środa, 4 stycznia 2012

Przemiany

„Ciężar tego, czego spodziewała się przecież od dawna, wytrącił ją z równowagi. Myślała że zrozumiała, że to za nią.
Z odrętwienia wyrwał ją widok całujących się zakochanych nastolatków. Pewnie nie zwróciłaby na nich uwagi gdyby nie fakt, że stali tuż przed nią, oddzieleni tylko szybą. Momentalnie wróciły wspomnienia, fala tęsknoty i smutku, który sprawił, że jej oczy się zaszkliły. Odwróciła wzrok modląc się, by następny przystanek okazał się ich końcowym. Chyba po raz pierwszy w życiu została wysłuchana.
Wtedy myśl, która kiełkowała już od jakiegoś czasu, opanowała jej umysł. Nigdy więcej, za żadne skarby świata nie spojrzy na mężczyznę inaczej niż jak na kolegę, brata. Nigdy, przenigdy nie pozwoli się ponieść stanowi zakochania. Rozważała taką decyzję już wcześniej, ale wydawała się zbyt nierealna i zbyt oddalona od potrzeb, które miała przecież, jak chyba każda kobieta. Ale tego dnia zrozumiała dlaczego to jedyne słuszne wyjście. Wcale nie dlatego, że już zbyt wiele razy się zawiodła, nie dlatego, że więcej nie zniesie tego bólu.
Nagle pojęła istotę swego istnienia.
Zrozumiała, że dobro nie jest dla niej, przynajmniej nie w takim sensie, że może je otrzymać i zatrzymać. Zrozumiała, że ma tylko je przekazywać, dawać. Ma pomagać - i sam fakt, że ktoś jest szczęśliwszy, musi jej wystarczyć. Zrozumiała, że łudząc się nadzieją na szczęście w byciu z kimś, sama się go pozbawia.

W jej oczach i wyrazie twarzy pojawiło się coś nowego – coś na kształt zacięcia. Czuła, jak jej serce zmienia się – pozostając miękkie dla innych, dla siebie stało się bezlitosne i twarde. Jak głaz.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz