Czy człowieka można nazwać dobrym?
Czy ktokolwiek jest tego godny, bez przekłamania?
Czy bezinteresowność to postawa, którą można jeszcze spotkać, czy to tylko czcze pojęcie, nie mające przełożenia w rzeczywistości?
Od czasu do czasu zdarzało jej się spotkać takiego kogoś, taki promyk, i zawsze była zaskoczona. Nie wiedzieć czemu, w najmniej spodziewanym, ale idealnym momencie, ktoś taki pojawiał się na horyzoncie.
Zawsze sądziła, że świat to związki przyczynowo skutkowe. A tu? Skutek był, ale czym spowodowany? Czym sobie zasłużyła?
Może jednak nie zawsze, nie każdy musi uzyskać korzyść z tego, że da coś z siebie. A może ta korzyść jest bardziej dyskretna, subtelna?
Niektórzy twierdzą, że odnoszenie korzyści jest złe. Ale czy nie jest tak, zawsze jest jakaś korzyść. Może mieć różną postać, jawną albo ukrytą - czasem jest rzeczywiście materialna, czasem to lepsza opinia ogółu, czasem wdzięczność, albo własna wewnętrzna satysfakcja. To tylko sposoby poprawienia sobie humoru, jedne mniej, inne bardziej zaawansowane ewolucyjnie, ale prowadzące do tego samego, egoistycznego celu. Czy to źle? Jeśli poprawa humoru doprowadzi do dalszych "wspaniałomyślnych" aktów, to czemu jej bronić? Czy potrzebującemu zrobi to różnicę, czy darczyńca łechcze swoje ego, czy jest stuprocentowym altruistą?
Jednak nigdy nie lubiła ludzi z postawą roszczeniową. Uważała też, że w gruncie rzeczy to smutne, że takie myślenie może w którymś momencie doprowadzić do katastrofy. Jak łatwo ktoś tak myślący może się rozczarować, zawieść. Dla niego milion dolarów byłby mniej znaczący niż dla niej ten promyk, że choć nie zasłużyła, a jednak otrzymała.
Odrobinę uwagi, opieki, wsparcia, zrozumienia.
To właśnie dostała w prezencie noworocznym. Możliwe, że nic lepszego nie mogła sobie życzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz