Kiedy nie ma osoby, której można powiedzieć WSZYSTKO.
Nie ma kogoś, przy kim można poczuć się naprawdę bezpiecznie.
Tak już miała, że wierzyła w naturalną dobroć ludzi. Że każdy dąży do tego, by być dobrym, zwraca uwagę na to czy kogoś rani, i nie chce tego.
I mimo tylu już dowodów na to, że tak nie jest, nie musi być, ciągle waliła głową w mur.
Po co?
Sama nie wiedziała. Złudzenia... Pesymiści są nielubiani - ale jak zachować realizm, nie mówiąc o optymizmie, gdy świat uparcie zaprzecza jego sensowi?
Starała się myśleć, że tak nie zawsze musi być.
Młodsza siostra zmajstrowała jej ostatnio takie dzieło:
Zatytułowała je "Każda potwora znajdzie swego amatora". Czy to było myślenie życzeniowe? Żeby starsza siostra wreszcie kogoś znalazła, uwierzyła, że nie musi być sama?Chodziła na terapię. Uczyła się wierzyć w siebie. Dochodziła do różnych wniosków.
Wcześniej całą winę zwalała na swój wygląd. Od czasu gimnazjum uważała się za grubaskę, nawet kiedy obiektywnie nią nie była. Myślała: "Znam swoją wartość - nie jestem głupia, łapię w szkole niemal wszystko, inteligencja jest, jestem miła - tylko nikt się na tym nie pozna, bo jak tu rozmawiać z kimś kto TAK wygląda?"
Teraz zaczynała dostrzegać w sobie kobietę, zalety aparycji, też, było ich trochę. Ocena 4+ w porywach do 5.
Ale faceta na horyzoncie jakoś nie mogła wypatrzyć, choć aż takiej wady wzroku nie miała.
Dlaczego?
Odpowiedź sama się narzucała: skoro nie jest brzydka, to chyba po prostu - głupia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz