Czy matkę można porównać do Hitlera? Czy dziecko ma prawo to zrobić?
Jeśli dorośnie i jest traktowane jak siła robocza? Gdy nie ma wyboru?
Nie chodzi o to, że miałoby nie brać udziału w utrzymywaniu domu - tylko o to, by hipotetycznie mogło odmówić i nie zostałoby odrzucone, skreślone, napiętnowane, ukarane.
Przez dorośnięcie wzrasta odpowiedzialność, ale i prawo stanowienia o sobie.
W hitlerowskich Niemczech trzeba było robić to, co kazał Fuhrer. Ci którzy mieli inne zdanie, albo ginęli, albo patrząc na ginących tonęli we własnym strachu.
Mając 21 lat była przepełniona strachem. Strachem, złością, bezsilnością. Gdy nie miała prawa wyboru, wolności słowa, gdy na próby rozsądnej rozmowy odpowiedzią było "bo wy, bo to przez was".
Może powinna sobie radzić z uczuciami będącymi zaszłością dzieciństwa, postawić granicę, albo po prostu się wyprowadzić. Jakoś nie potrafiła. Granica wobec własnej matki? Nie... Wyprowadzka? A jak stanie się to, co 2 lata temu? Bała się też, odpowiedzialności.
Poszli na terapię rodzinną, pokładając w niej nadzieję. to oznaczał wybór między terapią indywidualną i systemową. Wybrała rodzinę, czy słusznie? I tak niewiele miała nadziei na poprawę. Rodzeństwo, może. Ale matkę zaczęła spisywać na straty, tak jak i ojca. Zależało jej na mamie - może za bardzo, podwójnie za oboje rodziców. Instynkt samozachowawczy szeptał jej, że między "zależy mi na mamie" a "jestem zależna od niej" jest tylko cienka granica. Nie chciała jej przekroczyć, być bezwolna wobec humorów, sprzeczności, dyktatury.
Chciała być sobą...cokolwiek to znaczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz