Przejechała się znów na schemacie zachowania wobec nowo-poznanego-mężczyzny. Nie wiedziała, skąd to ma - irracjonalnie szybkie i silne zaangażowanie emocjonalne. Czuła, że to nie jest prawidłowe, tylko niszczące, bo właściwie nie ma szans na happy end. Po wczorajszym spotkaniu ze znajomymi miała wrażenie jakby ją ktoś rozpruł. Najgorsze było to, że tym kimś była ona sama.
Jak to powiedział jej przyjaciel "foczki trzeba oswajać". Żeby tylko istniał ktoś gotów się tego podjąć. Wiedziała, że sama powinna wykonać jakąś pracę - żeby te emocje nie miały charakteru czarno-białego, albo mega blisko, albo byle najdalej. W tym drugim była mistrzem - cytując wyżej wspomnianego kolegę "panią niewidzialną", uciekającym kurczakiem. Starała się, ale brak wiedzy kim jest mężczyzna, jak działa, a z drugiej niemal równie wielkie braki w postrzeganiu siebie jako kobiety, mocno hamują postępy.
Na ten moment, po 3 godzinach snu i mnóstwie wylanych łez, była zniechęcona sobą. Jakoś nie miała nadziei, nie miała pomysłu na Jutro, na to kim być, jak zdobywać szczęście bez tej drugiej osoby obok, i czy jest to możliwe.
Była introwertyczką, to chyba żadna nowość. Może na tym traciła, niknąc w towarzystwie. Nieśmiałość i wstyd bywa zabójczy, nie pozwala ryzykować i realizować pragnień. Bycie tłem to żadna przyjemność.
Nie chciała błagać o uwagę, o bliskość, zrozumienie. Jedyny znany jej sposób na to to kompletne wycofanie.
Poległa w starciu ze sobą.
Poległa w starciu ze sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz