wtorek, 24 czerwca 2014
Delete
Chciała skasować myśl i zapowiedź, że będzie lepiej.
Bo nie było.
To znaczy, czasem nie było, a czasem było. Czyli tak naprawdę bez większych zmian, poza tą, że, upraszczając, wiedziała, że nie może się zabić, bo to nie ona dysponuje swoim życiem.
Poza tym nie było zmian, a pod pewnymi względami było nawet gorzej.
Ale jej "przyjaciele" o tym nie wiedzieli, więc ciii... ani słowa. Taktyka godna nagrody darwina, ale przynajmniej ograniczająca poczucie upokorzenia. Taktyka zupełnie zgodna z osobowością unikającą.
Starała się zaktywizować. Tu festiwal, tu warsztaty, śpiewała, czyli robiła to, co kochała. Wyjeżdżała, załatwiała wszystko samodzielnie. Właśnie. Samodzielnie. Sama. Sama. Sama.
Płakała sama.
Spędzała czas sama.
Uczyła się sama.
Jadła sama.
Jest Bóg, tak. Ale to trochę nierealna dla niej postać. Istniejąca, ale krytyczna, a nie kochająca. Trudno się wierzy z takim przeświadczeniem. I trudno się żyje. Bo to ostatnia Osoba, na którą może... mogła... chciała móc liczyć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz