Nie ma już co mydlić oczu.
Ta chwila zbliża się milowymi krokami, i jestem na nią gotowa.
Dziewczyna
z wersalki już dawno jest poza nią. Nie musi się chować, kryć,
wstydzić, a jeśli nawet przychodzą chwile smutku i lęku - może się
schować gdzieś indziej, w swoich lub czyichś ramionach. Nie musi
zostawać wciąż i wciąż sama. Trzeba to zaakceptować. I trzeba, a może
raczej chcę, pozwolić jej odejść. Nie, nie zapomnę, tego się nie
zapomina, nawet nie chcę zapomnieć, bo to jak by nie było moje życie,
moja przeszłość, moje dzieje. Ale już czas, by odeszła. Bym mogła mówić
własnym głosem.
Dlaczego teraz?
Może
dlatego, że za około miesiąc skończy się kolejny etap mojego życia.
Praca magisterska na wykończeniu, obrona w ciągu miesiąca, związek w
rozkwicie, jako takie wiązanie końca z końcem. Jestem na wylocie -
wylocie w świat.
W wersalce raczej trudno się lata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz