Było jej źle.
Lekki niepokój, trochę smutku, trochę samotności.
Nie miała do kogo gęby otworzyć.
Rozpłynęła się, w nie-zachwycie, lecz niebycie, nie wiedzieć czemu.
Może za dużo uczuć i słów chowała w sobie, a nawet przed sobą, oszukując się... że jest inaczej.
Kolana ją bolały.
Nie miała butów, żeby pójść na nabożeństwo. Za to nadmiar wątpliwości i lęku. Coś tam jest nie tak, nie wiedziała co, coś niepokojącego... może zbyt duża pewność, ludzka pewność, że zna się Boga. Może też ta nadopiekuńczość. I to, że "na rzeczy" znają się tam mężczyźni, a kobiety... kobiety to żony. Niby równe, a jednak...
Nie wiedziała, boi się? Chyba. Tempa się bała. Zaangażowania, gdy wcale jej do tego nie ciągnęło. W bardzo różnych sferach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz