czwartek, 26 sierpnia 2010

Obroń mnie, nie umiem

Jej pancerz był jeszcze zbyt słaby: jak to w pewnej książce przeczytała, nie umiała odpowiednio szybko i szczelnie zamknąć bram przed atakiem. No i nie umiała, i co. Tragedii nie ma. No, chwilami ciężko było żyć pod jednym dachem z emocjonalnym wampirem... Ale co miała zrobić? Próbowała grać uczciwie i asertywnie, w miarę rozsądnie. Złość się pojawiała, a jakże, ale umiała ją okiełznać i wypuścić w cywilizowany sposób. Tylko to bez sensu. Zbijała jeden argument, a nagle okazywało się, że to coś kompletnie odwrotnego, i to z niej próbuje się zrobić tę głupią... Tę gorszą - wobec mamy? Czyżby znów siostrzana rywalizacja? Ale jeśli ona wcale nie chciała w niej uczestniczyć? Już jej to nie bawiło, znała swoje mechanizmy, wiedziała, że do niczego nie prowadzą. Jednak była tylko jedną stroną w konflikcie, a na drugą nie miała wpływu.
Trudno. Podobno ćwiczenie czyni mistrza- więc sądząc po częstotliwości "treningów", niedługo miała się nim stać - mistrzem chowania się, samokontroli, samotności i poczucia niesprawiedliwości. I uciekania przed kontaktem z wampirem. Jak najdalej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz