Z braku, a może z nadmiaru zajęć typu pierwsze przygotowania do sesji, zdecydowała się przeczytać pamiętnik swojego ojca. Czy może raczej historię jego życia, którą nakreślił według tego, co wytworzył jego chory umysł. Właściwie nie wiadomo do końca czy chory i na co, ale miała nadzieję, że tak, i to na coś poważnego. Uznanie, że coś takiego mógł wymyślić ktoś zdrowy podważyłoby jej pogląd, że ludzie są z gruntu dobrzy.
Przez długi czas bała się czytać tego tekstu. Kiedyś przyniósł go jej siostrze, wtedy z ciekawości otworzyła, ale już po pierwszym zdaniu zrezygnowała, bo zrobiło jej się słabo. Albo raczej niedobrze. Taka automatyczna reakcja obronna organizmu, który już mniej więcej wie, co może, a czego nie zniesie. Kiedy to było? Jakiś rok temu?
Niech wystarczy stwierdzenie, że to trudna lektura. I na pewno nie z zakresu literatury dziecięcej (szczególnie własno-dziecięcej).
Co ją uderzyło gdy to czytała? Okazało się, że choć ojciec to dla niej obcy człowiek – ma z nim więcej wspólnego niż myślała. Chodziło o takie powierzchowne rzeczy typu zainteresowania. Począwszy od pisania o własnej historii, która jakoś jest chora (przy czym ona miała tego świadomość), przez zainteresowania kulturą wschodu (joga, akupresura, medytacje), po chwilowe zainteresowanie życiem zakonnym, a potem poważne wątpliwości dotyczące katolicyzmu i ogólnie natury boga. Ale na tym koniec podobieństw, a nawet – koniec rzeczy czy cech, które jej mały rozum potrafił pojąć.
Coraz bardziej utwierdzała się też w przekonaniu, że to nie mogło się udać. Że z tego domu nie może wyjść normalna, zdrowa, szczęśliwa osoba. Każdy jest w jakimś stopniu poraniony. Nie dość że z braku ojca – to jeszcze przez pozory, gry i kłamstwa. Pamiętała jak podczas terapii wyrzucała sobie, że nie ma prawa mieć problemów. W końcu jej rodzice nie piją, nie biją, nie molestują, są oboje – wszystko idealnie. Więc do ciężaru zaburzeń dochodziło przeświadczenie, że to wszystko pochodzi od niej. Mało brakowało, by to była ta przysłowiowa kropla.
Dalej, czytając złapała się na tym, że szuka każdej wzmianki na swój temat. Niby ojciec nic dla niej nie znaczył, ale to jednak przykre, myślała, że może jednak… znajdzie świadectwo, że wie kim jest jego córka. Coś więcej niż „tego a tego dnia urodziła się ….”. Nie znalazła. To smutne. Szukała czegoś, czego nie ma. Ale to ważne, że przynajmniej była tego świadoma, tej potrzeby.
Ogólnie… żal było jej tego człowieka, gonił za czymś, co nie istnieje, a jeśli nawet, to krzywdził wszystkich wokół, w imię własnego wydumanego szczęścia. Żal jej było mamy, nie dziwiła się, że jest taka a nie inna. Żal jej było rodzeństwa. To doprawdy niewiarygodne, jak niefrasobliwość (albo: choroba) jednego człowieka potrafi utrudnić życie innym
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz