Od dwóch tygodni była na oddziale w Krakowie.
Było ciężko.
Wbrew sobie musiała mówić, mówić, mówić...
Może wydaje się to zwyczajnym problemem, jeśli w ogóle można to uznać za kłopot.
Ale jej, która nigdy nie była specjalnie rozmowna, a na dodatek od jakiegoś czasu miała problemy z pamięcią, jawiło się to jako rzeczywiste wyzwanie.
Jak coś odpowiedzieć, gdy nie pamięta się tego, co przed chwilą powiedział rozmówca?
Ba, nie pamięta się nawet co samemu się rzekło?
Kiedy nie ma spontaniczności, wiary w to, że powie się coś interesującego?
Kiedy non stop włącza się wewnętrzny krytyk i mówi: tego nie wolno, tamtego nie wolno, to ewentualnie możesz powiedzieć, a nie, jednak nie.
A gorzej jeszcze, gdy nie ma tego krytyka, ale nad głową panuje wszechobecna pustka.
Pustka, która coś zasłania, przed czymś broni.
Pustka odcinająca dostęp do głębszych pokładów intelektu, emocji, uczuć.
Co miała robić?
Ta sytuacja wydawała jej się nie do pokonania. Ale może uda się nad tym zapanować, podobno byli już tu ludzie z podobnymi problemami, i w końcu się otwierali. Tylko czy akurat jej się uda, czy nie zostanie przedwcześnie wypisana, ze względu na brak postępów?
Oby nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz