We wtorek pożegnanie z Babcią. Ostatnie.
Pamiętała jak zmarł jej dziadek. Był wspaniałym człowiekiem, jedynym właściwie od strony ojca, który roztaczał ciepło - swojskość. Który traktował wnuki i jej mamę z nieudawaną serdecznością.
Z pogrzebu pamiętała tylko ciągłą nadzieję, że on się obudzi. Mówiła tacie, że gdyby nie był chłodzony, na pewno by żył. Ale nikt jej nie słuchał.
Wróciła teraz do tamtej sytuacji. Zmuszała się wtedy do płaczu nie dlatego, że nie było jej żal - tylko dlatego, że po prostu nie dotarł do niej fakt, że dziadka już nie ma.
Próbowała dociec, co teraz czuje.
Fakt, odkąd się dowiedziała miała dziwne skoki nastroju. Podobno oznaki żalu bywają różne - niektórzy płaczą, inni się śmieją. Ale coś jej się wydawało, że ten żal nie wygląda do końca tak, jak można by sądzić.
Bo jak tak obserwowała swoje myśli - okazywało się, że nie jest jej smutno, bo już Babci nie zobaczy. Bo z nią nie porozmawia. To nie jest poczucie braku.
To jest raczej: "Powinna była".
Nienawidziła mieć sobie coś do zarzucenia. Jeśli tylko istniało prawdopodobieństwo, iż ktoś mógłby się do czegoś we niej przyczepić - próbowała się tego pozbyć. Tyle że w takich sytuacjach niewiele można już zrobić. A ciągłe wyrzucanie sobie do niczego nie prowadzi.
Po prostu musiała wyciągnąć wnioski - "Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj".
Tylko teraz pytanie: czy tylko po to, by zaspokoić swoje potrzeby bycia ideałem, czy dla innych?
Ideałów nie ma... to My sami nie pozwalamy sobie na To, aby być Nie Idealnym. Bądź Sobą... ktoś kiedyś mi doradził, trudne... daje jednak wewnętrzny spokój.
OdpowiedzUsuń