdzenia tego ze strony innych. Mama, brat, ciotka... To nie jest czysta gra, są jakieś hamulce i przyzwyczajenia. Dopiero obca osoba, bez zobowiązań społecznych, się liczy. Tylko czy rzeczywiście to jej pomoże? Mówi się, że nie można wziąć z zewnątrz czegoś, jeśli w środku tego nie ma. Ale jeśli coś jest, taka mała roślinka, a z zewnątrz potrzebuje tylko nawozu? Jeśli jej poczucie wartości to biegacz, a opinia z zewnątrz to wystrzał z pistoletu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz