wtorek, 24 kwietnia 2012

B jak Beethoven i jak bezsilność

Tyle terapii... Tyle nadziei..
Chciała, żeby blog służył tym, którzy się zabłąkali.
Wierzyła, że jej droga będzie miała szczęśliwe zakończenie.

Łza skapnęła do zielonej herbaty.
Ludwig van Beethoven rozbrzmiewał na skrzyżowaniu fal z głośników. Skrzyżowaniu w jej głowie.

I nie wzruszało jej już nic.
Sporządzała mentalne notatki - wykaz znajomości i tego, co się z nimi stało, a raczej - co z nimi zrobiła.
Terapia dała jej właśnie tyle, że miała mgliste pojęcie, że przyczyną może być ona. Pewnie najczęściej tak było. Przyczyną czego? Ano, rozpadu. Zmęczenia.
Cholerne zaburzenie organizacji osobowości, NIENAWIDZIŁA GO. Miała tyle woli walki, chęci zmiany, a tu ciągle te schematy, których nie wychwytywała, dotrzegała dopiero skutki.
Na tym koniec.
Nie miała pomysłu.

Tak bardzo potrzebowała kontaktu i opieki. Ale - nie mogła o to poprosić. Nie mogła zostać zdemaskowana.

To wyglądało jak jakieś patologiczne bolero. Od początku do końca ten sam motyw. Zmiany w natężeniu i okolicznościach, ale... wiecznie to samo. Nie wiedziała jak odkształcić tę spiralę. Mądrości z zachowywaniem spokoju i wiary, z niepoddawaniem się, z nieuleganiem słabości i pesymitycznym myślom... Mądrości o Jasnej Stronie Mocy. Wiedziała, że są sensowne, ale... Wiedziała co, mniej więcej, tylko - JAK?
Rano, gdy próbuje się zacisnąć dłoń w pięść, można poczuć swego rodzaju niemoc. To właśnie to.

2 komentarze:

  1. Już dawno nie poczułam tak czyjegoś wpisu jak Twoje porównanie niemocy życiowej do prób zaciskania pięści w porannych godzinach. Aż mnie dreszcze przeszły.
    Piszesz tak jakby już nastało zakończenie, a przecież przed Tobą długa jeszcze droga, czy to źle? Nie.. masz czas, masz życie i szanse na happy end. Jesteś mądrą dziewczyną, studiujesz mądre kierunki :-), a,że masz problemy.. to (wybacz jeśli głupio zabrzmi)czyni Cię bardziej ludzką, intrygującą, ciekawszą i "głębszą" niż płytkość osób, które udają,że są alfą i omegą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy patrzę wprzód, nie widzę nic. Wiem, że być może "to też minie", ale jestem już tak wycieńczona, że mogłabym nie wstawać z łóżka. Nie wiem czy posiadanie problemów łączy się z cechami, z osobowością, ale na pewno - ze strasznym cierpieniem. Wolałabym żeby to był koniec...

    OdpowiedzUsuń