poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Welcome World


Od 2 miesięcy była w domu. Zetknięcie z rzeczywistością, zderzenie raczej, nie było łatwe, ale jakoś sobie radziła. Oczywiście co jakiś czas miała jakiś gorszy moment, ale to jej już nie załamywało.

Sytuacja formalna, w jakiej się znalazła, nie do końca jej odpowiadała: nie studiowała, nie mogła znaleźć pracy na stałe, właściwie była na utrzymaniu rodziców. Pracowała w weekendy, ale resztę tygodnia miała wolną; może komuś się wydawać że to wygodne, bynajmniej. Może po prostu nie potrafiła wykorzystać tego wolnego czasu w odpowiedni sposób, ale faktem było, że strasznie ją to męczyło. Może dlatego, kiedy zbliżał się weekend, zaczynała się cieszyć. Jechała do Warszawy, miała tam towarzystwo, mogła wyskoczyć gdzieś, do galerii czy coś. Mogła wtedy zakosztować wolności, którą utraciła 2 lata temu. W mieście rodzinnym się dusiła. Nie miała tu już znajomych, z którymi mogłaby się spotkać, za to mnóstwo takich, których nie wspominała najlepiej.

Praca jakiej się podjęła nie satysfakcjonowała jej jednak finansowo. Nie miała szans usamodzielnić się, właściwie to dorabiała raczej, niż zarabiała. Czuła się obciążeniem dla rodziny, a jednocześnie nie mogła tego zmienić. Dopiero od października miała znów podjąć studia, wtedy czymś będzie można tłumaczyć utrzymywanie przez rodziców. Swoją drogą istnieje przecież dużo ludzi, którym taki układ odpowiada. Zupełnie ich nie rozumiała.

Tak czy inaczej był na pewno jeden pozytyw tego, że siedziała w domu: miała czas do przemyśleń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz