piątek, 23 grudnia 2011

Podsumowania

Nadchodziły święta. Szczerze mówiąc, nie była szczególnie przywiązana do tych dni. Statystyki mówią, że w okolicach Wigilii i Bożego Narodzenia rośnie liczba samobójstw. Rozumiała to, bardzo dobrze. Na szczęście czasy, gdy była skłonna w ten sposób działać, już minęły. Teraz skupiła się na byciu z rodziną i korzystaniu z kilku dni wolnego od uczelni.
Przy okazji, ponieważ rok zbliża się ku końcowi, nachodziły ją myśli - co takiego w nim przeżyła, o co była bogatsza, czego się nauczyła, kogo spotkała - i czy to wszystko należycie wykorzystała. Bo najgorsze to uświadomić sobie, że ten czas gdzieś umknął, prześlizgnął się przez palce i już nie będzie można go odzyskać; że o włos, ale jednak, minęło się coś ważnego.
Jak to było u niej?
Myślała, że jeśli chodzi o wiek emocjonalny, wkroczyła w okres liceum. To dobry wynik. Nie żyła tyle lat - nic nie stanie się ot tak, przy pstryknięciu palcami (czego notabene nie potrafiła). Mimo, że czasem się niecierpliwiła - na wszystko jest czas. Nieraz było jej głupio: ludzie w jej wieku mają zwykle na koncie przynajmniej roczne związki. Ale tak. Na wszystko był czas.
Pierwsza połowa tego roku była... jeszcze dość senna. Proces wybudzania też trwa chwileczkę. Ale od października, albo nawet chwilę wcześniej, ruszyła do przodu. Zdecydowanie. Co z tego, że tak jakby nadal była sama. Miała wzloty i upadki, chwile porywów i chwile radzenia sobie z ich odejściem. Pełen repertuar uczuć, jak w tęczy. Co, jak sądziła, nie było łatwe dla jej bliskich, była świadoma, że dała im popalić. Ale też, dzięki nowym doświadczeniom, nieco się do nich zbliżyła. Przynajmniej do jednej osoby.
Co dalej... Spotkała na swej drodze cudownych ludzi. Na razie wiedziała, że leci na wrażeniu "cud-miód-maliny". Dostrzegała też na horyzoncie czające się pierwsze trudności, jednakże - ci ludzie byli, to już postęp. 3 miesiące, to zakrawało na swego rodzaju stałość, tak jej potrzebną, upragnioną. Ale, tak czy inaczej.
Spełniała się na studiach, kochała to, czego się uczyła. Czuła, że idzie dobrą drogą. Choć czasem nie widać, by była tego świadoma.
Brakowało jej jeszcze jakiejś osoby, która dostrzegałaby jej potrzeby, ale tu akurat wiedziała, że to po części jej działka - zbyt dobrze się kryła. Od czasów kompletnego nieradzenia przeszła do opcji wszyściutko-jest-w-porządku-jeszcze-Ci-pomogę. Teraz nadchodził moment zrównoważenia. Kolejny szczebelek na drabinie do szczęścia. Nie, wróć. Na drabinie szczęścia. Bo to nie jest tak, że trzeba dojść na sam szczyt, i dopiero wtedy je osiągnie. Szczęście to takie miłe stworzenie, które daje się poznać wcześniej. Pomalutku.

1 komentarz: