niedziela, 20 listopada 2011

Wszystko się zmienia, coś jest, a później tego nie ma...


To był bardzo dziwny okres, jak dla niej. Bogaty. Obfity w wydarzenia. Przewracający jej światopogląd do góry nogami. Ciągle weryfikowała swoje dotychczasowe sądy o rzeczywistości, i przekonywała się, jak niewiele wie. Oraz, że prawdopodobnie dużo więcej się nie dowie, a przynajmniej nie będzie to wiedza absolutna. Że nie ma takich przemyśleń i opinii, które sprawdzają się zawsze i wszędzie. Ideały są fajne i czynią człowieka lepszym, ale też narażają na rozczarowania.
Chwilami miała wątpliwości, czy tę skondensowaną wiedzę, wir wydarzeń w jaki została rzucona, uda jej się okiełznać i poukładać w szufladki. Jak to się mówi - ogarnąć. Na ile rzucające nią emocje ją wzbogacą, a na ile wyczerpią. Bo jak twierdziła jej siostra, miała teraz bardzo przewidywalne stany - 24 godzinne fazy dołka i górki. Regularnie. Ale co dziwne, chociaż huśtawka emocji to jej znak rozpoznawalny i objaw z którym walczyła od lat, obecna sytuacja jakoś jej nie przygnębiła, raczej - bawiła. Przewidywała, że w przeciwieństwie do tych poprzednich, może przynieść interesujące owoce.

Wiedziała że ciągle nie jest "zdrowa". Nadal nie do końca czuła się kobietą, nie czuła, że może być kobieca, że jest..? Całą sprawę utrudniało jej trochę właśnie jej zaburzenie. Przezwyciężenie postawy "chcę żebyś mnie polubił, ale i tak wiem że mnie znienawidzisz" nie jest proste. Ale - nikt nie powiedział, że będzie prosto. Poza tym, może chwilowo, z racji górki, miała wiarę właśnie. Że tak.
Tyle już za nią... z tym co nadchodzi też da sobie radę. Sobie - z innymi. Bo miała takie osoby, które sprowadzały ją na dobrą, racjonalną drogę, wspierały jak mogły, dawały wytchnienie i dzieliły się tym, co same doświadczyły. I nie pozwalały się wycofać.
Co mogła jeszcze powiedzieć? Może to, że mały promyk zaczął się tlić...
Takie mikro światełko optymizmu, wiary - że ma wartość.
I kiedyś ktoś się na tym pozna.
Ktoś zwyczajnie wyjątkowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz