Zastanawiała się, kto wymyślił barwy, skąd się wzięły
Jako dziecko lubiła bawić się w określanie kolorów liter, imion, wyrazów w ogóle. R jest pomarańczowe, M niebieskie, L szare, N zielone... spierała się z siostrą, ona widziała inaczej. Dla niej M było czerwone, nie wiedzieć czemu. Ostatnio o tym rozmawiała z siostrą, i okazało się, że po prostu były takie magnesy na lodówkę, litery, w różnych kolorach. Że to dlatego. Być może.
Barwy są wszędzie.
Obserwowała emocje, które się w niej pojawiały. Jaka jest ich faktura, balans kolorów, kontrast, ostrość. Bo nie umiała ich nazwać: smutek, złość, radość, lęk - to tak mało konkretne, tak niewiele wyraża, w rzeczywistości jest inaczej. U niej smutek, złość i poczucie beznadziei były niemal nierozłączne. Błękitny smutek, złość w kolorze khaki, bordowa beznadzieja - a wychodzi fotografia jakby spłowiała, prawie czarno - biała, ale szara...
Czasem tylko, gdy te uczucia były silne, przez chwilę, parę minut, godzinę- wszystko płonęło. A potem zamieniało się w wodę, przypływy i dopływy, fale na brzegu.
I muzyka też miała kolory. Dźwięki w ogóle. Nie były bezbarwne, były półprzezroczyste. Ale to zależało od instrumentu, wysokości, wielości. No i barwa głosu... ktoś to tak nazwał przecież, chyba nie bez powodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz