W jej świecie były pewne zasady. Zasady dotyczące pewnych zachowań w relacjach z innymi. Na przykład - możliwie jak najmniej się spóźniać, najlepiej wcale, nie wychodzić bez pożegnania, jeśli odpowiedziało się twierdząco na zaproszenie, ale coś wypadło - powiedzieć o tym, uprzedzić, dać znać. Szacunek, po prostu. Zasadą też było dla niej, że po imprezie pomaga się ogarnąć, z czystej życzliwości. Klub to klub, a zaproszenie od kogoś, z kim ma się "nieco" lepszą relację - to co innego.
Ludzie mają inne zasady. Trzeba się z tym pogodzić. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni.
Po latach terapii i studiach, na których uczono konstruowania i używania komunikatów JA ciężko jej było czasem znieść, że ktoś tego nie potrafi, żeby nie powiedzieć - nie próbuje się nauczyć. Znieść - w sensie, że miała niską na to odporność, i raz, reagowała lękiem, a dwa - złością. A co najważniejsze - chęcią ucieczki, odseparowania, znielubienia... znienawidzenia. Jednak - to nie była dobra droga. Trudne osoby są dane dla tym większego rozwoju. To dar - niełatwy, ale dar. Są ludzie "łatwi w obsłudze", łatwostrawni, to ważni ludzie, ale... Także - są ludzi lekkostrawni, są tacy, z którymi trzeba się "mierzyć" i dzięki temu wzrastać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz