niedziela, 27 czerwca 2010

Wyjaśnij mi swoją samotność

Było to przytłaczające nieco. Bycie samemu.
Kiedy nie ma osoby, której można powiedzieć WSZYSTKO.
Nie ma kogoś, przy kim można poczuć się naprawdę bezpiecznie.

Tak już miała, że wierzyła w naturalną dobroć ludzi. Że każdy dąży do tego, by być dobrym, zwraca uwagę na to czy kogoś rani, i nie chce tego.
I mimo tylu już dowodów na to, że tak nie jest, nie musi być, ciągle waliła głową w mur.
Po co?
Sama nie wiedziała. Złudzenia... Pesymiści są nielubiani - ale jak zachować realizm, nie mówiąc o optymizmie, gdy świat uparcie zaprzecza jego sensowi?
Starała się myśleć, że tak nie zawsze musi być.
Młodsza siostra zmajstrowała jej ostatnio takie dzieło:
Zatytułowała je "Każda potwora znajdzie swego amatora". Czy to było myślenie życzeniowe? Żeby starsza siostra wreszcie kogoś znalazła, uwierzyła, że nie musi być sama?

Chodziła na terapię. Uczyła się wierzyć w siebie. Dochodziła do różnych wniosków.
Wcześniej całą winę zwalała na swój wygląd. Od czasu gimnazjum uważała się za grubaskę, nawet kiedy obiektywnie nią nie była. Myślała: "Znam swoją wartość - nie jestem głupia, łapię w szkole niemal wszystko, inteligencja jest, jestem miła - tylko nikt się na tym nie pozna, bo jak tu rozmawiać z kimś kto TAK wygląda?"
Teraz zaczynała dostrzegać w sobie kobietę, zalety aparycji, też, było ich trochę. Ocena 4+ w porywach do 5.
Ale faceta na horyzoncie jakoś nie mogła wypatrzyć, choć aż takiej wady wzroku nie miała.
Dlaczego?
Odpowiedź sama się narzucała: skoro nie jest brzydka, to chyba po prostu - głupia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz