Wędrowała ulicami miasta. Patrzyła wokół.
Cieszyła się, że żyje.
W ciągu ostatnich kilku dni przeżyła tak skrajne stany i zdarzenia, że aż trudno to opisać.
Dotknęła swojej słabości, tracąc niewinność. Pozwoliła, by Id przejęło nad nią kontrolę. A może to nie było Id, tylko ktoś kto pragnie ludzkiego nieszczęścia. Ciąg wypadków, jaki potem nastąpił, przewrócił jej życie i sposób myślenia do góry nogami. Bezmyślna decyzja kosztowała tak wiele... Chciała powiedzieć dziewczynom, że niewinność to najpiękniejsza cecha. Że oddanie się komuś dlatego, że świat tak mówi, bo koleżanki już to zrobiły, oddanie się komuś, kto nie jest tego wart, nie ma sensu. Chcąc zyskać wartość można wiele stracić. Szczególnie - szacunek do siebie. Nie warto. I chciała powiedzieć chłopakom, że czasem "tak" dziewczyny trzeba zrozumieć jak "nie". Że mogą spowodować cierpienie nie do opisania, i jeżeli chcą być dobrymi ludźmi, to niech nie wykorzystują okazji.
Przekonała się, że szukanie szczęścia to bardzo niebezpieczne zajęcie. Łatwo można zagubić drogowskazy i pójść za tym, co głosi świat. Miała poczucie, że lata terapii zostały w jednej chwili wymazane z jej życia. Na szczęście, dzięki pomocy przyjaciół jakoś udało się je uratować, ale to nie był koniec.
Wieczór skończył się odratowywaniem po wzięciu dużej dawki leków. Po prostu nie mogła znieść myśli, że zaszkodziła związkowi przyjaciół; sądziła, że taki właśnie był skutek wcześniejszego udzielenia jej pomocy. Wydawało jej się, że zniszczyła wszystko, że wszyscy się od niej odwrócą (i słusznie), że po raz kolejny okazała się nie tylko bezużyteczna, ale i szkodliwa. Dała się ponieść fali wyobrażeń, które nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością. Przekonałaby się o tym, gdyby poczekała.
Było jej wstyd. Dramatyzm w skali 10/10, niepotrzebne zamieszanie - całkowity regres. Nie była dumna z siebie. Ale przeżyła. I sądziła, że to był znak. Taki prztyczek. No dobrze, kopniak - na zamknięcie rozdziału pod tytułem "Impulsywność i autoagresja". Nie chciała, by ktokolwiek kiedykolwiek się o nią bał, nie chciała robić nic, co mogłoby spowodować cierpienie jej bliskich i przyjaciół, nie chciała patrzeć w ich oczy i widzieć łzy, wiedząc, że to ona jest ich sprawczynią. To Decyzja. Już czas.
Poza tym, ten znak... pojmowała go jako coś więcej, nie takie ot, zdarzenie. Tylko Znak. Drogowskaz mówiący "Patrzę na twoje życie, czuwam nad tobą, ale sama podejmujesz decyzje. Spójrz w dół tej przepaści, czy na pewno chcesz tam skoczyć? Ciągle trzymam cię za rękę, poczuj to. Jesteś bezpieczna. Otaczam cię opieką, przyjaciółmi, miłością, widzę co się z Tobą dzieje, i nie jest mi to obojętne. Zaufaj Mi. I, do cholery, nie rób już więcej głupstw"
Nie zrobi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz