wtorek, 1 maja 2012

Czym jest... Sens

Wróciła z weekendu spędzonego w domu, u rodziców.
W pewnym stopniu odpoczęła. Nie całkiem.
Życie czasem stawia w takiej sytuacji, że każe tkwić w rozkroku między dwiema osobami, dwiema ważnymi osobami. Jest to ciężka sytuacja. Dzięki temu, że starała się jakoś załagodzić konflikt między nimi, oderwała się trochę od myślenia o sobie. To dobrze. Ale też... wyczerpująco. Rozumiała już, czemu psychologom odradza się ingerencje w rodzinę. Nie da się złapać dystansu.
Miała w sobie smutek. Nie wiedziała co dalej. Niepokoiła się o siostrę. Dotąd, gdy była w gorszej kondycji, wspominała coś o skończeniu ze sobą. Zawsze wydawało się to poważne, ale po czasie mówiła, że to tylko takie gadanie. Że nie mogłaby. Gdy teraz o tym mówiła... trudno było rozeznać. Z jednej strony, może to takie samo gadanie. A może nie. Gdy ona sama chciała umrzeć, to było takie proste, gdy ktoś... Czuła się bezradna.

Słońce ogrzewało twarz. Była sama na długim spacerze, bo nie miała z kim wyjść. Nie żałowała. Mijała po drodze kociół św. Anny, wstąpiła, posiedziała... Było miło, chłodno - bezpiecznie. Kilka łez poleciało. Ale nie nawróciła się jeszcze, co to, to nie. Pogadała chwilę z Bogiem, ale to nie znaczy, że wszystko co przeszłe poszło w niepamięć. Jeszcze nie teraz.

Miała w sobie spokój, mimo troski o siostrę. Gdyby miała zobrazować swój stan na dziś... to przestrzeń. Lekko błękitna przestrzeń. Z niewielkimi obłokami, które niczego nie zasłaniają, za to urozmaicają podróż. Czy coś poza tą przestrzenią jest? Czy istnieje jakiś sens tego wszystkiego, tych cierpień, zmagań, walki? Trudno powiedzieć. Z sensem jest jak z cudami. Wierzący twierdzą, że istnieją, niewierzący, że to przekręty. Pytanie brzmi kim się jest, i czy można to zmienić? Jeśli to kwestia wewnętrznej postawy... może można. Praca i praca, ciągle praca nad sobą. Sens się znajdzie, nawet jeśli nie będzie nim zbawienie ludzkości, czy cokolwiek tak wielkiego. Sens to małe chwile. Dla niej - gdy była potrzebna. Gdy się uśmiechała. Gdy ktoś się uśmiechał. Gdy miała energię. Gdy... gdy CZUŁA. Czym dla Ciebie jest sens?
Czasem gubiła gdzieś swój, świadectwem kilkanaście czy kilkadziesiąt ostatnich postów. Dziś go miała. Na chwilę, na dłużej, nie wiedziała. W jej życiu nie było czegoś na stałe. Szczególnie tych kluczowych rzeczy, stanów. Ale dziś... czuła się wolna.
Cieszyła się, że są ludzie, którzy w nią wierzą mimo, że ona traci nadzieję. Nie zawsze umiała przyjąć pomoc. To trudne, biorąc pod uwagę że "musiała" być samowystarczalna. Miała lekko opóźniony zapłon, ale robiła jednak z tej pomocy pożytek, czasem po cichu, ukradkiem.

Przepraszam.
Proszę.
Dziękuję.

4 komentarze:

  1. pytasz czym jest sens i poczucie sensu - odpowiadam, nie wiem. Dla mnie to bardzo abstrakcyjne pytanie. Ale te momenty, gdy sensu brakuje, gdy coś się rozrywa, poszarpuje - są faktycznie koszmarnie cięzkie. Trudno jest żyć nie widząc sensu, ale czym jest? - cięzkie pytanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Niektórzy mówią, że rodzina, inni sukces, inni miłość... Ale sedno jest gdzieś pomiędzy, i na innym poziomie.

      Usuń
  2. kochasz swoich rodziców, więc to zupełnie naturalne, że chciałabyś coś zrobić. Wręcz czujesz sie zobowiązana: "w koncu to twoja rodzina", "przeciez ich kochasz, zrob cos z tym!!" jednak to takie ukryte pułapki potrafiące wysysać z nas całą energie do tego stopnia, że zatracamy samych siebie, stajemy sie sfrustrowani, czujemy niemoc i porażkę, ból.. prawdą jest to, że na siłe nikogo nie można zmusic do zmian. czy twoim rodzicom rzeczywiscie zalezy na zmianie? czy proszą cie o pomoc? mimo ze czujesz ze jej potrzebują nie mozesz im narzucic jej. co innego gdy ktos do ciebie przychodzi, chce sie zmienic, opowiada o swych problemach, a co innego kiedy Ty sama podbiegasz do kogos, robisz pajacyki, prujesz żyły bo przeciez tak bardzo kochasz, tak bardzo chcesz pomóc, ale nie mozesz nic zrobic, bo tak naprawde oni nie widzą problemu.. wiem to.. z własnego doświadczenia. też chcialam zmienic rodzine, ale kiedy widzialam, że NIE MOGĘ porzuciłam swoje zainteresowanie psychologią twierdząc, że to nauka bez sensu.. kiedy zrozumialam, skąd bierze się ta niemoc, powrócilam do korzeni.. a co do siostry.. jej zycie, jej wybory.. twoja siostra cierpi, nie mozesz sprawic by ją znieczulic.. mozesz okazać jej ciepło, zainteresowanie, rozmawiać, to niewiele, a moze bardzo pomoc;) sama mialam brata pogrążonego w depresji i tu z powodu moich rodzicow.. czasami czuje, że jestem niedobrą siostrą, czuje wyrzuty sumienia, ze tak czesto go olewam itd.. co jak co.. od dziecka nie mielismy zbyt dobrych relacji, dlatego tez teraz nie czuje wielkiej potrzeby angazowac sie w jego problemy. ma swoich terapeutow, ma swoj swiat w ktorym jest szczesliwy. przygryzam wargi, czasem jestem zla.. bo z superambitnego chlopaka stal sie taką roślinką.. wegetuje a nie żyje. niestety i w tym miejscu nie jestem w stanie nic zrobic. on mimo takiego letargu i nieróbstwa jest szczesliwy, nie czuje potrzeby zmian, wiec nie moge tu nic zrobic..
    przepraszam, że tak sie rozpisuje.. po prostu mam taki swoj wylew mysli..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię tę modlitwę, "Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego"
      Niektórych rzeczy nie można, a może nawet nie powinno się - na przykład brać na siebie problemy rodziców. To zaburzenie porządku rzeczy... A z bratem, no tak nic na siłę...

      Usuń