"Wzrokiem błądziła gdzieś w okolicach podłogi i dolnych partii ścian. Oczy innych ludzi jednogłośnie wykreśliła z rejestru miejsc odwiedzanych. Wstydziła się, że zobaczyliby w nich smutek. Znów. Nie chciała obciążać, tylko jej wstrzymywane łzy ciążyły w drodze do pracy, tylko ona była osobą, którą pozwalała sobie obciążać. Nie wiedzieć kiedy straciła ochotę i zdolność do rozmowy. Myśli rwały jej się w pół zdania. Uciekała od rozmów, od utkwienia w miejscu, od dotknięcia stopami podłogi - rzeczywistości, która nagle zaczęła budzić nieokiełznany strach. Nagle? Znów. Nie chciała przyznać, że znów jest kiepsko, że nie daje rady, przecież już było dobrze. Miała być bohaterką, wzorem. Na zewnątrz grała silną, w środku ukrywając powoli postępujący rozkład. Nie mogła sobie pozwolić na..."
Trafiłam tu przypadkiem, przeczytałam całość chociaż momentami było mi bardzo ciężko emocjonalnie przez to przebrnąć. Nie wiem czy powiedzieć "naprawdę Cię rozumiem" nie jest zbyt śmiałym stwierdzeniem. W każdym razie czytając Twoje słowa czułam się jakbym otworzyła swoje notatki. Dobra, powstrzymam swój słowotok ;) mam nadzieję, że się nie poddasz tej truciźnie, która nas osłabia.pozdrawiam nocnie.
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuń