Na koniec turnusu terapeutycznego w lipcu wszyscy dawali sobie informacje zwrotne. Myślała, że jest silna... Że umie wysłuchać krytyki. Nadal sądziła, że umie. Ale nie samej.
Informacje zwrotne polegały na tym, że mówili sobie dobre i złe rzeczy, jakie zauważyli, jakieś wzajemne spostrzeżenia.
Pojechała na ten turnus z zamiarem zrobienia czegoś ze sobą, swoim życiem. Próbowała, chociaż tam było to trudniejsze niż gdziekolwiek indziej. Widocznie próbowała za mało.
Liczyła się z tym, że usłyszy kilka uwag. Spodziewała się, jakie będą. Liczyła jednak na to, że ktoś spostrzeże we niej cokolwiek dobrego.
Ale rzeczywistość jest zaskakująca, niestety.
Nie umiała tego opisać. Ale świadomość, że nawet terapeutka nie dostrzegła, żeby cokolwiek zrobiła... chociaż tak się starała. Stwierdziła, że nie da się ze nią współpracować, że ocenia ludzi, że celowo łamie reguły (jakie reguły..?). Nie powiedziała nic dobrego
Nawet najdrobniejszej rzeczy.
Wtedy... wtedy poczuła to co czuje i teraz. Że jej działania nie mają sensu, są zdeterminowane, żeby były nieudane.
Coś w niej pękło. W czasie przerwy wiedziała, po co idzie do domku. Zwykle zostawała tam, gdzie była grupa, wtedy musiała pójść. Pamiętała to jak urywek filmu. Pokój, łazienka, ławki koło miejsca na ognisko. Krople deszczu. I jeszcze czegoś gęstszego. Była zdecydowana już nie wrócić do domu. Wiedziała, że nie można spóźniać się na grupę, ale nie sądziła, że będzie musiała się tłumaczyć. Że już nigdy, z niczego nie będzie musiała się tłumaczyć, bo przestanie istnieć. Myślała, że nie tym razem. Nie, nie myślała. Tylko marzyła. Ale była za słaba.
Tak, ktoś mógłby powiedzieć: ona nie ma problemów, tylko je sobie stwarza, użala się nad sobą i w sumie to nie ma depresji tylko za dużo czasu. Może. Ale była realistką: widziała rzeczy takie jakie są. Dobre też, aczkolwiek raczej nie u siebie. Jak mogła zobaczyć coś czego nie było?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz