Chciała mieć jakiś cel, wymierne efekty działań, możliwość ich zmierzenia. Albo inaczej: szukała potwierdzenia, że sens, który ona widzi, jest dostrzegany również przez innych. Jej własne, rodzone- wieczne porównywanie, odnoszenie do innych, zasługiwanie na uwagę było oczywiście momentami dość kłopotliwe i utrudniało jej życie, może powinna robić coś bardziej dla siebie? Jednak musiała dla innych, bo potrzebowała usłyszeć: to dobrze, że to/ tak robisz. Z jednej strony to ciągła potrzeba akceptacji, z drugiej chyba też zdroworozsądkowe podejście, by nie zagubić się w bezsensownych działaniach.
Powoli odchodziła od modelu, gdy krytyka jednej osoby powodowała koniec świata. Ale usłyszeć słowa "dobrze robisz"- bezcenne. Dzięki nim to co robiła - nie, nie nabierało sensu, bo sens już był, ale stawał się on bardziej wyraźny, barwniejszy.
Słowa "doceniam", "podziwiam", "lubię w Tobie", "jest ok", "dziękuję"- tak proste, ile kosztuje wypowiedzenie ich? Czemu tak ciężko przechodzą przez gardło tylu ludziom? Nieraz zapomniane, a przecież mogą rozświetlić pochmurny poranek, mogą rozniecić iskrę, pomóc... O ile świat byłby lepszy, gdybyśmy potrafili je wypowiadać- i o ile, gdybyśmy też potrafili je przyjąć..?
Zostawiaj komentarze. Jeśli nie tu, to w notatniku, w pamięci. Chcę to wszystko wiedzieć. Wszystko.
OdpowiedzUsuń