środa, 8 sierpnia 2012

Może jej mama miała rację.
Studentka psychologii biorąca antydepresanty - coś tu nie gra.
Może psychologia to tylko jej widzimisię, bez perspektyw na przyszłość, ot, niedojrzała decyzja.
Może branie leków to pójście na łatwiznę - by nie mierzyć się z rzeczywistością.
Może to wszystko nie jest warte złamanego grosza, a ona rzeczywiście wcale siebie nie zna?
Może... POWINNA:
Słuchać matki
Skończyć finanse
Nie wyprowadzać się - co tak obciąża rodzinę.
Nie chorować.
Nie mieć depresji.
Wziąć się w garść.

6 komentarzy:

  1. przyjdzie moment, że będziesz wiedzieć, nie tylko jaka ta droga jest, ale dokąd prowadzi. mar

    OdpowiedzUsuń
  2. pytania, które sobie stawiasz, to naturalne działanie człowieka żyjącego świadomie; trudno odgadnąć, czy droga, którą kroczę, jest właściwa; przyszłość jest tajemnicą, a każda przeżywana chwila jedyna, niepowtarzalna, trudno więc oczekiwać, bym wiedziała, czy postępuję słusznie, skoro nie mam do czego odnieść swoich działań...

    uważam, że najlepszym sposobem na poznanie, zrozumienie i zaakceptowanie siebie jest koncentracja na otaczającym świecie, skrupulatna analiza jego szczegółów...

    pozdrawiam M.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ponoć na psychologię idą ludzie, którzy mają problem ze sobą. Patrząc na to co się dzieje zaczynam w to wierzyć (borderline, zaburzenia afektywne dwubiegunowe, ed-nos - pozdrawiam serdecznie).

    A leki to dobra rzecz. Żadne tam pójście na łatwiznę. One wręcz pozwalają się jakoś z tą rzeczywistością zmierzyć.

    Trzeba mieć dupę z ołowiu i zapieprzać do przodu :) Nie łam się.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze mówiąc, bardziej skłaniam się ku technikom walki a'la Kung Fu Panda. Ołów nie dla mnie jest :) Ale zapieprzam. Kurczę, cały czas. Dziękuję. Informacje zwrotne to najcenniejsza rzecz jaką można dostać. Kilka dodających otuchy słów, i człowiekowi się chce. Dzięki! Ty też się trzymaj, Ruda :)

    OdpowiedzUsuń