niedziela, 17 stycznia 2010
Myśl przywrócona do życia
Został jej jeszcze 1 miesiąc w Krakowie, to stosunkowo mało w kontekście trwania całej, 24-tygodniowej terapii.
Problemy z pustką się skończyły z chwilą odstawienia neuroleptyków, pojawiły się za to kłopoty z utrzymaniem wagi - wróciła do stanu sprzed kuracji Zeldoxem.
Ale to już nie zaprzątało jej ciągle głowy.
Miała ciekawsze sprawy do przemyślenia.
To było niesamowite, jak tam można było nauczyć się myśleć, zyskać świadomość swoich zachowań, ich przyczyn i funkcji, i dzięki temu móc je kontrolować. Ten szpital był jedną z najlepszych decyzji, jakie podjęła. To, co wydawało się nieuchronne i niezmienne, okazało się w dużym stopniu zależne ode niej.
Miło jest uświadomić sobie, że można czymś świadomie sterować i zmieniać.
Chociaż i nieświadomość może być wygodna - robię coś, bo taka się urodziłam, nic na to nie poradzę - zwalnia od odpowiedzialności, ale niszczy prawdziwe życie, związki, postęp.
Teraz już to wiedziała. Czasami jeszcze przychodziło jej do głowy, że jednak wygodnie było mieć w domu etykietkę pacjentki psychiatrycznej: "nie dotykać, urażenie grozi samobójstwem", korzystać z opieki, patrzeć jak rodzina bezradnie miota się nie wiedząc, jaką postawę powinna wobec niej przyjąć.
Ale to nie ta droga.
Miała być dorosła - więc będzie. Mimo, że wiąże się to z wieloma niedogodnościami.
To, co mogła zyskać, było o wiele większe, ważniejsze, bardziej nęcące.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz