Mijały kolejne godziny wakacji... Traciła już rachubę, który to dzień? Czas niezauważalnie prześlizgiwał się przez palce. Nawet jej to odpowiadało, powiedzmy. Wiadomo, wolałaby rozróżniać dni dzięki spotkaniom z ludźmi, jakimś ciekawym, różnym zajęciom. Ale nie spinała się. To jej naczelna zasada: po co niepotrzebnie zużywać energię na martwienie się, buntowanie etc.
Wyrosła już ze spędzania czasu z mamą. Nie bawiło jej to. Było na swój sposób cenne, ale nie wystarczające. Chciała się sprawdzić w relacjach równych, jednoznacznych, nie zdeterminowanych więzami rodzinnymi. Może gdyby jej rodzina była zdrowsza... Jednak tu każdy był jakoś uzależniony od kogoś innego, miał jakieś metody, wyobrażenia, schematy działania. Powinności.
Pewnego dnia doszła do wniosku, że trudności, jakie napotyka w relacji z mamą, jej konflikt wewnętrzny, to nic innego jak dylemat. Dylemat: czy ma zastąpić jej męża: dać oparcie, wysłuchać, wynagrodzić to, co z nim przeszła, czy może być Dzieckiem. Kiedy mama chce się wyżalić, wygadać, wylać emocje, które w niej kipią - jak zareagować? Mogła pomóc jej albo obronić siebie.
Jedną z rzeczy których nie lubiła w sobie było przejmowanie cudzych emocji. Taka skrzywiona empatia. Zamiast rozumieć czyjeś uczucia i na nie reagować, ona je absorbowała. Czyli to nie było na przykład współczucie, tylko uczucie beznadziejności i przymus pomocy.
Ale może to też był jakiś Sposób.
Z ojcem była inna sprawa. Uderzając w mamę, uderzał w całą rodzinę. Naczynia połączone. A to znaczy, że uderzał też we nią, do czego długo nie chciała się przyznać. Jak rozwiązać problem, do którego nie chce się przyznać, któremu się zaprzecza? A przecież zaprzeczanie go nie wymaże, nie sprawi, że zniknie. Podświadomość dalej funkcjonowała. Radziła sobie jak umiała - np: zmuszała do rozwiązania tego problemu jako problemu kogoś. Łatwo jest doradzać innym jak wychować dziecko, ciężej zrobić to ze swoim "wewnętrznym". Ale czasem... można w ten sposób pomóc i sobie. Przygotować się do ostatecznego starcia.
Twarzą w twarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz