poniedziałek, 30 maja 2011

"Kocham cię"


Co powinna dawać matka?
Wsparcie, jakie, no emocjonalne, czyli żeby to pokazać to co ma wyrazić?
No uczucia.
Czyli co ma m.in. powiedzieć?
Magiczne 2 słowa: kocham cię.

Nie znosiła tych słów. To hipokryzja w czystej postaci.
Brzmiały sucho, pachniały plastikiem i kiepsko ukrywaną interesownością.
Jeszcze takie macierzyńskie kocham cię to mały pikuś, powiedzmy przejdzie czasem, jako miłość własna, bo w końcu dziecko z matki się bierze.
Ale faceta który to mówi nie wyobrażała sobie nijak. No jak, gdzie? Co za pomysł!

Według jej mózgu faceci nie kochają, nie czują. To było po prostu jej krzywe zwierciadło. Trochę mocno krzywe. Dziwne.

Ale koniec końców, jak mogła postrzegać takie kocham cię? Dla niej nigdy nie miało głębi...
Od matki słyszała te słowa rzadko, i raczej sądziła, że słyszałam, bo konkretnej sytuacji nie pamiętała; myślała, że mówiła, to możliwe. Ojciec nigdy tego nie powiedział. Nawet w liście który jej przekazał po próbie "s" nie było o tym mowy. Tylko rady, pouczenia, takie podejście naukowe. Żadnych uczuć.
Ojciec mówił mamie kocham cię tylko na pokaz, żeby dzieci myślały, że coś między nimi jest. Ale nie przytulali się, nie całowali, zresztą o czym tu mówić, skoro nawet niewiele rozmawiali...

Jak miała teraz wejść w dorosłe życie, w związki? Tak jej się teraz wydawało, że nie ma co się dziwić że tyle czasu jest sama. Z jednej strony się starała, ale z drugiej - nawet nie wiedziała do końca o co? I czy naprawdę tego chce? Bo wszyscy chcą, a przynajmniej zdecydowana większość? To chyba za mało.

Chciała powiedzieć tylko, że jest jej smutno. Po prostu.
Szukała prowiantu na drogę, ale plecak był pusty.
Szukała pozytywów we wspomnieniach, a czasem po prostu ich brak...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz