czwartek, 24 czerwca 2010

Wyryte na skórze znaki

Wspomnienia mają zabójczą moc. Potrafią dopaść i trudno się z nich otrząsnąć. Przeszłość ciągnie się.


Jej normą było to, że bez przerwy zastanawiała się, co inni mogą myśleć. Jak ją oceniają, czy coś zrobiła dobrze, czy źle. Czy "ujdzie", czy "co za idiotka", czy co tam innego, do wyboru do koloru.
I tak też było we wtorek. Pogrzeb, jak wiadomo, to jedna z najlepszych okazji do obczajenia w rodzinie- kto, z kim, jak i co. Nie była na to przygotowana. Pojechała tam w sukience od siostry, sama nic czarnego nie miała. Czuła się w niej dobrze, kobieco. Ale sukienka ta miała rękaw 1/2.
Nie przykrywała przedramion. Ani lekkomyślnych śladów przeszłości.
A jej rodzina, ta od strony mamy, raczej nie marnotrawi energii na próbach zrozumienia. Co zobaczy, to idzie w obieg, ubarwione, zaprawione nutką (albo etiudą) cynizmu, złośliwości. I nie tylko jej mogło to zaszkodzić - ale jej bliskim. Rozgrywki między rodzeństwem mamy były dość konkretne. Wszelkie chwyty dozwolone, byleby udowodnić, że ktoś jest gorszy.
Przez cały dzień nie zdjęła kurtki.

Nie wierzyła, gdy ktoś mówił, że tego nie widać.
Była przeczulona, tak.

Kiedyś siostra powiedziała jej: "Po co się tniesz, skoro nawet nie robisz tego porządnie. Komu później pokażesz takie ręce, a jak będzie lato - będziesz wiecznie nosiła długi rękaw i spodnie minimum do kolan? Zobaczysz, będziesz żałowała"
I żałowała.
Choć widziała ręce gorsze od swoich, tak naprawdę jej to pikuś. Ale co z tego? Ona miała porównanie, ona widziała ręce prawie odarte ze skóry, z kreską przy kresce, od nadgarstka do łokcia. Inni nie widzieli.

Wszystko mija, i nadchodzi czas weryfikacji działań, czas powrotu do normalności. A pewne rzeczy, działania - są nieodwracalne i brzemienne w skutki. Czasem to trudne, powstrzymać się - ale jest to możliwe. I najlepsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz