wtorek, 7 września 2010
Kula cebula
Momentami widziała, że ma to sens. Jaki? W perspektywie zawsze przewijało się... marzenie. Pragnienie kochania i bycia kochaną. Jak chyba u każdego. Nawet jeśli nieświadomie, dążyła do związku, do dojrzałości w związku. Jako główną przeszkodę uważała siebie w tym sensie, że jej nie można pokochać. Była zbyt gruba, zbyt głupia, dziecinna, krótko mówiąc nieatrakcyjna w każdym możliwym punkcie. A problem okazał się wielowarstwowy, jak to było w Shreku, jak tort albo cebula. Pod jedną warstwą, zdjętą wzmocnieniem poczucia wartości, dietą, pracą i rozmaitymi innymi zabiegami, okazała się stokroć gorsza... Gorsza? Może nie gorsza. Ale trudniejsza, rozbrajająca. Stawała przed nią, próbowała skonfrontować, rozgryźć, cokolwiek- i ręce jej opadały, zderzała się ze ścianą. Bo to ona nie pozwalała się pokochać...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz