Może jej mama miała rację.
Studentka psychologii biorąca antydepresanty - coś tu nie gra.
Może psychologia to tylko jej widzimisię, bez perspektyw na przyszłość, ot, niedojrzała decyzja.
Może branie leków to pójście na łatwiznę - by nie mierzyć się z rzeczywistością.
Może to wszystko nie jest warte złamanego grosza, a ona rzeczywiście wcale siebie nie zna?
Może... POWINNA:
Słuchać matki
Skończyć finanse
Nie wyprowadzać się - co tak obciąża rodzinę.
Nie chorować.
Nie mieć depresji.
Wziąć się w garść.
idź swoją drogą
OdpowiedzUsuńprzyjdzie moment, że będziesz wiedzieć, nie tylko jaka ta droga jest, ale dokąd prowadzi. mar
OdpowiedzUsuńdziękuję.
OdpowiedzUsuńpytania, które sobie stawiasz, to naturalne działanie człowieka żyjącego świadomie; trudno odgadnąć, czy droga, którą kroczę, jest właściwa; przyszłość jest tajemnicą, a każda przeżywana chwila jedyna, niepowtarzalna, trudno więc oczekiwać, bym wiedziała, czy postępuję słusznie, skoro nie mam do czego odnieść swoich działań...
OdpowiedzUsuńuważam, że najlepszym sposobem na poznanie, zrozumienie i zaakceptowanie siebie jest koncentracja na otaczającym świecie, skrupulatna analiza jego szczegółów...
pozdrawiam M.:)
Ponoć na psychologię idą ludzie, którzy mają problem ze sobą. Patrząc na to co się dzieje zaczynam w to wierzyć (borderline, zaburzenia afektywne dwubiegunowe, ed-nos - pozdrawiam serdecznie).
OdpowiedzUsuńA leki to dobra rzecz. Żadne tam pójście na łatwiznę. One wręcz pozwalają się jakoś z tą rzeczywistością zmierzyć.
Trzeba mieć dupę z ołowiu i zapieprzać do przodu :) Nie łam się.
Szczerze mówiąc, bardziej skłaniam się ku technikom walki a'la Kung Fu Panda. Ołów nie dla mnie jest :) Ale zapieprzam. Kurczę, cały czas. Dziękuję. Informacje zwrotne to najcenniejsza rzecz jaką można dostać. Kilka dodających otuchy słów, i człowiekowi się chce. Dzięki! Ty też się trzymaj, Ruda :)
OdpowiedzUsuń